środa, 8 lipca 2015

Na Jawie. Rozdział XVI.

Obudził się gdy zaczynało świtać. Pierwsze jaskrawe światło poranka raziło go w oczy. Wczoraj późno położył się spać. Miał ostatnio bardzo dużo na głowie i mało sypiał. Rano wstawał wcześnie, aby przygotować się na lekcje z tymi kretynami. A kiedy nie robił tego poprawiał ich wypociny, warzył eliksiry i załatwiał sprawy dla Albusa. Wcześniej mu to nie przeszkadzało, jednak teraz chciał mieć więcej wolnego czasu. I co najlepsze w dniu kiedy miał wolne, obudził się z rana. I wiedział że już nie zaśnie. Zacisnął pięści na kołdrze. Obrócił się na plecy i wpatrywał w sufit. Przymknął powieki w złudnej nadziei na jeszcze kilkanaście minut snu. Jednak nie było mu to dane. Drobna dłoń zaczęła gładzic go po nagim torsie. Westchnął ciężko i pogładził jej dłoń. Najbardziej w dniu wolnym lubił to, że mógł go w całości spędzić z nią. Mógł z nią rozmawiać. Mógł z nią milczeć. Mógł ja całować. Lub po prostu być blisko niej. Popatrzył na nią czule, gdy otwierała zaspane oczy ziewając. Nadal nie wierzył że tu jest. Obok niego. Że jest jego.
- Obudziłam cię? - uśmiechnęła się słodko przysuwając się bliżej niego, a on objął.
- Nie.
- Mmm.. - wtuliła się w niego, przylegając całym ciałem - Kocham cię.
- Ja ciebie też. - odpowiedział słabym głosem. Mimo, że powtarzał jej to każdego dnia wydawało mu się to dziwnie obce. Kochał całym sercem. Była dla niego wszystkim. Wciąż przyzwyczajał się do myśli, że tak zniszczony człowiek jak on, może być wart tak cudownej kobiety jak ona. Piękna, inteligentna, zdolna, ułożona.  Od zawsze go do niej ciągnęło.Od dawna jej pragnął. Ale kogo obchodziły jego uczucia? Kto chciałby się wiązać ze starym zrzędą z lochów? Nietoperzem, byłym Śmierciorzercą i sługą Voldemorta. A jednak okazało się, że oprócz Lily Evans istniała kobieta, która potrafiła dostrzec w nim więcej niż.. potwora. Ona potrafiła dostrzec o wiele więcej niż Lily. Tak bardzo cieszył się mając przy swoim boku. W jej oczach nigdy nie był potworem.. Zawsze próbowała go zrozumieć. Nie oceniała go. Nie osądzała. Była tak doskonała.
- O czym myślisz? - wyrwała go z zamyślenia. Dopiero teraz zorientował się, że jego ukochana obsypuje jego szyję delikatnymi pocałunkami.
- O tobie. - uśmiechnął się delikatnie.
- Wiesz, myślałam ostatnio.. - wyczuł wahanie w jej głosie - Emm.. nie ważne. - Uniósł jej podbródek, aby popatrzyć w jej oczy. Jej piękne brązowe oczy.
- No powiedz. - Odrzuciła z siebie przykrycie i przełożyła prze niego nogę, siadając okrakiem na jego biodrach. Dłońmi gładziła jego tors. Z początku nie pozwalał jej tego robić. Wstydził się swoich blizn. Swojej przeszłości. Jednak ona udawała, że ich nie widzi. Nie zwracała na nie uwagi. Była wyjątkowa. Tak bardzo ja kochał..
- Ja.. - dziewczyna zaczęła drżeć.
- No wykrztuś to.. Hermiono. - Dziewczyna popatrzyła na niego zmieszana.

I w tym momencie poderwał się na łóżku i szeroko otworzyło oczy. Wcale nie świtało. Nadal była noc. A u jego boku nie spała żadna kobieta. Znów miał ten cholerny sen. Ułożył się wygodnie na łóżku. Po czym spoliczkował się.
-Weź się w garść, durniu! - zaczął karcić się w myślach - Głupiejesz na starość! To są tylko przeklęte sny! Przestań w kółko o niej myśleć!

wtorek, 5 maja 2015

Na Jawie. Rozdział XV.

