Snape, niedługo po wezwaniu Czarnego Pana, aportował się do dworu Malfoya. Przeszedł przez bramę i spokojnym krokiem szedł w stronę potężnej rezydencji. Nie czuł strachu. Już dawno przestał go odczuwać. Jednak czuł niepewność, nie miał pojęcia co może go spotkać w środku. Voldemort był nieobliczalny, każdy to wiedział. Narażenie się mu prowadziło jedynie do potwornego cierpienia i śmierci. Czy Snape naraził się Czarnemu Panu? Oczywiście, że tak. Ale czy Voldemort o tym wiedział? Był jego prawą ręką, aż do upadku, Voldemort ufał mu bardziej niż innym. Niemożliwe by dowiedział się o jego działaniach dla Zakonu. Jeśli tak, już dawno by nie żył. Więc czemu został wezwany tak późno? Jaki Riddle ma wobec niego plan?
Wszedł do dworu. Był pusty, panowała cisza przerywana jedynie jego krokami na marmurowej podsadzce i uderzeniami zegara w salonie. Nic się nie zmieniło od jego ostatniej wizyty w tym miejscu. Jeszcze przed upadkiem Voldemorta. Kryształowe żyrandole, wielkie portrety i zdobione meble. Kosztowna elegancja. Malfoyom pieniędzy nigdy nie brakowało. Minął salon i zszedł do piwnicy. Następnie minął więzienie, które Czarny Pan stworzył w tym miejscu dla swoich potrzeb i stanął przed drzwiami na końcu korytarza. Nacisnął klamkę i drzwi cicho zaskrzypiały uchylając się.
Komnata Voldemorta była ogromną salą z małym piedestałem na środku i jednymi drzwiami w kącie z tyłu. Nie było żadnych ozdób, ściany i podłoga były wyłożone ciemnym, szarymi płytami. Nie było tam okien, światło dawał jedynie żyrandol wiszący w centralnej części pomieszczenia.
Severus otworzył szeroko drzwi i wszedł do środka. Na podwyższeniu stał oczywiście Czarny Pan. Wyglądał strasznie. Jego twarz była potwornie zniekształcona, skóra trupio blada. Obok niego, nieco niżej stał Lucjusz Malfoy i uśmiechał się złośliwie. Wyglądał jak zwykle dostojnie.
- S-Severusie. Podejdź. - Syknął wężousty i dał mu znak ręką. Snape podszedł i skłonił się nisko.
- Panie mój.
- Długo czekałem, aby cię wezwać. Nie byłem pewien, czy mogę ci ufać. Mogę, Severusie?
- Tak, mój panie. - Snape skinął głową, nim się obejrzał czerwone światło uderzyło w niego. Wygiął się pod wpływem bólu, po czym upadł na kolana.
- Spokojnie Lucjuszu. - Voldemort zwrócił się do Malfoya, który celował różdżką w Snape'a. - Przecież powiedział, że mogę mu ufać.
- Tak, panie. - Malfoy zmierzył wzrokiem mężczyznę na podłodze, po czym schował różdżkę.
- Severusie.. - Voldemort zszedł stopień niżej i zaczął krążyć wokół Snape'a. - Chciałbym ci wierzyć. Chciałbym znów ci zaufać. Ale nie mogę. Widzisz, doszły mnie słuchy, że jesteś kłamcą. Co ważniejsze- stanął tuż przed nim i spojrzał w dół - kłamałeś MNIE!
- Panie, ja- Snape stanął na nogi. Czuł działanie Niewybaczalnego Zaklęcia, lecz głos nawet mu nie drgnął.
- Cisza! Byłeś moim szpiegiem. Moim najbardziej zaufanym szpiegiem. I co? W tym samym czasie byłeś marionetką Dumbledora! Przeklęty! - Malfoy znów ugodził go Cruciatusem. Snape trząsł się przez chwilę, po czym znowu opadł na podłogę. - Zabiłem tę dziwkę, o której życie błagałeś, więc postanowiłeś mnie zdradzić. Nas wszystkich. Powiedziałeś Zakonowi o kryjówce w Zatoce. Złapali i zamknęli w Azkabanie co do jednego! Nie-wy-ba-czalne - Wycedził przez zęby. Kolejny błysk czerwonego światła. - Ale widzisz- Tym razem zaczął zupełnie spokojnym tonem. -Mam jakąś słabość do ciebie, Severusie. Byłeś dla mnie jak.. syn. Podły i zdradliwy syn. - Kolejne zaklęcie. - Dlatego nie potrafię cię skrzywdzić. Za to Lucjusz.. -Malfoy uśmiechnął się dumnie. Snape mimo wszystkich przyjętych zaklęć wciąż podnosił głowę, patrząc na oprawców. - Lucjusz szczerze cię nienawidzi. Dowiódł swej.. prawości. Został moim doradcą. I twoim katem.
- Wyparł się ciebie po- Snape ponownie próbował wstać, resztkami sił, uklęknął na jedno kolano. Głos nadal miał nie wzruszony.
- Ale mnie nie zdradził! - Voldemort wyglądał na bardzo poruszonego, delikatnie poczerwieniał na twarzy. Malfoy stał z boku, przyglądając się temu ze zdziwieniem. Czarny Pan nakazał mu przyjść na rozmowę z Severusem, ale nie spodziewał się, że ten śmieć tyle dla niego znaczy.
Snape podążał oczami za sylwetką Pana. Rozważał wszystkie możliwości, co powiedzieć, jak się zachować. Nic nie dawało mu szans na wyjście z tego pokoju. Chyba że.. Było coś, co mogło uśmierzyć gniew Voldemorta. Jednak miał obawy przez podjęciem się tego. Tom Riddle był mistrzem legilimencji. Nie było czarodzieja, któremu udałoby się przed nim ochronić. Czy warto było ryzykować? Severus Snape był nazywany mistrzem oklumencji. Ale próbować swych sił z Czarnym Panem? Stwierdził, że nic innego mu nie pozostaje.
- Panie, nigdy cię nie zdradziłem. Panie! - krzyknął gdy tylko zauważył, że Malfoy znów podnosi różdżkę. Voldemort stojąc do tej pory tyłem, odwrócił się w jego stronę.
- No proszę. Masz jeszcze siłę się bronić.
- Jeśli chcesz znać prawdę-
- Milcz! - Na twarzy Voldemorta pojawił się grymas, a po chwili wniknął on w umysł Snape'a.
Severus ma dziewięć lat i siedzi z Lily Evans na polanie. Skończył naukę w Hogwarcie i przyjął znak Czarnego Pana. Severus siedzi w Hogsmade, słyszy przepowiednię Sybilli Trelawney, po czym mówi o niej Czarnemu Panu. Rozmawia z Dumbledorem, jest wściekły, Dumbledore coś do niego mówi, ale Snape pokazuje mu Mroczny Znak. Podsłuchuje rozmowę Dumbledora z Nicolasem Flamelem. Siedzi na zebraniu Zakonu Feniksa. Dumbledore krzyczy do niego, a ten przykłada mu różdżkę do gardła. Kłania się przed Czarnym Panem. Rozmawia w swoim gabinecie z młodym Malfoyem, daje mu coś. Drobna dłoń gładzi go po nagim torsie. Rozmawia z Karkarowem, krzyczy na niego, a ten tylko szczerzy do niego zęby. Ojciec rzuca w niego puszką po piwie. Pokazuje coś Dumbledorowi na mapie, po czym aportuje się do Doliny Godryka. Na drodze staje mu Black, którego petryfikuje i usuwa mu pamięć. Jej piękne brązowe oczy. Ponownie aportuje się. Widzi jak Karkarow ucieka z Zatoki. Kłania się przed Czarnym Panem.
Snape upadł na podłogę wyczerpany. Voldemort zobaczył dokładnie to co miał zobaczyć. Prawie. Z niewiadomych mu przyczyn wśród wspomnień pojawiła się Granger. Miał nadzieję, że Czarny Pan uwierzy we wszystko co zobaczył. I że nie rozpozna dziewczyny.
-Severusie.. Wstań. - Mężczyzna podniósł się najpierw na jedno kolano, następnie stanął na równych nogach. Był wymęczony. Malfoy dołożył mu fizycznie, a Voldemort przewiercił jego umysł. Miał nadzieje, że to wszystko było tego warte. Wężousty spojrzał na skatowanego Snape'a. - Odejdź. Wkrótce znów cię wezwę. - Snape ostatkiem sił ukląkł z powrotem na jedno kolano.
- Panie. -Wstał, odwrócił się i wyszedł. Dopiero gdy drzwi się zamknęły odetchnął ciężko. Chyba się udało, pomyślał. Skierował kroki w stronę schodów na górę.
- Zamknąć się! - usłyszał za sobą, gdy przechodził obok cel więziennych. Było tam kilku ludzi, bardzo widocznie zmasakrowanych, wyjących z cierpienia. Oczywiście głos za jego plecami należał do Lucjusza Malfoya. - Jak się czujesz Snape? - Uśmiechnął się wrednie, ukazując dwa rzędy białych zębów. - Całkiem nieźle ci poszło. Ale wiem co kombinowałeś. On też. Długo nie pożyjesz.. przyjacielu. - Poklepał drugiego mężczyznę po plecach, gdy ten ospale wchodził po schodach prowadzących na parter rezydencji. Snape starał się z całych sił nie okazywać słabego stanu, w jakim w tym momencie był.
- Zabieraj łapy. Nie wiem jakim sposobem udało ci się zaleźć tak wysoko, ale-
- Ale ty nie masz z tym nic wspólnego. Czarny Pan mi zaufał. I nie popełnił błędu tak jak w twoim przypadku. Oddałem mu wszystko. A ty?! Jesteś nikim Snape. Jesteś gównem. Sprzedajną szmatą. Wszyscy wiedzą o twojej zdradzie.Czarny Pan już nigdy ci nie zaufa.
- Gadaj zdrów. - Snape wyraźnie rozdrażniony przyspieszył tempa, żeby tylko jak najszybciej wrócić do zamku.
- Nawet jeśli daruje ci życie- Malfoy krzyknął za nim z progu swojego dworu, gdy Snape zbliżał się ku bramie. - dla mnie jesteś skończony!
Snape odwrócił się w stronę Malfoya, uniósł jedną brew i zniknął. Pojawił się w swoim salonie w Hogwarcie. Od razu opadł na najbliższy fotel. Był skonany. Dumbledora nie było w zamku, więc na razie nie musiał się przejmować wyprawą do niego. Spojrzał na zegarek, było po 19. Uniósł się delikatnie. Przywołał z komody mały worek, z którego wyciągnął kilka eliksirów. Wypił jeden po drugim i znowu opadł na fotel.
- Szlag by to. - Zaklął pod nosem. Był straszliwie głodny, ale czuł, że i tak nic nie przełknie, więc postanowił nawet się nie wysilać. Wstał z fotela i ruszył w stronę sypialni. szedł powoli, małymi krokami, bo każda cześć jego ciała, każdy mięsień był obolały. Przy drzwiach prowadzących do niej zatrzymał się i spojrzał w stronę łazienki. Powinien wziąć prysznic, zrobić coś ze sobą, ale na to również nie miał sił. Otworzył drzwi sypialni, wykonał trzy kroki i padł na łóżko. No to już nie wstanę, pomyślał. Poczuł straszny ból pleców i dziwne kłucie wewnątrz czaszki. Jutro wszystko powinno wrócić do normy, przynajmniej taka miał nadzieję. Usiadł powoli na łóżku. Ściągnął z siebie szatę. Rozpiął koszulę, zdjął spodnie. Będąc w samej bieliźnie, ułożył się na miękkich poduszkach i przykrył kołdrą. Była zimna, ale dawało mu to ogromne ukojenie. Chwilami czuł jakby skóra na całym jego ciele płonęła żywym ogniem. Następnie dziwne uczucie ustępowało i znów wracało. Zamknął oczy, ale przed oczami wciąż widział czerwony błysk zaklęcia. Do tej pory nigdy nie traktowano go tyloma Cruciatusami. Jeden lub dwa to wszystko czego do tej pory doświadczył. Większość osób bała się go, poza tym był jednym z ważniejszych Śmierciożerców.
W innej sytuacji osoba, która tylko wymierzyła w niego różdżkę zostałaby rozbrojona zanim zdążyłaby pomyśleć o zaklęciu. Ale tym razem nie mógł zaatakować Lucjusza. Czarny Pan zapewne na to liczył. Musiał zapomnieć prze chwilę o swojej dumie i dać się poniżyć. Wspomnienia, które wcześniej przygotował i które zobaczył Czarny Pan, miały odsunąć od niego wszystkie podejrzenia. Prawdopodobne było, że Snape nie dał się kontrolować Dumbledorowi oraz że to Karkarow zdradził kryjówkę w Zatoce. Spotkanie z Draconem było prawdziwe, przyszedł do niego tuż po tym jak dostał pierwsze wezwanie od Czarnego Pana. Wspomnienia z dzieciństwa również były prawdziwe, miały tworzyć iluzję bardzo osłabionego umysłu Snape'a. Jedyne czego Voldemort nie powinien ujrzeć, były te sny o Granger. To naprawdę był jego osłabiony umysł. Próbując uciec od bólu trafił właśnie tam. Był to poważny błąd, mógł narazić ją na ogromne niebezpieczeństwo, ale z drugiej strony, mógł też bardzo pomóc. W sumie mało prawdopodobne, aby Voldemort mógł rozpoznać i zlokalizować kobietę bo wyglądzie jej dłoni i kolorze jej oczu. Tak, to niemożliwe, uspokajał sam siebie w myślach. Ponownie zmrużył powieki, lecz czerwone światło nie dawało mu spokoju. Obrócił się na bok i zapalił świecę obok łóżka. Podniósł się na łokciu i sięgnął w kierunku stosu ksiąg leżących na stoliku nocnym. Jak nie siłą, to sposobem, pomyślał. Wszystkie były o wróżbiarstwie. Pożyczył je by spróbować dowiedzieć się, jak usunąć ze swojego obszaru myślenia pannę Granger, która wciąż natrętnie się tam pojawiała. Usuwanie wspomnień, ani żadne zaklęcia czy eliksiry nie działały. Od jakiegoś czasu prawie każdej nocy ją widział. I to nie jako zwykłą uczennicę na zajęciach. O nie. Jego umysł wciąż tworzył wizje ich wspólnej, szczęśliwej przyszłości. Sam motyw 'szczęśliwiej' i 'przyszłości' był dla Severusa Snape'a ogromnym absurdem. Wiedział kim był, co robił i jakie niebezpieczeństwa mogą go spotkać każdego dnia. A jeszcze jakiekolwiek uczuciowe relacje z połowę młodszą gryfonką, panną Wiem-To-Wszystko. A w życiu!