Chciała biec jak najszybciej, lecz potykała się o własne nogi. Myślała tylko o tym, aby nie odwracać się za siebie. Uciec jak najdalej od tego miejsca. Jak najdalej od niego. Wybiegła z lochów, z predkoscią heliopaty i przerażeniem na twarzy. Nie myślała o tym, w która stronę biegnie. Po dłuższej chwili straciła dech w piersiach, więc postanowiła przysiąść na ławce. Korytarz był prawie całkowicie pusty. Po drugiej stronie stało jedynie kilku starszych Krukonów, którzy rozmawiali ze sobą. Żaden z nich nie zwracał na nią uwagi. Na całe szczęście. Siedziała na skraju ławki całkowicie roztrzęsiona. Była przeraźliwie blada. Brakowało jej tchu. Cała dygotała na ciele. Ukryła twarz w dłoniach i odetchnęła głęboko. Czuła ucisk w żołądku, a w jej głowie szumiało. Snape.. To był Snape.. To on jej się śnił. To on był jej tajemniczym kochankiem. To z nim.. Na samą myśl tego, co działo się między nimi w jej śnie, dostała ciarek.
-Ohyda! - pomyślała. Przecież to nauczyciel. I to nie byle jaki. Snape! Wredny i okrutny Snape. Ten, który nie ma w sobie ani krzty empatii. Ten, który jest postrachem wszystkich uczniów. Ten, który był.. śmierciożercą. Poddanym Voldemorta. Jego sługom. Ten sam, któremu radość sprawia dręczenie innych. To z nim czuła się bezpiecznie? W jego ramionach?
- Witaj, Hermiono. Jak się miewasz? - zadrżała, słysząc głos Dumbledor'a zmierzającego w jej kierunku. Odruchowo poprawiła włosy i wyprostowała zgarbione plecy. Odetchnęła jeszcze głębiej, aby jak najmniej pokazać, że nie czuję się w najlepiej. - Mam nadzieję, że wszystko w porządku. - Staruszek uśmiechnął się serdecznie.
- Witam profesorze. Ja-a czuje się dobrze. Dziękuję. - również próbowała się uśmiechnąć. Dyrektor usiadło obok niej.
- Cieszę się, że nie stało ci się nic poważnego. Nie było mnie w zamku przez parę dni, ale profesor Snape poinformował mnie o wszystkim. - Hermiona na dźwięk tego nazwiska zesztywniała. Szybko wstała, podziękowała za troskę i odeszła pośpiesznie, mówiąc, że śpieszy się na następną lekcję. Starała się uspokoić zanim dołączyła do Rona i Harrego czekających pod klasą, na zajęcia z transmutacji.

*

Hermiona bardzo starała się nie myśleć o wcześniejszym zdarzeniu i reszta dnia minęła jej spokojnie. Szczęśliwie ani razu nie wpadła na Snape'a. Następnego dnia nie miała z nim zajęć, ale musiała udać się do niego na szlaban. To właśnie przerażało ją najbardziej. Postanowiła jednak nie myśleć o tym i do końca dnia spędzić miło czas z przyjaciółmi. Podczas kolacji rozmawiała z Seamus'em, który radził się jej co powinien zrobić, w związku z Parvati.
- Zachowała się okropnie. To wszystko wina Lavender. Bez niej Parv jest super dziewczyną. Naprawdę bardzo ją lubię. Ale Lavender.. - chłopak zrezygnowany spuścił głowę. - No i ten koncert. Nie mam zamiaru tam iść razem z nimi. Oddałem Ginny swój bilet. Na pewno będziecie się dobrze bawić.
- Czekaj, nie idziesz? Ginny mi nic nie powiedziała. Przecież chciałeś iść na ten koncert. Oddam mój bilet Dean'owi albo..
- W porządku. Nie za bardzo jarają mnie Fatalne Jędze. Chciałem tam iść, bo Parv je uwielbia. Nie przejmuj się. Do jutra. - uśmiechnął się smutno i wyszedł z Wielkiej Sali.
- Szkoda mi go. - powiedziała Ginny, siadając obok Hermiony. - Nawet nie mam ochoty iść na koncert kiedy wiem, że ona tam będzie.
- Ja też nie. Mogłybyśmy oddać komuś bilety, ale nie wiem kto chciałby je wziąć.
- Weź mój i daj.. komukolwiek. A jutro po kolacji mogłybyśmy ..
- Em.. mam szlaban u.. - Hermiona przełknęła ślinę. Cały dzień udawało jej się nie myśleć, o tym, co wydarzyło się rano, ale w tym momencie wszystko do niej wróciło. - Snape.
-Znowu? Czemu wydaje mi się, że ostatnio strasznie się na ciebie uwziął?
-Nie miałam na dziś zadania. Poza tym wolę szlabany u niego niż u Filch'a.
-Ale.. masz rację. Ron mówił, że na ostatnim szlabanie polerował srebra w izbie pamięci. Znowu. Chociaż karanie za brak zadania w twoim wypadku jest nie fair. Ale.. przecież to Snape. Ma w nosie wszystko i wszystkich. Nie przejmuje się nikim. I wzajemnie. - Ginny uśmiechnęła się złośliwie, a Hermiona przytaknęła cicho. Wiedziała, że prawda może być trochę inna.

*

Hermiona siedziała do późna z Ginny w pokoju wspólnym. Tłumaczyła się, że chce poczekać, aż jej współlokatorki zasną, ale tak naprawdę, nie chciała zostawać sama ze swoimi myślami. Bała się tego. Bała się zasnąć i znów to wszystko zobaczyć. Powoli ją to przerastało. Postanowiła, że następnego dnia, w przerwie między lekcjami, uda się do biblioteki i zagłębi się w temat wróżbiarstwa i widzenia przyszłości. Jak była świetną uczennicą, tak z lekcji profesor Trelawney nie wyniosła nic. Zrezygnowała z zajęć, ponieważ uważała je za bezwartościowe. Nigdy nie myślała, że kiedy jej się przydadzą. Może się przydadzą.


Wchodząc to sypialni upewniła się, że pozostałe dziewczyny śpią. Po cichu przebrała się w ciepłą piżamę i położyła się do łóżka. Kiedy już miała gasić świeczkę, która wesoło migotała na jej szafce nocnej zauważyła małą, białą karteczkę. A pod nią dwie większe. Bilety. Od razu rozpoznała pismo Parvati.

Miałam iść na ten koncert z Seamus'em, ale sprawy się pokomplikowały.
A Lavender nie chce iść beze mnie. Daj je Ginny i Harremu.
Bawcie się dobrze :)



Tak więc Hermiona miała 4 bilety na  koncert Fatalnych Jędz, których nikt nie chciał. Schowała je razem do szuflady, a w jej głowie rodził się pomysł sprytnego wykorzystania ich.

sobota, 11 października 2014

Na Jawie. Rozdział XIV.

Hermiona po dwóch dniach spędzonych pod opieką pani Pomfrey, wyszła ze Skrzydła Szpitalnego w poniedziałek wieczorem. Czuła się już całkowicie dobrze. Pielęgniarka powiedziała jej tylko, żeby zgłosiła się do profesora Snape, po eliksiry, których jej jeszcze nie dostarczył. Dziewczyna, nie bardzo wiedziała jak powinna zachować się w stosunku do nauczyciela. Uratował jej życie. Był przy niej w nocy. Poinformował jej przyjaciół o jej wypadku. I to w normalny sposób. Myślała, że nazwałby ją idiotką, kretynką, czy coś w tym stylu. A zachował się tak.. miło. Jakkolwiek by się nie zachował, ona nadal musiała przyjść jutro na jego lekcję i poprosić o eliksiry. Mogłaby się wtedy dyskretnie zapytać, o jego zachowanie. A może lepiej nie? Tak, lepiej nie zaczynać. Nie wiadomo, co mu przyjdzie do głowy.