Mimo to wciąż miał ją w głowie i bardzo często o niej myślał. Naiwnie myślał, że znajdzie sposób w jednej z tych ksiąg, ale oczywiście okazały się stekiem głupot. Wziął do rąk pierwszą z góry, otworzył w losowym miejscu i zaczął czytać.
Widząc w swoich snach łyżkę, możemy odebrać to za bardzo dobry, ale również bardzo niedobry znak. Może być to symbol przypływu ogromnego szczęścia i bogactwa, ale jednocześnie sugerować możliwe bardzo szybk- w tym momencie księga wysunęła się Severusowi z rąk, gdyż zasnął twardym snem.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Na Jawie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Na Jawie. Pokaż wszystkie posty
środa, 19 lipca 2017
środa, 12 lipca 2017
Na Jawie. Rozdział XXIV.
- Albusie nie bądź głupcem, nie możesz wyruszyć sam. Wiesz, że to zbyt niebezpieczne.
- Wiem co robię Severusie. Ty masz inne ważne zajęcia. Reszta zakonu również - Dyrektor Hogwartu rozmawiał właśnie z nauczycielem eliksirów w swoim gabinecie. Otworzył komodę, przy której stał, wyciągnął z niej mapę i rozłożył na stoliku przed drugim mężczyzną. - Aportuję się tutaj, na skraju lasu. Dom powinien znajdować się nie dalej, niż pół mili od tego miejsca. Śmierciożercy nie zapuszczają się w te okolice. Bo i po co? Nie wiedzą o Jej istnieniu.
- Ty też nie wiesz na pewno. A jeśli jej tam nie ma. Tylko niepotrzebnie ściągniesz na siebie niebezpieczeństwo. Pozwól sobie pomóc. - Snape warknął nieprzyjemnie na drugiego mężczyznę. - Pójdę z tobą.
- Nie, Severusie. Poradzę sobie. Ty musisz zostać w szkole. Poza widokiem. - Albus popatrzył na Snape'a wymownie. Wiadomo było, że Czarny Pan powrócił trzy lata temu. A razem z nim powrócili Śmierciożercy. Wszyscy wiedzieli, że Lucjusz Malfoy ponownie wstąpił w ich szeregi. Jednak Severus Snape nie wrócił do nich. Ani Voldemort ani żaden z jego podwładnych nie próbował nawiązać z nim kontaktu. Nie wróżyło to nic dobrego. Voldemort wierzył, że Snape był oddanym mu Smierciożercą szpiegującym Zakon Feniksa, ale gdyby dowiedział się, że jest na odwrót, oznaczało to jedynie jego śmierć. A może już wiedział? Dlatego przez całe trzy lata go nie wzywał. By zgotować mu najgorsze cierpienie o jakim ktokolwiek mógłby pomyśleć. - Musisz przygotowywać eliksiry. Mamy coraz więcej rannych. Swoją drogą jak radzi sobie panna Granger? Przyznam, że zdziwiłem się, gdy zaproponowałeś, że mogłaby pomagać ci. Ona nie czuje się najlepiej ostatnimi czasy. Mam nadzieję, że to nie mas w tym twojego udziału.
- Oczywiście, że to z mojego powodu. Przecież jestem całym złem tego świata, zapomniałeś? - Snape próbował powiedzieć to żartem, ale z jego ust zabrzmiało to bardzo smutno. - Granger wykonuje prace w miarę.. nie tragicznie. Chociaż wolałbym, żeby mnie poinformowano wcześniej, że nie- w tym momencie urwał i złapał się za przedramię.
- Ah tak. Wybacz. - Dumbledore stał plecami do nauczyciela chowając mapę z powrotem do komody i wyciągając opakowanie owocowych dropsów. - Chciałem ci.. Severusie? - Spojrzał na nauczyciela, przez którego twarz przeszedł grymas. Podciągnął rękaw szaty odsłaniając mroczny znak. Stał się bardzo wyraźny, zaczął jakby pulsować, a i cale jego przedramię zrobiło się sinoczerwone. Snape popatrzył na dyrektora ze śmiertelnie poważnym wyrazem twarzy.
- Wzywa mnie.
- Wiem co robię Severusie. Ty masz inne ważne zajęcia. Reszta zakonu również - Dyrektor Hogwartu rozmawiał właśnie z nauczycielem eliksirów w swoim gabinecie. Otworzył komodę, przy której stał, wyciągnął z niej mapę i rozłożył na stoliku przed drugim mężczyzną. - Aportuję się tutaj, na skraju lasu. Dom powinien znajdować się nie dalej, niż pół mili od tego miejsca. Śmierciożercy nie zapuszczają się w te okolice. Bo i po co? Nie wiedzą o Jej istnieniu.
- Ty też nie wiesz na pewno. A jeśli jej tam nie ma. Tylko niepotrzebnie ściągniesz na siebie niebezpieczeństwo. Pozwól sobie pomóc. - Snape warknął nieprzyjemnie na drugiego mężczyznę. - Pójdę z tobą.
- Nie, Severusie. Poradzę sobie. Ty musisz zostać w szkole. Poza widokiem. - Albus popatrzył na Snape'a wymownie. Wiadomo było, że Czarny Pan powrócił trzy lata temu. A razem z nim powrócili Śmierciożercy. Wszyscy wiedzieli, że Lucjusz Malfoy ponownie wstąpił w ich szeregi. Jednak Severus Snape nie wrócił do nich. Ani Voldemort ani żaden z jego podwładnych nie próbował nawiązać z nim kontaktu. Nie wróżyło to nic dobrego. Voldemort wierzył, że Snape był oddanym mu Smierciożercą szpiegującym Zakon Feniksa, ale gdyby dowiedział się, że jest na odwrót, oznaczało to jedynie jego śmierć. A może już wiedział? Dlatego przez całe trzy lata go nie wzywał. By zgotować mu najgorsze cierpienie o jakim ktokolwiek mógłby pomyśleć. - Musisz przygotowywać eliksiry. Mamy coraz więcej rannych. Swoją drogą jak radzi sobie panna Granger? Przyznam, że zdziwiłem się, gdy zaproponowałeś, że mogłaby pomagać ci. Ona nie czuje się najlepiej ostatnimi czasy. Mam nadzieję, że to nie mas w tym twojego udziału.
- Oczywiście, że to z mojego powodu. Przecież jestem całym złem tego świata, zapomniałeś? - Snape próbował powiedzieć to żartem, ale z jego ust zabrzmiało to bardzo smutno. - Granger wykonuje prace w miarę.. nie tragicznie. Chociaż wolałbym, żeby mnie poinformowano wcześniej, że nie- w tym momencie urwał i złapał się za przedramię.
- Ah tak. Wybacz. - Dumbledore stał plecami do nauczyciela chowając mapę z powrotem do komody i wyciągając opakowanie owocowych dropsów. - Chciałem ci.. Severusie? - Spojrzał na nauczyciela, przez którego twarz przeszedł grymas. Podciągnął rękaw szaty odsłaniając mroczny znak. Stał się bardzo wyraźny, zaczął jakby pulsować, a i cale jego przedramię zrobiło się sinoczerwone. Snape popatrzył na dyrektora ze śmiertelnie poważnym wyrazem twarzy.
- Wzywa mnie.
***
Hermiona kolejny wieczór spędzała w bibliotece. Przeglądała książkę o eliksirach, którą pożyczyła tydzień wcześniej. Nie przydała jej się do zadania o Veritaserum, ale mogła dowiedzieć się czegoś ciekawego. W książce znajdowały się krótkie opisy mniej lub bardziej znanych eliksirów oraz ich zastosowanie w czasach współczesnych. Większość z nich znała z lekcji, bądź pamiętała z książki, która kiedyś czytała. Był tam również wspomniany Eliksir Życia, lecz bez użycia Kamienia Filozoficznego. Autor pisał o potężnej czarownicy, której udało się wskrzesić człowieka, dzięki swojemu eliksirowi, jednak nie wyjawił o niej żadnych informacji.
Zbliżała się godzina ósma. Hermiona odłożyła księgę o eliksirach i mimowolnie spojrzała na wielki dział wróżbiarski. Poprzednie książki, które stąd wzięła nie pomogły jej ani trochę. Ale potrzebowała wiedzy. Czuła niepokój myśląc o wydarzeniach z ubiegłej nocy. I z tego ranka. Nie wiedziała co tak naprawdę dzieje się w jej głowie. I nie mogła tego znieść.
Przejrzała tytuły ksiąg. Wszystkie nudne. Wszystkie nic nie wnoszące do jej życia. Już miała odejść, kiedy coś dostrzegła między dwoma tomami 'Magii bez magii'. Była to mała, cienka książka, tytuł na brzegu był zamazany, więc sięgnęła po nią. Na okładce widniał złoty napis ' Zrozumieć sen - Błądzenie na jawie'. Tytuł zainteresował Hermionę, może końcu czegoś się dowie. Czegokolwiek. Schowała ją do torby i udała się do dormitorium.
Po powrocie, Hermiona zastała Parvati Patil przeglądającą jakiś modowy magazyn. Lavender w tym czasie brała prysznic.
- Parvati? - Hermiona podeszła do łóżka dziewczyny, tak na prawdę nie wiedząc co chce powiedzieć. Nie myślała o tym wcześniej. Patil podniosła na nią wzrok i uśmiechnęła się lekko, ale nic nie powiedziała. - Ja.. Ja chciałam cie przeprosić. Ten koncert.. To całe wyjście.. To nie był dobry pomysł. Chciałam, żebyś ty i Seamus..
- Nie gniewam się. - dziewczyna odezwała się cicho nie podnosząc głowy z nad magazynu. - Wiem, że chciałaś dobrze, ale to.. jest skomplikowane. - Zamknęła gazetę i usiadła na łóżku. - Ja i Seamus to.. Ja i Lavender.. - Z jej twarzy wyczytać można było skołowanie. Bardzo chciała coś powiedzieć, ale jednocześnie się z tym kryła. - Wiem, że mogę ci ufać Hermiono. Chciałabym, żebyś wiedziała, ale.. Lavender zaraz wróci. Nie chce przy niej.. - Widać było, że naprawdę ją coś gryzie. Widać zapomniała już o 'problemie' z biletami i koncercie. To było coś innego. Coś poważniejszego.
- Może wyjdziemy jutro razem? Tylko ty i ja. Tym razem tak naprawdę. - Hermiona uśmiechnęła się niepewnie. - Pójdziemy do Hogsmeade, napijemy się gorącej czekolady i.. porozmawiamy? - Parvati patrzyła na Hermionę, nie wiedząc co postanowić, jednak ostateczne się zgodziła. Powiedziała, że 'postara się', aby Lavender nie poszła z nimi, po czym wróciła do wcześniejszej lektury.
Po wyjściu Lavender z łazienki, Hermiona wzięła gorący prysznic, ubrała się w piżamę i owinięta peleryną zeszła do pokoju wspólnego Gryfonów. Chciała spokojnie poczytać książkę, a oczywiście nie mogła w swoim dormitorium przy chichoczących współlokatorkach. Na szczęście pokój wspólny był prawie pusty, jedynie Dean i Neville zacięcie o czymś dyskutowali. Dziewczyna rozłożyła się na kanapie w pobliżu kominka, za pomocą różdżki wyczarowała nad książką małe źródło światła i zabrała się do lektury.
Z początku książka nie była zbyt odkrywcza. Opisana była siła ludzkiego umysłu i podświadomości, jak konkretne wydarzenia mogą oddziaływać na zdarzenia w snach. Jednak kolejne rozdziały coraz bardziej intrygowały i wciągały Hermionę. Było tam dość szczegółowo opisane jak panować nad snami, jak odróżniać zwykłe od tych wróżbiarskich i jak wyciągnąć z nich najwięcej informacji. Żadnego z tych zagadnień nie spotkała do tej pory w książkach, które przeglądała. Więc ta, o ile wszystko w niej zamieszczone było prawdą, a nie kolejnym wróżbiarskim mydleniem oczu, była kopalną wiedzy. W książce często pojawiało się określenie 'prawdziwe oko'. Hermionie wydawało się to równie niedorzeczne jak wewnętrzne oko, o którym tyle nasłuchała się na lekcjach Trelawney na trzecim roku.
Prawdziwe oko to dar potężny i niezwykle rzadki. Czarodzieje z darem wewnętrznego oka potrafili zajrzeć w przyszłość, ale prawdziwe oko pozwalało ujrzeć przeszłość, a także zniekształcić przyszłość. W przeciwieństwie do wewnętrznego oka, które ukazuje zdarzenia pewne, prawdziwe oko, często w postaci snów, daje wskazówki jak wydarzenia mogą się potoczyć, w zależności od tego jak będziemy działać. Daje kontrolę nad snami i pozwala powiązać to co się dzieje na jawie z wizjami.
Jednemu czarownikowi z tym właśnie darem udało się uniknąć śmierci. Aż 12 razy. Mając wizję swojego końca, potrafił zmienić bieg wydarzeń i oszukać swoje przeznaczenie. Lucian Bastet, czarodziej czystej krwi, urodzony w maju 1830r., stracił jednak kontrolę nad swoimi umiejętnościami. Stał się niezrównoważony i w dniu jego 117 urodzin słuch po nim zaginął. Od tamtego nie spotkano się z kolejnym magiem, posiadającym ten potężny dar.
Czy to jest właśnie to, co dręczyło Hermionę przez ostatni czas? Jej prawdziwe oko? Brzmiało to jak totalna głupota.. Ale może jednak? Czy to co widziała w snach było prawdą? Wskazówką? W śnie widziała panią Weasley i węża, ten fragment mógł się zgadzać, jeśli bardzo chciałby się szukać w nim wytłumaczenia. Zaklęcie w Norze i żmija. Ale widziała też pociąg, uczniów i nauczycieli, wszyscy z tymi okropnymi twarzami. Potem zniknęli we mgle. Czy to też miało jakiś ukryty przekaz? Miało jej pomóc? I te sny ze Snapem? One też były.. prorocze? Oby nie. Dziewczyna skrzywiła się na samą myśl. Przez cały przyszły tydzień miała mu pomagać z eliksirami. Ale cały czas miała przed oczami jeden obraz. TEN obraz. Było to niepoprawne i postanowiła więcej o tym nie myśleć. Na pewno nie celowo. Wróciła myślami do rozmowy z Harrym. Miała nadzieje, że Wybraniec w końcu pogodzi się z Ginny. Chociaż mogło być ciężko. Ginny była bardzo zazdrosna, a Harry raczej nie chciał kończyć przyjaźni z Cho.
Po chwili przypomniała sobie coś jeszcze. Harry mówił coś o wydarzeniach w zeszłym roku. Kiedy to podobno Hermiona odcięła się od wszystkich na dwa miesiące. Jednak niczego takiego nie pamiętała. Przyjechała z wszystkimi do Hogwartu, chodziła na zajęcia. Chociaż.. Pamiętała rozpoczęcie roku, Umbridge i całe zamieszanie z nią związane, pamiętała stworzenie Gwardii Dumbledora, ale co było pomiędzy? Próbowała skupić się, przypomnieć sobie cokolwiek, ale miała pustkę w głowie. Pamiętała jedynie, że przepraszała chłopaków, że jej nie było, całą resztę, wszystko później doskonale pamiętała. Ale za co przepraszała? Co się wtedy działo? Może Harry miał rację i przez te dwa miesiące znikała. Ale co gorsze sama nie wiedziała dlaczego.
To zbyt dużo wrażeń na dziś, pomyślała. Wstała z kanapy i wróciła do swojego dormitorium. Zegar na ścianie wskazywał godzinę drugą w nocy. Hermiona schowała księgę do torby i położyła się do łóżka. Była bardzo zmęczona, oczy jej się zamykały, ale bała się zasnąć. Nie chciała zobaczyć czegoś w śnie. Starała się myśleć o przyjemnych rzeczach. O przyjaciołach, rodzicach, gorącym pocałunku Snape'a na jej szyi. Mimo, że pozornie tego nie chciała, znów uciekła myślami do jego sypialni. Do niego.
Spokojnie zasnęła.
Po powrocie, Hermiona zastała Parvati Patil przeglądającą jakiś modowy magazyn. Lavender w tym czasie brała prysznic.
- Parvati? - Hermiona podeszła do łóżka dziewczyny, tak na prawdę nie wiedząc co chce powiedzieć. Nie myślała o tym wcześniej. Patil podniosła na nią wzrok i uśmiechnęła się lekko, ale nic nie powiedziała. - Ja.. Ja chciałam cie przeprosić. Ten koncert.. To całe wyjście.. To nie był dobry pomysł. Chciałam, żebyś ty i Seamus..
- Nie gniewam się. - dziewczyna odezwała się cicho nie podnosząc głowy z nad magazynu. - Wiem, że chciałaś dobrze, ale to.. jest skomplikowane. - Zamknęła gazetę i usiadła na łóżku. - Ja i Seamus to.. Ja i Lavender.. - Z jej twarzy wyczytać można było skołowanie. Bardzo chciała coś powiedzieć, ale jednocześnie się z tym kryła. - Wiem, że mogę ci ufać Hermiono. Chciałabym, żebyś wiedziała, ale.. Lavender zaraz wróci. Nie chce przy niej.. - Widać było, że naprawdę ją coś gryzie. Widać zapomniała już o 'problemie' z biletami i koncercie. To było coś innego. Coś poważniejszego.
- Może wyjdziemy jutro razem? Tylko ty i ja. Tym razem tak naprawdę. - Hermiona uśmiechnęła się niepewnie. - Pójdziemy do Hogsmeade, napijemy się gorącej czekolady i.. porozmawiamy? - Parvati patrzyła na Hermionę, nie wiedząc co postanowić, jednak ostateczne się zgodziła. Powiedziała, że 'postara się', aby Lavender nie poszła z nimi, po czym wróciła do wcześniejszej lektury.
Po wyjściu Lavender z łazienki, Hermiona wzięła gorący prysznic, ubrała się w piżamę i owinięta peleryną zeszła do pokoju wspólnego Gryfonów. Chciała spokojnie poczytać książkę, a oczywiście nie mogła w swoim dormitorium przy chichoczących współlokatorkach. Na szczęście pokój wspólny był prawie pusty, jedynie Dean i Neville zacięcie o czymś dyskutowali. Dziewczyna rozłożyła się na kanapie w pobliżu kominka, za pomocą różdżki wyczarowała nad książką małe źródło światła i zabrała się do lektury.
Z początku książka nie była zbyt odkrywcza. Opisana była siła ludzkiego umysłu i podświadomości, jak konkretne wydarzenia mogą oddziaływać na zdarzenia w snach. Jednak kolejne rozdziały coraz bardziej intrygowały i wciągały Hermionę. Było tam dość szczegółowo opisane jak panować nad snami, jak odróżniać zwykłe od tych wróżbiarskich i jak wyciągnąć z nich najwięcej informacji. Żadnego z tych zagadnień nie spotkała do tej pory w książkach, które przeglądała. Więc ta, o ile wszystko w niej zamieszczone było prawdą, a nie kolejnym wróżbiarskim mydleniem oczu, była kopalną wiedzy. W książce często pojawiało się określenie 'prawdziwe oko'. Hermionie wydawało się to równie niedorzeczne jak wewnętrzne oko, o którym tyle nasłuchała się na lekcjach Trelawney na trzecim roku.
Prawdziwe oko to dar potężny i niezwykle rzadki. Czarodzieje z darem wewnętrznego oka potrafili zajrzeć w przyszłość, ale prawdziwe oko pozwalało ujrzeć przeszłość, a także zniekształcić przyszłość. W przeciwieństwie do wewnętrznego oka, które ukazuje zdarzenia pewne, prawdziwe oko, często w postaci snów, daje wskazówki jak wydarzenia mogą się potoczyć, w zależności od tego jak będziemy działać. Daje kontrolę nad snami i pozwala powiązać to co się dzieje na jawie z wizjami.
Jednemu czarownikowi z tym właśnie darem udało się uniknąć śmierci. Aż 12 razy. Mając wizję swojego końca, potrafił zmienić bieg wydarzeń i oszukać swoje przeznaczenie. Lucian Bastet, czarodziej czystej krwi, urodzony w maju 1830r., stracił jednak kontrolę nad swoimi umiejętnościami. Stał się niezrównoważony i w dniu jego 117 urodzin słuch po nim zaginął. Od tamtego nie spotkano się z kolejnym magiem, posiadającym ten potężny dar.
Czy to jest właśnie to, co dręczyło Hermionę przez ostatni czas? Jej prawdziwe oko? Brzmiało to jak totalna głupota.. Ale może jednak? Czy to co widziała w snach było prawdą? Wskazówką? W śnie widziała panią Weasley i węża, ten fragment mógł się zgadzać, jeśli bardzo chciałby się szukać w nim wytłumaczenia. Zaklęcie w Norze i żmija. Ale widziała też pociąg, uczniów i nauczycieli, wszyscy z tymi okropnymi twarzami. Potem zniknęli we mgle. Czy to też miało jakiś ukryty przekaz? Miało jej pomóc? I te sny ze Snapem? One też były.. prorocze? Oby nie. Dziewczyna skrzywiła się na samą myśl. Przez cały przyszły tydzień miała mu pomagać z eliksirami. Ale cały czas miała przed oczami jeden obraz. TEN obraz. Było to niepoprawne i postanowiła więcej o tym nie myśleć. Na pewno nie celowo. Wróciła myślami do rozmowy z Harrym. Miała nadzieje, że Wybraniec w końcu pogodzi się z Ginny. Chociaż mogło być ciężko. Ginny była bardzo zazdrosna, a Harry raczej nie chciał kończyć przyjaźni z Cho.
Po chwili przypomniała sobie coś jeszcze. Harry mówił coś o wydarzeniach w zeszłym roku. Kiedy to podobno Hermiona odcięła się od wszystkich na dwa miesiące. Jednak niczego takiego nie pamiętała. Przyjechała z wszystkimi do Hogwartu, chodziła na zajęcia. Chociaż.. Pamiętała rozpoczęcie roku, Umbridge i całe zamieszanie z nią związane, pamiętała stworzenie Gwardii Dumbledora, ale co było pomiędzy? Próbowała skupić się, przypomnieć sobie cokolwiek, ale miała pustkę w głowie. Pamiętała jedynie, że przepraszała chłopaków, że jej nie było, całą resztę, wszystko później doskonale pamiętała. Ale za co przepraszała? Co się wtedy działo? Może Harry miał rację i przez te dwa miesiące znikała. Ale co gorsze sama nie wiedziała dlaczego.
To zbyt dużo wrażeń na dziś, pomyślała. Wstała z kanapy i wróciła do swojego dormitorium. Zegar na ścianie wskazywał godzinę drugą w nocy. Hermiona schowała księgę do torby i położyła się do łóżka. Była bardzo zmęczona, oczy jej się zamykały, ale bała się zasnąć. Nie chciała zobaczyć czegoś w śnie. Starała się myśleć o przyjemnych rzeczach. O przyjaciołach, rodzicach, gorącym pocałunku Snape'a na jej szyi. Mimo, że pozornie tego nie chciała, znów uciekła myślami do jego sypialni. Do niego.
Spokojnie zasnęła.
piątek, 8 stycznia 2016
Na Jawie. Rozdział XXIII
- Ronald musimy poważnie porozmawiać! Nie. Ronaldzie porozmawiajmy. ... Ron musimy bardzo.. Ugh.. Nie.. - Młoda gryfonka chodziła nerwowo po swojej hogwarckiej sypialni. Nadal miała przed oczami widok martwej Molly Weasley. Nie było to coś, co można łatwo zapomnieć. Kiedy się rankiem obudziła nie mogła opanować drżenia rąk. Przeszło jej przez myśl, czy może cała sytuacja nie była tylko kolejnym pokręconym snem. Jednak szata leżąca w nieładzie obok łóżka, a nie ułożona na skrzyni, gdzie ją zawsze zostawiała, brutalnie przywróciła jej wspomnienia sprzed kilku godzin. Kiedy wstała Lavender nie było. Została sama. Usiadła na łóżku. Łzy cisnęły jej się do oczu. Zacisnęła powieki z całej siły. Nie powinna płakać. Tak naprawdę nic się przecież nie stało. Nie, stało się. Śniła jej się kobieta, która była dla niej jak druga matka. Martwa. Widziała coś dziwnego. Słyszała coś dziwnego. To się stało. Ten pieprzony sen był taki realny. Jakby dział się na jawie. Hermiona skuliła się na łóżku. Wszystko miała przed oczami. Panią Weasley. Peron. Te demoniczne twarze. Próbowała myśleć o czymś innym. O czymkolwiek.
I w jednej chwili przeniosła się myślą gdzie indziej. Duży pokój. Ciepły i bezpieczny. Jednak zorientowała się, że to TEN pokój. Mieszkanie Snape'a. Tym razem dostrzegła, że w rzeczywistości wygląda jednak trochę inaczej. Jest trochę większy, kolory są nieco cieplejsze i.. Dlaczego do cholery porównuję salon nauczyciela do tego, który mi się śnił? Pomimo tego, jak bardzo nieodpowiednie to było, chciała sobie przypomnieć. Ten jeden sen, który nie dawał jej spokoju, a jednocześnie w pewien sposób przynosił spokój.