Po wyjściu ze szkolnego szpitala Hermiona w towarzystwie Ginny udała się do swojej sypialni. Na nieszczęście czekała tam również Lavender z Parvati. Dziewczyny jak zwykle plotkowały, ale zamilkły jak tylko weszła Hermiona. Ginny idąc z nią pod rękę, posłała im straszne spojrzenie. 
- Jak się czujesz, Hermiono? - Zaczęła niewinnie Parvati, nie bardzo wiedząc jak się zachować. Było jej głupio. Chciała ją przeprosić, ale czuła, że powinna z nią porozmawiać sam na sam. Porozmawiać i wszystko wytłumaczyć.
- A co cię to obchodzi? Dlaczego się..
- Przestań Ginny. Czuje się dobrze, dzięki, że pytasz. - Hermiona uśmiechnęła się lekko. 
- Mam dla ciebie notatki z zajęć.
- Dziękuję. - Powiedziała Hermiona. Każdy czuł dziwne napięcie w pokoju.
- Oj, trochę niezręcznie, co? - Odezwała się wesoło Lavender, która do tej pory przyglądała się wszystkiemu z dziwnym zainteresowaniem. - Chodź Parv. Pójdziemy na dół. Hermiona musi odpocząć, prawda?
- Właście to.. - nie dokończyła, bo Lavender, ciągnąc za sobą przyjaciółkę zniknęła za drzwiami.
- Ok, to było na maksa dziwne. - Stwierdziła Ginny siadając na łóżku Hermiony. Ta jednak zamiast się położyć, zaczęła przeglądać książki, aby upewnić się, że nie musi wykonać na jutro zadania. Nic nie znalazła. Więc po krótkiej rozmowie poszła spać.


                                                                   ***


Tej nocy znów miała ten dziwny sen. Znów to samo mieszkanie, ten sam pokój i mężczyzna. To zaczynało być nużące. Widziała i kochała kogoś, kto tak naprawdę może nie istnieć. Tyle razy myślała o tajemniczym nieznajomym, próbowała go z kimś skojarzyć, ale nic nie odnajdywała. Tłumaczyła sobie, że to się jeszcze nie wydarzyło. Że to przyszłość i jeszcze nie poznała tego człowieka. Ale było w nim coś bardzo znajomego. Ta myśl nie dawała jej spokoju.


                                                                   ***


- Zerwali? - Hermiona rozmawiając z Ginny prawie zadławiła się tostem z dżemem truskawkowym.
- Tak. Seamus powiedział, że nie chcę się z nią więcej widywać, po tym jak cię potraktowała. Powiedział też, że jeżeli bardziej ufa Lavender, która sama ją wcześniej zmieszała z błotem, a nie jemu czy tobie, to nie mają o czym rozmawiać.
- Wow. Nie wiedziała, że to tak się potoczy. Bardzo mu współczuję.
- Cicho, idzie. - Ginny szturchnęła przyjaciółkę łokciem,a ta znów prawie zadławiła się tostem.
- Cześć dziewczyny? O czym plotkujecie? - Spytał Seamus, dosiadając się do nich.
- A umawiam się z nią na lekcje pływania. Wiesz, kiedyś mogą jej się przydać. - Ginny prychnęła ze śmiechu, a Hermiona posłała jej gniewne spojrzenie. 
- To prawda. - Seamus też zaczął się śmiać. - Oj nie gniewaj się Miona. A właściwie to chodź. Chyba nie chcemy spóźnić się na Eliksiry prawda?
- Nigdy. - Hermiona pożegnała Ginny i udała się z Seamus'em do lochów. Po drodze rozmawiali o tym, co się działo w Hogwarcie, podczas gdy ona była w szpitalu. Największym i chyba jedynym wydarzeniem było wyrzucenie Erika z drużyny Quidditch'a. Nie bardzo wiadomo było dlaczego, ale wszyscy mówią, że to dziewczyny z drużyny przekonały kapitana, żeby znalazł kogoś na jego miejsce. Po zerwaniu z Lavender, coraz częściej widziano go z różnym dziewczętami, którym chyba nie przeszkadzały inne.