Stała na środku salonu. Jego salonu. Podeszła do bocznych drzwi. Niewielki korytarz. I 4 pary kolejnych drzwi. Od razu podeszła do ostatnich, z lewej i uchyliła je lekko. I znów zniknęła i pojawiła się na łóżku. Teraz było inaczej. Wszystko czuła zupełnie inaczej. Prawdziwiej. Czuła chłód pościeli pod sobą i ciepło Jego oddechu. Zadrżała kiedy musnął palcami jej ramie. Chwilę później poczuła ciepły język na ramieniu i wyżej, na obojczyku. I szyi. Miała zamknięte oczy, ale czuła, że kręci jej się w głowie. To On tak działał. Było jej tak.. dobrze. Leżała na plecach, a on był nad nią. Delikatnie uchyliła powieki i spojrzała ostrożnie w dół. Nie była naga. Miała na sobie białą, koronkową bieliznę. On również miał na sobie bokserki. Czarne. Dopiero po chwili odważyła się spojrzeć mu w twarz. Nie widziała w niej tego człowieka, którego mijała każdego dnia na korytarzu. Nauczyciela. Nietoperza z lochów. Teraz wyglądał inaczej. Był spokojny. I taki ciepły. Rysy jego twarzy były delikatne, nie miał tego grymasu co zawsze. Był jej. Popatrzył na nią, szturchnął czubkiem swojego nosa jej nos i zatopił się w jej ustach. Najpierw delikatnie muskał jej wargi swoimi. Jedną ręką podpierał się na łokciu, tuż nad jej głową, podczas gdy drugą pieścił jej ciało przeszyte ciarkami. Poczuła gorący język na dolnej wardze, uchyliła lekko usta. Ten, przyjmując zaproszenie, zaczął całować ją mocniej. Namiętnie. Oddała pocałunek. Ruszała ustami w rytm jego. Ich języki splatały się w gorącym tańcu. Jedną ręką muskała jego tors, a drugą gładziła kark, przyciągając go bliżej. Przykrył ją swoim ciałem. Pieścił jej piersi przez materiał biustonosza. Tak delikatnie.
Wtedy się ocknęła. Miała przyspieszony oddech i było jej dziwnie gorąco. Otworzyła oczy i zorientowała się, że jest w swojej sypialni. Nie zarejestrowała momentu kiedy.. odpłynęła. Ani kiedy jej dłoń znalazła się na piersi. Rozejrzała się zmieszana, czy przypadkiem któraś z dziewczyn nie przyszła w międzyczasie. Na szczęście nie. Mogłaby się za to najeść wstydu. Co tu w ogóle miało miejsce? To nie był sen. Nadal miała ciarki na całym ciele. Nadal czuła na sobie jego dotyk. Jednak nie było to realne. Nie mogło być.
Kiedy zrozumiała, że przed chwilą pieściła się, myśląc o intymnej sytuacji z nauczycielem, zrobiło jej się jeszcze bardziej gorąco. Czuła zawstydzenie, wiedziała, że to bardzo nie właściwe, ale fala podniecenia zagłuszyła głos rozsądku. Tak. Fantazjowała o Snape'ie. Nie wiedziała czemu własnie o nim i właśnie teraz, ale nie było to coś z czego powinna być dumna. Nie, powinna wziąć się w garść. Zapomnieć o nim. O.. tym.. Postanowiła wziąć zimny prysznic i zająć czymś myśli. Udała się do łazienki i weszła pod strumień zimnej wody. Pierwsze co jej przyszło do głowy, to rozmowa z Ronem. Tak, bardzo chciała z nim porozmawiać, wszystko wytłumaczyć, jednak nie wiedziała co ma mu w ogóle powiedzieć. Tak, skup się na tym, myśl o Ronie. Może źle zrobiła odtrącając go? Zawsze był dla niej tylko przyjacielem, traktowała go jak brata. Nigdy dotąd nie zauważyła, żeby coś było między nimi. Po sześciu latach znajomości nagle odważył się zrobić pierwszy krok? Chociaż.. Przecież to ona go zaprosiła na koncert.
- No to klops. - Powiedziała na głos. W odpowiedzi jej brzuch zaburczał. Z tego wszystkiego zapomniała o śniadaniu. Wyszła spod prysznica, ubrała się i wyszła do Wielkiej Sali. Ciężko było jej to przyznać, ale ten sen, myśl, czy cokolwiek to było, przyniosło jej ukojenie.
Postanowiła, że szybko zje i porozmawia z Harrym, a potem zajrzy do Ginny. I porozmawia z Ronem. A może najpierw Ginny, a potem Harry? Na odpowiedź nie musiała długo czekać. Tuż przy wejściu do sali Harry rozmawiał z Cho. Gryfonka modliła się w duchu, żeby Ginny nie pojawiła się gdzieś obok. Mogłoby się zrobić nie ciekawie. Postanowiła od razu działać.
- Cześć wam. - Podeszła do nich z szerokim uśmiechem.
- Cześć Hermiono. - Cho również się uśmiechnęła. Swego czasu wydawała się nie przepadać za Hermioną. Prawdopodobnie z zazdrości o jej przyjaźń z Harrym. Ale odkąd Wybraniec zszedł się z Ginny, Krukonka stała się dla niej całkiem miłą osobą. Za to przeniosła złość na Ginny.
- Cho, nie obrazisz się? Muszę na chwilę pożyczyć Harrego.
-E.. Jasne. Tylko rozmawialiśmy. Do zobaczenia. - Powiedziała uśmiechając się do Harrego i weszła do sali.
- O co chodzi? - Hermiona pociągnęła go za łokieć w trochę bardziej pustą część korytarza. Nie chciała, żeby ktoś podsłuchiwał albo się mieszał.
- O Ginny. - Powiedziała ściszonym głosem.
- Też chciałem z tobą o niej porozmawiać. Nie wiesz co jej jest? Prawie nie wychodzi ze swojego dormitorium. I nie chce ze mną rozmawiać.
- Ostatnio źle się czuje. Musisz spróbować do niej.. ee.. dotrzeć.
- Myślisz, że nie próbowałem? Kiedy tylko podchodzę od razu mnie spławia, mówi że nie ma teraz czasu i jest bardzo zajęta. W sumie, trochę jak ty w zeszłym roku. Słuchaj, ominęła ostatni trening Quidditcha. Prawdopodobnie dzisiaj też nie przyjdzie i-
- Co to znaczy "jak ja w zeszłym roku"?
- Już nie pamiętasz? Przez jakieś dwa miesiące się prawie do nikogo nie odzywałaś, poza zajęciami nie można było cię złapać. Ciągle się gdzieś znikałaś i nie chciałaś nam powiedzieć o co chodzi.
- Co? Ja nic takiego-
- Zresztą nie ważne. Teraz chodzi o Ginny. Powiesz mi o co jej chodzi? Proszę. Na pewno coś ci mówiła.
- Chodzi o Cho. - Powiedziała poważnym tonem, patrząc Harremu w oczy. Z początku postanowiła, że nie powie mu o zazdrości Ginny. Nie powinna się mieszać w ich związek, sami dadzą sobie radę. Ale później uznała, że nie byłoby to fair w stosunku do Harrego. Ginny miała ciężki charakter, zupełnie jak pani Weasley. Na pewno nie powiedziałaby Harremu, że nie podoba jej się jego przyjaźń z Cho. Nigdy nie lubiła okazywać swoich słabości. Nikt tego nie lubi, ale Ginny była w tej dziedzinie wybitna. Prędzej dałaby się zabić, niż przyznała, że nie da rady czegoś zrobić albo że sobie z czymś nie radzi. Jak wtedy, gdy na lekcji eliksirów wybuchł jej kociołek, bo zamiast dodać oleju rycynowego, którego nie mogła odkręcić, wlała coś innego, co akurat miała pod ręką. Zamiast poprosić kogokolwiek, aby pomógł jej z odkręceniem butelki, wolała zaryzykować, przez co straciła 20 punktów dla Gryffindoru i przypaliła włosy Colinowi Creevey, który niekorzystnie stanął obok niej. Tak, przyznanie się do zazdrości nie wchodziło w grę. Poza tym Harry był jej przyjacielem. Nie chciała i nie potrafiła go okłamywać.
- O Ginny. - Chłopak westchnął cicho. - To nie- Ja nie chciałem żeby- To nie tak. My.. My się tylko przyjaźnimy. Naprawdę.
- Ja ci wierzę Harry. Ale to Ginny musisz to wyjaśnić. I.. Nie złość się na nią. Ona po prostu.. Boi się. - Powiedziała to tak cicho, że nie była pewna czy przyjaciel ją usłyszał.
- Wiem, wiem. Ja.. Dureń ze mnie. Powinienem wcześniej o tym pomyśleć. Porozmawiam z nią. Obiecuję. Ale teraz muszę iść na trening. Okej? - Spojrzał na nią spod czarnej czupryny. Harry również się zmienił od czasu pierwszego roku w Hogwarcie. Był teraz wyższy nawet od Rona, chociaż nadal był chudy i kościsty. Wyglądał teraz o wiele dojrzalej i, co zawsze go cieszyło, bardzo przypominał ojca. Oczywiście Hermiona nigdy nie widziała Jamesa na żywo, ale miała okazję zobaczyć go na kilku zdjęciach, które miał Harry lub znajdowały się w kwaterze Zakonu w Grimmauld Place. Z twarzy był prawie identyczny, tylko nos miał taki trochę inny i zielone oczy, oczywiście po Lily. Hermiona kiwnęła głową i chłopak z lekkim uśmiechem pobiegł w stronę boiska. Chwilę patrzyła za nim, w głowie mając poprzednia myśl o Jamesie i Lily.
Nie raz zastanawiała się jacy byli rodzice Harrego. Wszyscy w Zakonie ich szanowali i zawsze mówili o nich dobrze, co było zrozumiałe, ale nie wszystko jest takie jak się wydaje. Wiedziała, że ojciec Harrego wraz z Huncwotami gnębili Snape'a. Harry, pomimo zakazu, opowiedział jej i Ronowi o tym co zobaczył w myślodsiewni nauczyciela w zeszłym roku. Był wtedy całkowicie załamany tym, że ojciec nie był takim człowiekiem za jakiego go miał, za jakiego chciał go mieć. Więc może oni wcale nie byli tak idealni?
Gryfonka stała by tak jeszcze dłużej, ale poczuła burczenie w brzuchu. No tak, śniadanie. Weszła do Wielkiej Sali i usiadła przy stole swojego domu. Nie było tam wielu osób. W weekendy o tej porze zawsze wiało pustkami. Młodsi uczniowie zjawili się z samego rana, aby mieć cały dzień na zabawy na dworze. Starsi zaś odsypiali piątkowe zabawy.
Hermiona przełknęła dwa tosty z dżemem. Przez tę sprawę z Harrym i Ginny i to rozmyślanie o Jamesie i Lily wróciła do niej myśl o tym, że brakuje jej kogoś bliskiego. Oczywiście była otoczona przyjaciółmi, czego nigdy nie żałowała, ale teraz, kiedy każdy dorastał i miał własne sprawy i problemy, zaczęła czuć się dziwnie samotnie. Może było to spowodowane jednym z tych dziwnie prawdziwych, namiętnych snów lub dopiero teraz zaczęło to do niej docierać. Każdy był z kimś. Harry i Ginny, Parv i Seamus, oby, nawet Neville zaczął wymykać się ostatnio nocami.. Jej rodzice.. Ciekawe czy mama wie już o rocznicowej wycieczce? Skończyła jeść i wciąż głęboko zamyślona skierowała się w stronę wieży Gryffindoru.
- Hej, Hermiona! - Usłyszała znajomy głos. Odwróciła się i zobaczyła rudą czuprynę Rona Weasleya. No tak. Skoro już o parach mowa..- Słuchaj, chcę z tobą pogadać. Chodzi o wczoraj. - Miał bardzo poważną minę. Przez chwilę przeszło jej przez myśl, że może dowiedział się o wywołanym przez nią alarmie zeszłej nocy.
- Fajnie. Ja też chciałam z tobą o tym porozmawiać.
- Mogę pierwszy? - Kiwnęła głową. Chłopak podszedł bliżej niej. - Ja.. nie będę owijał w bawełnę. Po-podobasz mi się Hermiono. - Chłopak zaczerwienił się po uszy.
- Yp. - Hermiona wydała z siebie nieartykułowany dźwięk i zakryła dłonią usta. No świetnie - czkawka. Uśmiechnęła się przepraszającą, dając mu znak żeby kontynuował. Bo w tym momencie nie miała pojęcia co ma powiedzieć. Spodziewała się, że tak to może wyglądać następnego dnia, ale i tak ją zamurowało.
- Bardzo cieszyłem się na wspólne wyjście, bo od dawna mi się podobałaś. Od dawna jesteś dla mnie tą jedyną. I.. i wiem, że ja też ci się podobam. Czułem to. Wtedy, na koncercie.
- Yp. - Czkawka nie chciała ustąpić. Jednak Hermiona musiała się odezwać. Ta rozmowa szła w całkowicie złym kierunku. - Posłuchaj Ron, ja nie- Yp. To nie jest dobry momen- Yp.
- Słuchaj Hermiono, ja wiem, że możesz czuć się nie pewnie. To wszystko tak szybko poszło. Ale przynajmniej daj mi szansę, co?
- Ron, ja nie-
- Muszę lecieć. Trening. Ale pogadamy później co? - Pogładził ją po ramieniu i szybkim krokiem odszedł w stronę boiska. Hermionę ponownie zamurowało i stała tak przez chwilę. Chciała go zawołać i wszystko wyjaśnić ale już go nie było. Zresztą sama nie wiedziała co chce mu powiedzieć. 'Myślę, że moglibyśmy być razem, ale nie jestem pewna i w sumie nie wiem kiedy będę. Wiesz, mam takie dziwne sny o jednym z nauczycieli'. Nie było to zbyt przekonywujące.
Bardzo chciała porozmawiać z Ginny. Młodsza gryfonka mogła się zdenerwować, tym, że przyjaciółka rozmawiała z Harrym o jej zazdrości względem Cho. O, na pewno się zdenerwuje. Po rozmowie z Ronem Miona udała się do jej pokoju. Jednak jej tam nie zastała. Pomyślała, że może Ginny zebrała się w sobie i jednak poszła na trening. Tak byłoby najlepiej. Więc mając czas wolny, postanowiła spędzić go tak, jak najbardziej lubiła - w bibliotece.
I w jednej chwili przeniosła się myślą gdzie indziej. Duży pokój. Ciepły i bezpieczny. Jednak zorientowała się, że to TEN pokój. Mieszkanie Snape'a. Tym razem dostrzegła, że w rzeczywistości wygląda jednak trochę inaczej. Jest trochę większy, kolory są nieco cieplejsze i.. Dlaczego do cholery porównuję salon nauczyciela do tego, który mi się śnił? Pomimo tego, jak bardzo nieodpowiednie to było, chciała sobie przypomnieć. Ten jeden sen, który nie dawał jej spokoju, a jednocześnie w pewien sposób przynosił spokój.
Stała na środku salonu. Jego salonu. Podeszła do bocznych drzwi. Niewielki korytarz. I 4 pary kolejnych drzwi. Od razu podeszła do ostatnich, z lewej i uchyliła je lekko. I znów zniknęła i pojawiła się na łóżku. Teraz było inaczej. Wszystko czuła zupełnie inaczej. Prawdziwiej. Czuła chłód pościeli pod sobą i ciepło Jego oddechu. Zadrżała kiedy musnął palcami jej ramie. Chwilę później poczuła ciepły język na ramieniu i wyżej, na obojczyku. I szyi. Miała zamknięte oczy, ale czuła, że kręci jej się w głowie. To On tak działał. Było jej tak.. dobrze. Leżała na plecach, a on był nad nią. Delikatnie uchyliła powieki i spojrzała ostrożnie w dół. Nie była naga. Miała na sobie białą, koronkową bieliznę. On również miał na sobie bokserki. Czarne. Dopiero po chwili odważyła się spojrzeć mu w twarz. Nie widziała w niej tego człowieka, którego mijała każdego dnia na korytarzu. Nauczyciela. Nietoperza z lochów. Teraz wyglądał inaczej. Był spokojny. I taki ciepły. Rysy jego twarzy były delikatne, nie miał tego grymasu co zawsze. Był jej. Popatrzył na nią, szturchnął czubkiem swojego nosa jej nos i zatopił się w jej ustach. Najpierw delikatnie muskał jej wargi swoimi. Jedną ręką podpierał się na łokciu, tuż nad jej głową, podczas gdy drugą pieścił jej ciało przeszyte ciarkami. Poczuła gorący język na dolnej wardze, uchyliła lekko usta. Ten, przyjmując zaproszenie, zaczął całować ją mocniej. Namiętnie. Oddała pocałunek. Ruszała ustami w rytm jego. Ich języki splatały się w gorącym tańcu. Jedną ręką muskała jego tors, a drugą gładziła kark, przyciągając go bliżej. Przykrył ją swoim ciałem. Pieścił jej piersi przez materiał biustonosza. Tak delikatnie.
Wtedy się ocknęła. Miała przyspieszony oddech i było jej dziwnie gorąco. Otworzyła oczy i zorientowała się, że jest w swojej sypialni. Nie zarejestrowała momentu kiedy.. odpłynęła. Ani kiedy jej dłoń znalazła się na piersi. Rozejrzała się zmieszana, czy przypadkiem któraś z dziewczyn nie przyszła w międzyczasie. Na szczęście nie. Mogłaby się za to najeść wstydu. Co tu w ogóle miało miejsce? To nie był sen. Nadal miała ciarki na całym ciele. Nadal czuła na sobie jego dotyk. Jednak nie było to realne. Nie mogło być.
Kiedy zrozumiała, że przed chwilą pieściła się, myśląc o intymnej sytuacji z nauczycielem, zrobiło jej się jeszcze bardziej gorąco. Czuła zawstydzenie, wiedziała, że to bardzo nie właściwe, ale fala podniecenia zagłuszyła głos rozsądku. Tak. Fantazjowała o Snape'ie. Nie wiedziała czemu własnie o nim i właśnie teraz, ale nie było to coś z czego powinna być dumna. Nie, powinna wziąć się w garść. Zapomnieć o nim. O.. tym.. Postanowiła wziąć zimny prysznic i zająć czymś myśli. Udała się do łazienki i weszła pod strumień zimnej wody. Pierwsze co jej przyszło do głowy, to rozmowa z Ronem. Tak, bardzo chciała z nim porozmawiać, wszystko wytłumaczyć, jednak nie wiedziała co ma mu w ogóle powiedzieć. Tak, skup się na tym, myśl o Ronie. Może źle zrobiła odtrącając go? Zawsze był dla niej tylko przyjacielem, traktowała go jak brata. Nigdy dotąd nie zauważyła, żeby coś było między nimi. Po sześciu latach znajomości nagle odważył się zrobić pierwszy krok? Chociaż.. Przecież to ona go zaprosiła na koncert.
- No to klops. - Powiedziała na głos. W odpowiedzi jej brzuch zaburczał. Z tego wszystkiego zapomniała o śniadaniu. Wyszła spod prysznica, ubrała się i wyszła do Wielkiej Sali. Ciężko było jej to przyznać, ale ten sen, myśl, czy cokolwiek to było, przyniosło jej ukojenie.
Postanowiła, że szybko zje i porozmawia z Harrym, a potem zajrzy do Ginny. I porozmawia z Ronem. A może najpierw Ginny, a potem Harry? Na odpowiedź nie musiała długo czekać. Tuż przy wejściu do sali Harry rozmawiał z Cho. Gryfonka modliła się w duchu, żeby Ginny nie pojawiła się gdzieś obok. Mogłoby się zrobić nie ciekawie. Postanowiła od razu działać.
- Cześć wam. - Podeszła do nich z szerokim uśmiechem.
- Cześć Hermiono. - Cho również się uśmiechnęła. Swego czasu wydawała się nie przepadać za Hermioną. Prawdopodobnie z zazdrości o jej przyjaźń z Harrym. Ale odkąd Wybraniec zszedł się z Ginny, Krukonka stała się dla niej całkiem miłą osobą. Za to przeniosła złość na Ginny.
- Cho, nie obrazisz się? Muszę na chwilę pożyczyć Harrego.
-E.. Jasne. Tylko rozmawialiśmy. Do zobaczenia. - Powiedziała uśmiechając się do Harrego i weszła do sali.
- O co chodzi? - Hermiona pociągnęła go za łokieć w trochę bardziej pustą część korytarza. Nie chciała, żeby ktoś podsłuchiwał albo się mieszał.
- O Ginny. - Powiedziała ściszonym głosem.
- Też chciałem z tobą o niej porozmawiać. Nie wiesz co jej jest? Prawie nie wychodzi ze swojego dormitorium. I nie chce ze mną rozmawiać.
- Ostatnio źle się czuje. Musisz spróbować do niej.. ee.. dotrzeć.
- Myślisz, że nie próbowałem? Kiedy tylko podchodzę od razu mnie spławia, mówi że nie ma teraz czasu i jest bardzo zajęta. W sumie, trochę jak ty w zeszłym roku. Słuchaj, ominęła ostatni trening Quidditcha. Prawdopodobnie dzisiaj też nie przyjdzie i-
- Co to znaczy "jak ja w zeszłym roku"?
- Już nie pamiętasz? Przez jakieś dwa miesiące się prawie do nikogo nie odzywałaś, poza zajęciami nie można było cię złapać. Ciągle się gdzieś znikałaś i nie chciałaś nam powiedzieć o co chodzi.
- Co? Ja nic takiego-
- Zresztą nie ważne. Teraz chodzi o Ginny. Powiesz mi o co jej chodzi? Proszę. Na pewno coś ci mówiła.
- Chodzi o Cho. - Powiedziała poważnym tonem, patrząc Harremu w oczy. Z początku postanowiła, że nie powie mu o zazdrości Ginny. Nie powinna się mieszać w ich związek, sami dadzą sobie radę. Ale później uznała, że nie byłoby to fair w stosunku do Harrego. Ginny miała ciężki charakter, zupełnie jak pani Weasley. Na pewno nie powiedziałaby Harremu, że nie podoba jej się jego przyjaźń z Cho. Nigdy nie lubiła okazywać swoich słabości. Nikt tego nie lubi, ale Ginny była w tej dziedzinie wybitna. Prędzej dałaby się zabić, niż przyznała, że nie da rady czegoś zrobić albo że sobie z czymś nie radzi. Jak wtedy, gdy na lekcji eliksirów wybuchł jej kociołek, bo zamiast dodać oleju rycynowego, którego nie mogła odkręcić, wlała coś innego, co akurat miała pod ręką. Zamiast poprosić kogokolwiek, aby pomógł jej z odkręceniem butelki, wolała zaryzykować, przez co straciła 20 punktów dla Gryffindoru i przypaliła włosy Colinowi Creevey, który niekorzystnie stanął obok niej. Tak, przyznanie się do zazdrości nie wchodziło w grę. Poza tym Harry był jej przyjacielem. Nie chciała i nie potrafiła go okłamywać.
- O Ginny. - Chłopak westchnął cicho. - To nie- Ja nie chciałem żeby- To nie tak. My.. My się tylko przyjaźnimy. Naprawdę.
- Ja ci wierzę Harry. Ale to Ginny musisz to wyjaśnić. I.. Nie złość się na nią. Ona po prostu.. Boi się. - Powiedziała to tak cicho, że nie była pewna czy przyjaciel ją usłyszał.
- Wiem, wiem. Ja.. Dureń ze mnie. Powinienem wcześniej o tym pomyśleć. Porozmawiam z nią. Obiecuję. Ale teraz muszę iść na trening. Okej? - Spojrzał na nią spod czarnej czupryny. Harry również się zmienił od czasu pierwszego roku w Hogwarcie. Był teraz wyższy nawet od Rona, chociaż nadal był chudy i kościsty. Wyglądał teraz o wiele dojrzalej i, co zawsze go cieszyło, bardzo przypominał ojca. Oczywiście Hermiona nigdy nie widziała Jamesa na żywo, ale miała okazję zobaczyć go na kilku zdjęciach, które miał Harry lub znajdowały się w kwaterze Zakonu w Grimmauld Place. Z twarzy był prawie identyczny, tylko nos miał taki trochę inny i zielone oczy, oczywiście po Lily. Hermiona kiwnęła głową i chłopak z lekkim uśmiechem pobiegł w stronę boiska. Chwilę patrzyła za nim, w głowie mając poprzednia myśl o Jamesie i Lily.
Nie raz zastanawiała się jacy byli rodzice Harrego. Wszyscy w Zakonie ich szanowali i zawsze mówili o nich dobrze, co było zrozumiałe, ale nie wszystko jest takie jak się wydaje. Wiedziała, że ojciec Harrego wraz z Huncwotami gnębili Snape'a. Harry, pomimo zakazu, opowiedział jej i Ronowi o tym co zobaczył w myślodsiewni nauczyciela w zeszłym roku. Był wtedy całkowicie załamany tym, że ojciec nie był takim człowiekiem za jakiego go miał, za jakiego chciał go mieć. Więc może oni wcale nie byli tak idealni?
Gryfonka stała by tak jeszcze dłużej, ale poczuła burczenie w brzuchu. No tak, śniadanie. Weszła do Wielkiej Sali i usiadła przy stole swojego domu. Nie było tam wielu osób. W weekendy o tej porze zawsze wiało pustkami. Młodsi uczniowie zjawili się z samego rana, aby mieć cały dzień na zabawy na dworze. Starsi zaś odsypiali piątkowe zabawy.
Hermiona przełknęła dwa tosty z dżemem. Przez tę sprawę z Harrym i Ginny i to rozmyślanie o Jamesie i Lily wróciła do niej myśl o tym, że brakuje jej kogoś bliskiego. Oczywiście była otoczona przyjaciółmi, czego nigdy nie żałowała, ale teraz, kiedy każdy dorastał i miał własne sprawy i problemy, zaczęła czuć się dziwnie samotnie. Może było to spowodowane jednym z tych dziwnie prawdziwych, namiętnych snów lub dopiero teraz zaczęło to do niej docierać. Każdy był z kimś. Harry i Ginny, Parv i Seamus, oby, nawet Neville zaczął wymykać się ostatnio nocami.. Jej rodzice.. Ciekawe czy mama wie już o rocznicowej wycieczce? Skończyła jeść i wciąż głęboko zamyślona skierowała się w stronę wieży Gryffindoru.
- Hej, Hermiona! - Usłyszała znajomy głos. Odwróciła się i zobaczyła rudą czuprynę Rona Weasleya. No tak. Skoro już o parach mowa..- Słuchaj, chcę z tobą pogadać. Chodzi o wczoraj. - Miał bardzo poważną minę. Przez chwilę przeszło jej przez myśl, że może dowiedział się o wywołanym przez nią alarmie zeszłej nocy.
- Fajnie. Ja też chciałam z tobą o tym porozmawiać.
- Mogę pierwszy? - Kiwnęła głową. Chłopak podszedł bliżej niej. - Ja.. nie będę owijał w bawełnę. Po-podobasz mi się Hermiono. - Chłopak zaczerwienił się po uszy.