Po rozpoczęciu zajęć, nastąpiło coś, czego Hermiona spodziewała się najmniej. Profesor Snape, wypisał ingrediencje eliksiru na tablicy, ale zamiast usiąść i poprawiać testy jak zwykle, zaczął zbierać wypracowania na temat "Zastosowanie Eliksiru Prawdy - dawniej i dziś", które zadał wczoraj. Hermiona była zdruzgotana - pierwszy raz nie miała zadania. Ale i jak miała je napisać skoro o nim nie wiedziała. 
- To nie moja sprawa. Nie napisałaś zadania, więc przyjdziesz tu dziś.. nie dziś nie mogę. Przyjdziesz do mnie jutro na szlaban i wtedy je napiszesz. - Hermiona kiwnęła głową, chociaż twierdziła, że to nie fair. Ale jakby nie patrzeć, każdy miał to zadanie. Nawet Harry i Ron. A to było niespotykane.


Po zajęciach, chcąc nie chcąc, musiała poprosić Snape o eliksiry. Chociaż nadal zastanawiała się nad dziwnym zachowaniem nauczyciela, nie miała odwagi go o to spytać. Kiedy wszyscy wyszli z klasy, po prostu podeszła do jego biurka. On jak zwykle siedział zaczytany.
- Przepraszam, profesorze?
- Nie wywiniesz się ze szlabanu Granger.
- Nie, ja nie o to. Pani Pomfrey powiedziała, że powinien dać mi pan jakieś eliksiry. 
- Powinienem? - Opuścił kartkę trzymaną przed twarzą i popatrzył na nią. W tym momencie zdała sobie sprawę, że jego oczy są naprawdę czarne. Nigdy o tym nie myślała, a teraz stała przed nim wpatrzona. 
- To znaczy.. No..
- Wiem. - Odłożył gazetę i wstał. - Czujesz się.. lepiej? - Zapytał cicho wpatrzony w czubki butów, jakby chciał żeby nikt, nawet ona tego nie usłyszał. Jednak ona usłyszała. 
- Em.. Tak dz-dziękuję.
- Nieważne. Zaraz przyniosę mikstury. - Skierował się w stronę wejścia do swoich komnat.
- Profesorze? Chciałam o coś zapytać, jeśli mogę. - Snape stanął w miejscu, ale nie odwrócił się do niej.
- Tak?
- Ja nie wiem, czy powinnam. Po prostu, pani Pomfrey powiedziała mi, że kiedy byłam jeszcze nieprzytomna, to siedział pan w nocy przy mnie. Po tym jak mnie pan uratował. - Zarumieniła się mówiąc to.
- Owszem. - Odpowiedział zimnym tonem.
- Ja chciałam podziękować. Ale nie rozumiem, dlaczego to.. - W tym momencie odwrócił się i podszedł do niej. Wyglądał na dość rozzłoszczonego. 
- Już ci raz powiedziałem. To mój za.. kichany obowiązek.
- Tak, wiem. Ale nie musiał pan..
- Skończ, Granger. Jeszcze jedno słowo. - Odwrócił się i skierował w stronę swoich kwater. Dziewczyna, nie bardzo wiedząc dlaczego tak się rozzłościł, po prostu poszła za nim. Zatrzymała się w wejściu do salonu. Wyglądał inaczej, niż ostatnio. Miał meble, podłogę. W tym momencie cała zadrżała na ciele. Szmaragdowa wykładzina; duża sofa i fotel obite w ciemną, czekoladową skórę; wiśniowa tapeta. To było to miejsce. To miejsce o którym śniła. To nie możliwe to znaczy, że..

W tym momencie zza drzwi po prawej stronie wyszedł profesor Snape, niosąc zgrabne pudełeczko z eliksirami. Dziewczyna cofnęła się o krok. To był on. Jej nauczyciel. Mężczyzna, który jej się śnił. Tego było dla niej za wiele. Popatrzyła na niego, przerażona i czym prędzej uciekła.