- Yp. - Hermiona wydała z siebie nieartykułowany dźwięk i zakryła dłonią usta. No świetnie - czkawka. Uśmiechnęła się przepraszającą, dając mu znak żeby kontynuował. Bo w tym momencie nie miała pojęcia co ma powiedzieć. Spodziewała się, że tak to może wyglądać następnego dnia, ale i tak ją zamurowało.
- Bardzo cieszyłem się na wspólne wyjście, bo od dawna mi się podobałaś. Od dawna jesteś dla mnie tą jedyną. I.. i wiem, że ja też ci się podobam. Czułem to. Wtedy, na koncercie.
- Yp. - Czkawka nie chciała ustąpić. Jednak Hermiona musiała się odezwać. Ta rozmowa szła w całkowicie złym kierunku. - Posłuchaj Ron, ja nie- Yp. To nie jest dobry momen- Yp.
- Słuchaj Hermiono, ja wiem, że możesz czuć się nie pewnie. To wszystko tak szybko poszło. Ale przynajmniej daj mi szansę, co?
- Ron, ja nie-
- Muszę lecieć. Trening. Ale pogadamy później co? - Pogładził ją po ramieniu i szybkim krokiem odszedł w stronę boiska. Hermionę ponownie zamurowało i stała tak przez chwilę. Chciała go zawołać i wszystko wyjaśnić ale już go nie było. Zresztą sama nie wiedziała co chce mu powiedzieć. 'Myślę, że moglibyśmy być razem, ale nie jestem pewna i w sumie nie wiem kiedy będę. Wiesz, mam takie dziwne sny o jednym z nauczycieli'. Nie było to zbyt przekonywujące.
Bardzo chciała porozmawiać z Ginny. Młodsza gryfonka mogła się zdenerwować, tym, że przyjaciółka rozmawiała z Harrym o jej zazdrości względem Cho. O, na pewno się zdenerwuje. Po rozmowie z Ronem Miona udała się do jej pokoju. Jednak jej tam nie zastała. Pomyślała, że może Ginny zebrała się w sobie i jednak poszła na trening. Tak byłoby najlepiej. Więc mając czas wolny, postanowiła spędzić go tak, jak najbardziej lubiła - w bibliotece.
piątek, 2 października 2015
Na Jawie. Rozdział XXII.
Stała w całkowitej ciemności. Nie widziała kompletnie nic. Czuła okropny chłód pod stopami. Stała boso. Rękoma wyczuła, że ma na sobie piżamę. Czyżby znów lunatykowała? Nie zdarzało jej się to od 7 roku życia. Nie miała przy sobie różdżki i nie wiedziała, w którą stronę się ruszyć. Dostrzegła w oddali jakby dwa błyszczące punkty, które po chwili zniknęły. Zaraz znów się pojawiły, tym razem kawałek bliżej. Hermiona niewiele myśląc ruszyła ku nim powolnym krokiem. Szła w kompletnym mroku i ciszy, dopóki nie usłyszała przeraźliwego, rozrywającego ciszę dźwięku - głośnego syknięcia. Usłyszawszy je zaczęła biec z całych sił w przeciwnym kierunku, niż ten z którego ono dochodziło. Biegła całkowicie nie wiedząc gdzie. Na wszelki wypadek wyciągnęła ręce, aby nie uderzyć w jakąś ścianę. Zaczęło jej szumieć w uszach i słyszała groźny odgłos coraz bliżej za sobą. Biegła ile sił w nogach, dopóki nie potknęła się i nie upadła z pełnym impetem na kamienną posadzkę. Pisnęła z bólu, jednak szybko podniosła się i cofnęła, aby zobaczyć, co było przyczyna jej wypadku. Podeszła powoli na czworaka do ciemnej sylwetki leżącej na podłodze. Drżącą dłonią poruszyła nią i odskoczyła do tyłu wydając przeraźliwy krzyk. Na podłodze leżała pani Weasley, całkowicie blada, miała szeroko otwarte, zaczerwienione oczy i sine usta. Nie ruszała się. Nie oddychała. Hermiona zakryła usta dłonią, gdy łzy napłynęły jej do oczu. Po chwili jednak znów usłyszała przeraźliwy syk. Przerażona szybko wstała na nogi i znów zaczęła uciekać. Piekły ją oczy, łzy płynęły po policzkach i w głowie szumiało jej jeszcze bardziej. Jednak teraz jakby gdzieś z oddali słyszała cichy szept. Dochodził z daleka jednak go słyszała. Nie potrafiła wyłapać konkretnych słów, brzmiało to trochę jak szeptanie do małego dziecka, kiedy się je usypia. Przeraziło ją to jeszcze bardziej niż syk, prawdopodobnie węża. Zaczynało brakować jej tchu, gdy z impetem uderzyła w ścianę tuż przed sobą. Przenikały przez nią słabe promienie. Chyba stała teraz przed drzwiami. Ręką namacała klamkę i czym prędzej nacisnęła ją. Oślepił ją jasny blask słońca.
Zrobiła krok do przodu i odkryła, że znajduje się na dziedzińcu Hogwartu. I jest lato. Odwróciła się, by zobaczyć, czy kreatura wydająca przeraźliwy dźwięk nadal ją goni, jednak za nią nie było żadnych drzwi. Stała na środku dziedzińca. Rozejrzała się dookoła, nikogo nie było. Co tu się dzieje, pomyślała. Nadal była w samej piżamie. Stała tak otoczona szumem pobliskich drzew. Zaczęła zastanawiać się gdzie powinna pójść. Musi udać się do dyrektora. Kilka chwil temu widziała w jakimś dziwnym miejscu martwą Molly Weasley. Dumbledore musi o tym wiedzieć. Była już przy wejściu do szkoły, gdy usłyszała donośny gwizd. Gwizd oznajmiający odjazd pociągu Hogwart's Express. Zdezorientowana szybko pobiegła w tamtą stronę.
Cała stacja zatopiona była we mgle. Ponownie usłyszała głośny gwizd. Pociąg stał na torach i był gotowy do odjazdu. Po chwili zobaczyła, że jest on pełen ludzi. Wszyscy uczniowie byli w środku. Pytała tych, którzy byli najbliżej co się tu dzieje i dlaczego pociąg odjeżdża, jednak oni tylko uśmiechali się i machali w jej stronę. Po chwili dojrzała w przedziale kawałek dalej twarz Harrego. I Rona. I Nevilla. Oraz kilku nauczycieli. Wszyscy mieli na twarzy ten demoniczny, sztuczny uśmiech. Ruszyła w ich stronę jednak pociąg w tym momencie ruszył, znikając w gęstej mgle.
- Co tu się dzieje do cholery? - Krzyknęła łamiącym się głosem. Jednak nie usłyszała odpowiedzi. Co ma zrobić? Gdzie ma iść? Gryfonka ukryła twarz w rekach. - Myśl, Hermiono, myśl. Do Dumbledora. Tak. Do Dumbledora. - Ruszyła z powrotem do szkoły. Znów słyszała ciche szeptanie. Jednak tym razem, jakby siedziało w jej głowie. Potrząsnęła nią i dzielnie szła przed siebie.
Po kilku minutach stanęła przed wielkimi drzwiami i ostrożnie weszła do szkoły. Była pełna uczniów. Wyglądało to jak zwykły szkolny dzień. Standardowa wrzawa i przepychanie się na korytarzu. Jedyna dziwną rzeczą było to, że nikt jej nie zauważał. Zaczepiała kilka osób, aby dowiedzieć się w końcu co tu się dzieje, ale nikt nie reagował. Kręciła się tak po korytarzu, próbując znaleźć kogoś kto jej pomoże. Wtem ponownie usłyszała mrożący krew w żyłach syk. Błyskawicznie odwróciła się i ujrzała ogromnego węża. Nagini. Nim zdążyła zareagować wąż rzucił się prosto na nią.
Krzyknęła przeraźliwie i zerwała się na łóżku. Była cała spocona i roztrzęsiona. Na szczęścia Lavender nadal spała, głośno chrapiąc. Hermiona potykając się o własne nogi chwyciła różdżkę, narzuciła na siebie szatę i wybiegła z dormitorium prosto do gabinetu dyrektora. Przed posągiem gargulca wypowiedziała 'Cytrynowy drops' i udała się schodami w górę. Będąc pod drzwiami odetchnęła kilka razy, aby się uspokoić. Zapukała i gdy usłyszała przyzwolenie dyrektora weszła do środka.
- O. Witaj Hermiono. - Dyrektor uśmiechnął się serdecznie, jednak od razu dostrzegł, że dziewczyna jest roztrzęsiona. - Czy coś się stało, moja droga? Usiądź. - Hermiona usiadła prędko, bo kolana zaczęły odmawiać jej posłuszeństwa.
- Ja.. To pewnie nic takiego, ale czy mógłby pan sprawdzić, czy u państwa Weasley wszystko w porządku?
- Czy Harry miał znów jakiś sen?
- Nie ja tylko.. - Hermiona spuściła wzrok. Po co właściwie tu przyszła? Miała dziwny sen i bez potrzeby zawraca innym głowę.
- Rozumiem. Kobieca intuicja. Zaczekaj tu. - Dumbledore przywołał skrzata i poprosił o przyniesienie dla Hermiony herbaty. On sam wyczarował patronusa w kształcie feniksa, który po chwili zniknął w kominku. Dumbledore wszedł chwilę po nim. Mała skrzatka przyniosła Hermionie filiżankę pełną gorącej herbaty, po czym od razu zniknęła. Dziewczyna pomyślała sobie o stowarzyszeniu WESZ, które do zeszłego roku prowadziła. Rozwiązała je, ponieważ nikt nie chciał się przyłączyć i nie przynosiło żadnych rezultatów. Poza tym Zgredek wciąż ja przekonywał, że skrzaty naprawdę lubią pracę w Hogwarcie. Hermiona upiła kilka łyków herbaty i po paru minutach z kominka wyszła Profesor McGonagall a za nią Profesor Dumbledore. Hermiona opowiedziała im o dziwnym śnie i stwierdziła, że nie powinna w ogóle tu przychodzić. Jednak nauczyciele powiedzieli, że dla całkowitej pewności dobrze zrobiła powiadamiając ich o tym. Kilka minut później kiedy Hermiona już nieco uspokoiła się, z kominka dyrektora wyszedł osiołek - patronus Molly Weasley. Widząc go Hermionie spadł kamień z serca. Przemówił on głosem pani Weasley i powiedział, że dziękuje za troskę. Nikt w Norze nie zauważył, że jedno z zaklęć ochronnych osłabło. Na szczęście nic się nie stało. Tylko mała żmija wślizgnęła się do kuchni. Ośliczka podziękowała, życzyła wszystkim dobrej nocy i rozpłynęła się.
- Widzisz Hermiono, warto ufać swojej intuicji. - Powiedział z uśmiechem dyrektor. Po chwili zmienił wyraz twarzy na bardzo poważny. - Chyba nie powinienem był prosić o twoją pomoc nad eliksirami dla Zakonu. Powinnaś teraz skupiać się tylko na nauce, a nie przejmować w.. sprawami Zakonu.
- To nic takiego profesorze. Miałam ostatnio gorsze dni, ale poradzę sobie.
- Jak uważasz, moja droga. Jednak porozmawiam o tym z profesorem Snape. Jeszcze jedno Hermiono. Pani Hooch zawiadomiła mnie, że ty i kilku innych uczniów nie wróciliście do Hogwartu razem z resztą grupy.
- Tak dyrektorze. Przepraszam. Źle się poczułam.
- Nie będę nikogo za to karać, ponieważ wszyscy są już pełnoletni i mieli takie prawo. Ale chce cię tylko ostrzec moja droga. Wiesz, że są to niebezpieczne czasy. Zwłaszcza dla ludzi z twojego otoczenia. Po prostu robię wszystko co mogę, dla waszego bezpieczeństwa.
Hermiona pożegnała się z dyrektorem, a jej opiekunka odprowadziła ja do pokoju wspólnego. Dziewczyna na palcach udała się do swojego dormitorium i błyskawicznie położyła do łóżka. Zaczęła zastanawiać, który sen był gorszy - ten ze Snape'm czy dzisiejszy. Zdecydowanie wizja martwej kobiety, którą traktowała jak drugą matkę była o wiele bardziej przerażająca. Nie, przerażające było to, że jej sen był poniekąd prawdą. Gdyby opadły na przykład dwa zaklęcia, Weasleyowie byli by w poważnym niebezpieczeństwie. Jeszcze chwila i zacznie wierzyć, że te brednie, o których tak namiętnie opowiadała Trelawney są prawdą. Nie, pomyślała, do tego nigdy nie dojdzie. Po czym zamknęła oczy i po chwili, nadal lekko wystraszona, zasnęła.
Zrobiła krok do przodu i odkryła, że znajduje się na dziedzińcu Hogwartu. I jest lato. Odwróciła się, by zobaczyć, czy kreatura wydająca przeraźliwy dźwięk nadal ją goni, jednak za nią nie było żadnych drzwi. Stała na środku dziedzińca. Rozejrzała się dookoła, nikogo nie było. Co tu się dzieje, pomyślała. Nadal była w samej piżamie. Stała tak otoczona szumem pobliskich drzew. Zaczęła zastanawiać się gdzie powinna pójść. Musi udać się do dyrektora. Kilka chwil temu widziała w jakimś dziwnym miejscu martwą Molly Weasley. Dumbledore musi o tym wiedzieć. Była już przy wejściu do szkoły, gdy usłyszała donośny gwizd. Gwizd oznajmiający odjazd pociągu Hogwart's Express. Zdezorientowana szybko pobiegła w tamtą stronę.
Cała stacja zatopiona była we mgle. Ponownie usłyszała głośny gwizd. Pociąg stał na torach i był gotowy do odjazdu. Po chwili zobaczyła, że jest on pełen ludzi. Wszyscy uczniowie byli w środku. Pytała tych, którzy byli najbliżej co się tu dzieje i dlaczego pociąg odjeżdża, jednak oni tylko uśmiechali się i machali w jej stronę. Po chwili dojrzała w przedziale kawałek dalej twarz Harrego. I Rona. I Nevilla. Oraz kilku nauczycieli. Wszyscy mieli na twarzy ten demoniczny, sztuczny uśmiech. Ruszyła w ich stronę jednak pociąg w tym momencie ruszył, znikając w gęstej mgle.
- Co tu się dzieje do cholery? - Krzyknęła łamiącym się głosem. Jednak nie usłyszała odpowiedzi. Co ma zrobić? Gdzie ma iść? Gryfonka ukryła twarz w rekach. - Myśl, Hermiono, myśl. Do Dumbledora. Tak. Do Dumbledora. - Ruszyła z powrotem do szkoły. Znów słyszała ciche szeptanie. Jednak tym razem, jakby siedziało w jej głowie. Potrząsnęła nią i dzielnie szła przed siebie.
Po kilku minutach stanęła przed wielkimi drzwiami i ostrożnie weszła do szkoły. Była pełna uczniów. Wyglądało to jak zwykły szkolny dzień. Standardowa wrzawa i przepychanie się na korytarzu. Jedyna dziwną rzeczą było to, że nikt jej nie zauważał. Zaczepiała kilka osób, aby dowiedzieć się w końcu co tu się dzieje, ale nikt nie reagował. Kręciła się tak po korytarzu, próbując znaleźć kogoś kto jej pomoże. Wtem ponownie usłyszała mrożący krew w żyłach syk. Błyskawicznie odwróciła się i ujrzała ogromnego węża. Nagini. Nim zdążyła zareagować wąż rzucił się prosto na nią.
Krzyknęła przeraźliwie i zerwała się na łóżku. Była cała spocona i roztrzęsiona. Na szczęścia Lavender nadal spała, głośno chrapiąc. Hermiona potykając się o własne nogi chwyciła różdżkę, narzuciła na siebie szatę i wybiegła z dormitorium prosto do gabinetu dyrektora. Przed posągiem gargulca wypowiedziała 'Cytrynowy drops' i udała się schodami w górę. Będąc pod drzwiami odetchnęła kilka razy, aby się uspokoić. Zapukała i gdy usłyszała przyzwolenie dyrektora weszła do środka.
- O. Witaj Hermiono. - Dyrektor uśmiechnął się serdecznie, jednak od razu dostrzegł, że dziewczyna jest roztrzęsiona. - Czy coś się stało, moja droga? Usiądź. - Hermiona usiadła prędko, bo kolana zaczęły odmawiać jej posłuszeństwa.
- Ja.. To pewnie nic takiego, ale czy mógłby pan sprawdzić, czy u państwa Weasley wszystko w porządku?
- Czy Harry miał znów jakiś sen?
- Nie ja tylko.. - Hermiona spuściła wzrok. Po co właściwie tu przyszła? Miała dziwny sen i bez potrzeby zawraca innym głowę.
- Rozumiem. Kobieca intuicja. Zaczekaj tu. - Dumbledore przywołał skrzata i poprosił o przyniesienie dla Hermiony herbaty. On sam wyczarował patronusa w kształcie feniksa, który po chwili zniknął w kominku. Dumbledore wszedł chwilę po nim. Mała skrzatka przyniosła Hermionie filiżankę pełną gorącej herbaty, po czym od razu zniknęła. Dziewczyna pomyślała sobie o stowarzyszeniu WESZ, które do zeszłego roku prowadziła. Rozwiązała je, ponieważ nikt nie chciał się przyłączyć i nie przynosiło żadnych rezultatów. Poza tym Zgredek wciąż ja przekonywał, że skrzaty naprawdę lubią pracę w Hogwarcie. Hermiona upiła kilka łyków herbaty i po paru minutach z kominka wyszła Profesor McGonagall a za nią Profesor Dumbledore. Hermiona opowiedziała im o dziwnym śnie i stwierdziła, że nie powinna w ogóle tu przychodzić. Jednak nauczyciele powiedzieli, że dla całkowitej pewności dobrze zrobiła powiadamiając ich o tym. Kilka minut później kiedy Hermiona już nieco uspokoiła się, z kominka dyrektora wyszedł osiołek - patronus Molly Weasley. Widząc go Hermionie spadł kamień z serca. Przemówił on głosem pani Weasley i powiedział, że dziękuje za troskę. Nikt w Norze nie zauważył, że jedno z zaklęć ochronnych osłabło. Na szczęście nic się nie stało. Tylko mała żmija wślizgnęła się do kuchni. Ośliczka podziękowała, życzyła wszystkim dobrej nocy i rozpłynęła się.
- Widzisz Hermiono, warto ufać swojej intuicji. - Powiedział z uśmiechem dyrektor. Po chwili zmienił wyraz twarzy na bardzo poważny. - Chyba nie powinienem był prosić o twoją pomoc nad eliksirami dla Zakonu. Powinnaś teraz skupiać się tylko na nauce, a nie przejmować w.. sprawami Zakonu.
- To nic takiego profesorze. Miałam ostatnio gorsze dni, ale poradzę sobie.
- Jak uważasz, moja droga. Jednak porozmawiam o tym z profesorem Snape. Jeszcze jedno Hermiono. Pani Hooch zawiadomiła mnie, że ty i kilku innych uczniów nie wróciliście do Hogwartu razem z resztą grupy.
- Tak dyrektorze. Przepraszam. Źle się poczułam.
- Nie będę nikogo za to karać, ponieważ wszyscy są już pełnoletni i mieli takie prawo. Ale chce cię tylko ostrzec moja droga. Wiesz, że są to niebezpieczne czasy. Zwłaszcza dla ludzi z twojego otoczenia. Po prostu robię wszystko co mogę, dla waszego bezpieczeństwa.
Hermiona pożegnała się z dyrektorem, a jej opiekunka odprowadziła ja do pokoju wspólnego. Dziewczyna na palcach udała się do swojego dormitorium i błyskawicznie położyła do łóżka. Zaczęła zastanawiać, który sen był gorszy - ten ze Snape'm czy dzisiejszy. Zdecydowanie wizja martwej kobiety, którą traktowała jak drugą matkę była o wiele bardziej przerażająca. Nie, przerażające było to, że jej sen był poniekąd prawdą. Gdyby opadły na przykład dwa zaklęcia, Weasleyowie byli by w poważnym niebezpieczeństwie. Jeszcze chwila i zacznie wierzyć, że te brednie, o których tak namiętnie opowiadała Trelawney są prawdą. Nie, pomyślała, do tego nigdy nie dojdzie. Po czym zamknęła oczy i po chwili, nadal lekko wystraszona, zasnęła.
sobota, 12 września 2015
Na Jawie. Rozdział XXI.
Czwórka przyjaciół weszła na Arenę, na której miał odbywać się koncert Fatalnych Jędz. Była ona oczywiście magicznie powiększona, a i tak pękała w szwach. Nic dziwnego, wszyscy uwielbiali Fatalne Wiedźmy.
Na początku nikt się nie odzywał, Hermiona i Ron próbowali zacząć rozmowę, ale wychodziło to raczej słabo. Koncert miał rozpocząć się za 10 minut.
Na początku nikt się nie odzywał, Hermiona i Ron próbowali zacząć rozmowę, ale wychodziło to raczej słabo. Koncert miał rozpocząć się za 10 minut.
- Hermiono możemy porozmawiać? - Parvati wzięła drugą Gryfonkę na stronę.
- Ron chodź tu. - Seamus pociągnął kumpla za łokieć.
- Wiedziałaś o tym?
/- Że ona tu będzie?
- Oczywiście, że nie,
/- skąd miałem wiedzieć?
- Chyba wrócę do domu,
/- skoro ona tu jest.
- Oh, przestań.
/- Może powinniście ze sobą porozmawiać?
- On nie chce ze mną rozmawiać.
/- Nie chcę z nią rozmawiać.
- Przestań. Zachowujesz się
/- jak małe dziecko.
- Wcale, że nie.
/- Nieprawda.
- Tak.
/- Prawda.
- Porozmawiaj z nim.
/- Porozmawiaj z nią.
- Nie.
/- Nie.
- Tak.
/- Tak.
- Nie!
/- Tak!
- Ron? Pójdziesz ze mną po gorącą czekoladę? - Uśmiechnęła się niewinnie Hermiona.
- Jasne. - Powiedział z uśmiechem Ron. - Gadaj. - Szepnął do Seamusa i odszedł z Hermioną w kierunku małego baru obok wejścia. Po chwili jednak obrócili się, aby zobaczyć, jak się sprawy mają. Dookoła pojawiało się coraz więcej osób. Hermiona dyskretnie rzuciła zaklęcie aby słyszeć co tamta dwójka mówi. Ani Parvati ani Seamus nie wiedzieli jak się zachować. On powiedział, że ładnie wygląda, ona podziękowała. I znów krepujące milczenie. Jednak chłopak zebrał się i spytał czy mogą porozmawiać gdzieś, gdzie jest odrobinę ciszej. I zniknęli im z oczu wtapiając się w tłum. Hermiona z Ronem zaczęli szukać sobie miejsc jak najbliżej sceny.
- Ślicznie wyglądasz, Mionka. - Powiedział niespodziewanie Ron, prowadząc ją przez rosnący tłum ludzi.
- Dziękuję. - Dziewczyna zarumieniła się.
- To znaczy, zawsze ładnie wyglądasz. Ale dzisiaj naprawdę.. niezła z ciebie laska. - Hermiona popatrzyła na Rona i dostrzegła coś niepokojącego w jego oczach. Znów miała ciarki. Patrzył na nią jakby chciał ją zjeść. Dosłownie.
- Dzi-ięki. Chyba.
- Pomyślałem sobie.. - W tej chwili przerwał, bo na scenie pojawił się Myron Wagtail. Hermiona odetchnęła ze spokojem, tłum zawrzał i koncert się rozpoczął. Arena Trzech Mioteł była po brzegi wypełniona czarodziejami w rożnym wieku. Wszyscy przepychali się, krzyczeli i śpiewali razem z zespołem. Hermiona przez moment dostrzegła w tłumie Tonks, jednak ta po chwili zniknęła. Nie widziała również Parvati i Seamusa. Jednak nie miała czasu martwic się o nich. Zaczynało denerwować ją zachowanie Rona. Pomijając jego wzrok dzikiego zwierzęcia, cały czas pchał się na nią, stając jak najbliżej. Próbowała się odsuwać, zwracać uwagę na straszny ścisk, jednak, niestety, Ron Weasley ciężko łapał aluzje. I chyba wyczuwała od niego alkohol, co również ją zezłościło. Podczas 'Nie pójdziemy spać' mało jej nie przewrócił, a przy 'Bez energii' , próbując ją chyba przytulić, mało sam się nie wywrócił. Mimo nieudolnych prób zalotów Rona, Hermiona świetnie bawiła się na koncercie. Dobrze wspominała występ zespołu na Balu Bożonarodzeniowym. Jednak nie mógł się on równać z tym. Zespół grał swoje największe przeboje. I mogła zobaczyć na żywo Hermana Wintringhama, który nie grał z zespołem w Hogwarcie. Najlepszym momentem wieczoru, było wykonanie ballady 'Obraz idealny', kiedy większość świateł zgasła i wszyscy używając zaklęcia Lumos machali różdżkami. Była to jej ulubiona piosenka, a tysiące małych światełek wirujących wokół sceny dodało temu jeszcze więcej uroku. Było wspaniale, dopóki Ron nie wpadł na jakże 'wspaniały' pomysł trzymania różdżki razem z Hermioną. Przycisnął ją do siebie i zaczął się z nią kiwać na boki. Mina Hermiony była nie do opisania. Zdziwienie, połączone z gniewem i wstrętem. Lecz kiedy ręka chłopaka zaczęła zjeżdżać z jej talii, stwierdziła, że tego już za dużo. Siłą odsunęła się od niego, posłała spojrzenie godne bazyliszka i odeszła, znikając w tłumie i zostawiając Rona z głupią miną. Wyszła na zewnątrz i zadrżała z zimna. Ten wieczór miał wyglądać inaczej. Bez przystawiającego się Rona, za to z Parvati i Seamusem ponownie jako parą. Chociaż może akurat się pogodzili. Gryfonka była już zmęczona tym dniem. Mimo zaleceń dyrektora sama aportowała się przed bramę Hogwartu i po chwili znalazła się w pokoju wspólnym Gryffindoru.
Było już po godzinie 23, więc był prawie pusty. Siedział tam tylko.. Seamus, z dość nieciekawą miną. Coś musiało pójść nie tak, pomyślała i usiadła koło kolegi.
Było już po godzinie 23, więc był prawie pusty. Siedział tam tylko.. Seamus, z dość nieciekawą miną. Coś musiało pójść nie tak, pomyślała i usiadła koło kolegi.
- Cześć. Jak wieczór? - Hermiona próbowała się uśmiechnąć, jednak poważna mina chłopaka trochę ją zaniepokoiła.
- Miona wiem, że to był twój pomysł, z tym wyjściem.
- Był. Ale nie powinieneś być na mnie zły. Ja chciałam tylko pomóc. - Powiedziała Hermiona ze skruchą w głosie. Nie zrobiła nic złego. Chociaż, może, powinna ich uprzedzić..
- Nie jestem zły. - Powiedział spokojnie Seamus.
- To dobrze. Ale mów jak poszło. Porozmawialiście?
- Tak. Ale.. - Chłopak wbił wzrok w kolana. - Powiedziała, że musi to przemyśleć. Że musi porozmawiać z Lavender i-
- Lavender?! - Wypaliła Hermiona. - A co ona ma do waszego związku?
- Nie wiem. Nic nie rozumiem. Parv najpierw się ucieszyła, że chcę się z nią pogodzić, a potem.. uciekła. Nie wiem o co chodzi, ale mam nadzieję, że.. jakoś się ułoży.
- Ja też. Wiesz, że trzymam za was kciuki. Dobranoc. - W odpowiedzi chłopak tylko uśmiechnął się smutno. Hermiona poklepała go po ramieniu i udała się do dormitorium. Chciała porozmawiać z Parvati, jednak jej tam nie zastała. Była tam tylko Lavender leząca na łóżku, czytając po raz kolejny 'Moje magiczne ja' Lockharta. Nadal go uwielbiała. Hermiona, przypominając sobie oszustwa Gilderoy'a i swoje zauroczenie nim w tamtym czasie, poczuła zawstydzenie. Był zwykłym oszustem i pozerem. A Harry i Ron do tej pory, gdy tylko sobie przypomnieli, drwili z jej podkochiwania się w nim. To było takie głupie.
- Parvati jeszcze nie wróciła? - Odezwała się Hermiona, wyraźnie irytując blondynkę, która musiała oderwać się od lektury,
- Wróciła. - Powiedziała Lavender zirytowanym głosem, nie podnosząc wzroku znad książki. - Wpadła tu, wzięła kilka rzeczy i powiedziała, że śpi dziś u Padmy. - Lavender od niechcenia uniosła oczy i zatrzymała wzrok na Hermionie. Przekręciła głowę i.. jakby uśmiechnęła się lekko. - Ślicznie dziś wyglądasz.
- Em.. Dziękuję. - Uśmiechnęła się lekko, mocno zdziwiona tym co usłyszała i tym od kogo to usłyszała. Lavender po chwili jakby zrozumiała, co właśnie powiedziała, wróciła do czytania książki z grobową miną. Hermiona udała się do łazienki. Zmyła makijaż, wzięła szybki prysznic i przebrana w piżamę wskoczyła do łóżka. Ten wieczór miał wyglądać zupełnie inaczej. Znów wszystko się pokomplikowało. Do przerwy świątecznej został tydzień. Ciężki tydzień. Musi chodzić na szlabany do Snape, porozmawiać z Harrym, i z Ginny, i z Parv. I jakoś wyjaśnić tę sytuację z Ronem. Oby tylko wytrzymać do piątku. Przynajmniej podczas ferii chwilę odpocznie. Przynajmniej ma taką nadzieję.
wtorek, 1 września 2015
Na Jawie. Rozdział XX.
- Granger nie machaj tak ta chochlą, bo przewrócisz tamten słój!
- A jak mam niby zamieszać eliksir, bez machania chochelką?!
- Na pewno nie tak jak robisz to teraz. Masz to robić delikatnie, a nie jakbyś chciała kogoś zabić.
- Chyba właśnie zaczynam chcieć.
- Granger! Minus dziesięć punktów od Gryffindor'u! Zamknij jadaczkę!
- Niech pan najpierw zamknie swoją!
- Nie tym tonem!
- Tak, tak.
- Granger! - Już pierwszego dnia współpraca Hermiony z profesorem Snape'm nie zapowiadała się najlepiej. Ją drażniło to, że cały czas 'wisi' nad nią i ją rozprasza, on zaś cały czas zwracał jej uwagę, że jest zbyt nieuważna. Co chwilę ktoś podnosił głos, straszył zawołaniem dyrektora lub próbował szantażować. Koniec końców po dwóch godzinach niesamowitych męczarni i 30 odjętych punktach, Hermiona opanowała przygotowywanie błyskawicznego Eliksiru Wielosokowego oraz przygotowała kilka kociołków innych eliksirów. Mimo zirytowania, spowodowanego standardowym zachowaniem Snape, dziewczyna czuła dumę z wykonanej pracy. Pierwszy raz robiła kilka eliksirów w jednym czasie i pomagała w ten sposób Zakonowi. Niestety nie mogła liczyć na słowa uznania ze strony Mistrza Eliksirów. Wyłącznie poganiał ją i wytykał błędy.
- Granger pospiesz się! Jutro będzie do przygotowania dwa razy tyle.
- Ale ja jutro nie przyjdę, profesorze.
- Słucham? - Snape podniósł wzrok z nad kociołka i odwrócił się do Hermiony wyraźnie zdziwiony.
- Rozmawiałam już z profesorem Dumbledore'm. Idę na koncert z przyjaciółmi. Dyrektor dał mi pozwolenie na opuszczenie szlabanu.
- Bardzo się cieszę, że zostałem poinformowany.
- To już nie moja wina. - Nauczyciel posłał jej mordercze spojrzenie.
- Tak właśnie wygląda pomoc ze strony Gryfonów. - Parsknął się szyderczo, wracając do swojego kociołka.
- Lepsze to niż prosić o pomoc Ślizgona. - Mruknęła pod nosem zirytowana Hermiona
- Chyba nie dosłyszałem.
- Bo uszy się myje, a nie wietrzy. - Znów mruknęła Gryfonka.
- Granger możesz raz odezwać się jak człowiek?
- Skończyłam. - To powiedziawszy rzuciła zaklęcie na swój blat, który po chwili był czysty i oparła się o niego. Snape zamieszał w kociołku, rzucił na niego zaklęcie i odwrócił się. Dwanaście gotowych eliksirów. W tym kilka, które przygotowywała po raz pierwszy. Ale niektóre z nich były banalne do wykonania. Poszło jej.. nie najgorzej - pomyślał. Po czym spojrzał na nią i zmarszczył brwi.
- Długo zamierzasz tak stać?
- Myślałam, że usłyszę jakieś słowa pochwały.
- Granger.. niczego nie zniszczyłaś. A teraz wyjdź.
- Ma pan alergię na miłe słowa?
- Miłe? - Snape uniósł brwi.
- Tak. Na przykład 'Dobra robota' albo 'Dobrze sobie poradziłaś'.
- Granger.. - Powiedział głosem, jakby zaraz z jego ust miało paść coś niesamowicie ważnego. - Wyjdź. - Snape odwrócił się i wznowił pracę nad kociołkiem. Hermiona zmęczona i zrezygnowana po prostu wyszła i udała się prosto do swojej sypialni. W pokoju wspólnym minęła Rona, który rozmawiał z Seamus'em. Kiwnęła mu porozumiewawczo i poszła do swojego dormitorium. Cały poprzedni wieczór myślała, co zdziałać z koncertem. W końcu wymyśliła i przekazała to Ronowi. Teraz jej zadaniem było namówić Parvati na wyjście. W dormitorium zastała ją rozmawiającą z Padmą. Lavender już spała. To był świetna okazja. Śpiącej Lavender nic nie było w stanie obudzić. Padma akurat wychodziła i mijając Hermionę uśmiechnęła się tylko.
- Parvati, możemy porozmawiać. Chodzi o koncert.
- Hermiono, ja naprawdę nie-
- Posłuchaj, dobrze? - Przerwała jej Hermiona. - Ostatnio było między nami.. skomplikowanie. Ale nie jestem na ciebie zła. Nie chcę, żebyśmy przestały rozmawiać. Pomyślałam, że mogłybyśmy pójść razem na koncert i dobrze się bawić. - Parvati była lekko zszokowana i nie wiedziała co powiedzieć. Czuła się okropnie po tym jak potraktowała Hermionę. Jak okropnie się do niej odezwała.
- Ja-a... A nie chcesz wziąć na przykład Ginny?
- Ginny ma ostatnio ciężki okres. Woli być sama. I naprawdę chcę iść z tobą.
- A k-kto jeszcze pójdzie?
- Dwa bilety dałam Ronowi, więc zapewne będzie też Harry. Też miał ostatnio zły humor. No chodź, będzie fajnie.
- Dobrze. Bardzo chętnie z wami pójdę.
- To super. Jutro dogadamy się z chłopakami o której wyjdziemy. - Hermiona uśmiechnęła się serdecznie. Wzięła piżamę i ruszyła w stronę łazienki.
- Hermiono.. - Dziewczyna obróciła się w stronę Parvati. - Dziękuję. Wiem, że zachowałam się okropnie.. I powiedziałam.. Ja-
- Spokojnie. Nie przejmuj się tym. Naprawdę nie chowam urazy.
- A jak mam niby zamieszać eliksir, bez machania chochelką?!
- Na pewno nie tak jak robisz to teraz. Masz to robić delikatnie, a nie jakbyś chciała kogoś zabić.
- Chyba właśnie zaczynam chcieć.
- Granger! Minus dziesięć punktów od Gryffindor'u! Zamknij jadaczkę!
- Niech pan najpierw zamknie swoją!
- Nie tym tonem!
- Tak, tak.
- Granger! - Już pierwszego dnia współpraca Hermiony z profesorem Snape'm nie zapowiadała się najlepiej. Ją drażniło to, że cały czas 'wisi' nad nią i ją rozprasza, on zaś cały czas zwracał jej uwagę, że jest zbyt nieuważna. Co chwilę ktoś podnosił głos, straszył zawołaniem dyrektora lub próbował szantażować. Koniec końców po dwóch godzinach niesamowitych męczarni i 30 odjętych punktach, Hermiona opanowała przygotowywanie błyskawicznego Eliksiru Wielosokowego oraz przygotowała kilka kociołków innych eliksirów. Mimo zirytowania, spowodowanego standardowym zachowaniem Snape, dziewczyna czuła dumę z wykonanej pracy. Pierwszy raz robiła kilka eliksirów w jednym czasie i pomagała w ten sposób Zakonowi. Niestety nie mogła liczyć na słowa uznania ze strony Mistrza Eliksirów. Wyłącznie poganiał ją i wytykał błędy.
- Granger pospiesz się! Jutro będzie do przygotowania dwa razy tyle.
- Ale ja jutro nie przyjdę, profesorze.
- Słucham? - Snape podniósł wzrok z nad kociołka i odwrócił się do Hermiony wyraźnie zdziwiony.
- Rozmawiałam już z profesorem Dumbledore'm. Idę na koncert z przyjaciółmi. Dyrektor dał mi pozwolenie na opuszczenie szlabanu.
- Bardzo się cieszę, że zostałem poinformowany.
- To już nie moja wina. - Nauczyciel posłał jej mordercze spojrzenie.
- Tak właśnie wygląda pomoc ze strony Gryfonów. - Parsknął się szyderczo, wracając do swojego kociołka.
- Lepsze to niż prosić o pomoc Ślizgona. - Mruknęła pod nosem zirytowana Hermiona
- Chyba nie dosłyszałem.
- Bo uszy się myje, a nie wietrzy. - Znów mruknęła Gryfonka.
- Granger możesz raz odezwać się jak człowiek?
- Skończyłam. - To powiedziawszy rzuciła zaklęcie na swój blat, który po chwili był czysty i oparła się o niego. Snape zamieszał w kociołku, rzucił na niego zaklęcie i odwrócił się. Dwanaście gotowych eliksirów. W tym kilka, które przygotowywała po raz pierwszy. Ale niektóre z nich były banalne do wykonania. Poszło jej.. nie najgorzej - pomyślał. Po czym spojrzał na nią i zmarszczył brwi.
- Długo zamierzasz tak stać?
- Myślałam, że usłyszę jakieś słowa pochwały.
- Granger.. niczego nie zniszczyłaś. A teraz wyjdź.
- Ma pan alergię na miłe słowa?
- Miłe? - Snape uniósł brwi.
- Tak. Na przykład 'Dobra robota' albo 'Dobrze sobie poradziłaś'.
- Granger.. - Powiedział głosem, jakby zaraz z jego ust miało paść coś niesamowicie ważnego. - Wyjdź. - Snape odwrócił się i wznowił pracę nad kociołkiem. Hermiona zmęczona i zrezygnowana po prostu wyszła i udała się prosto do swojej sypialni. W pokoju wspólnym minęła Rona, który rozmawiał z Seamus'em. Kiwnęła mu porozumiewawczo i poszła do swojego dormitorium. Cały poprzedni wieczór myślała, co zdziałać z koncertem. W końcu wymyśliła i przekazała to Ronowi. Teraz jej zadaniem było namówić Parvati na wyjście. W dormitorium zastała ją rozmawiającą z Padmą. Lavender już spała. To był świetna okazja. Śpiącej Lavender nic nie było w stanie obudzić. Padma akurat wychodziła i mijając Hermionę uśmiechnęła się tylko.
- Parvati, możemy porozmawiać. Chodzi o koncert.
- Hermiono, ja naprawdę nie-
- Posłuchaj, dobrze? - Przerwała jej Hermiona. - Ostatnio było między nami.. skomplikowanie. Ale nie jestem na ciebie zła. Nie chcę, żebyśmy przestały rozmawiać. Pomyślałam, że mogłybyśmy pójść razem na koncert i dobrze się bawić. - Parvati była lekko zszokowana i nie wiedziała co powiedzieć. Czuła się okropnie po tym jak potraktowała Hermionę. Jak okropnie się do niej odezwała.
- Ja-a... A nie chcesz wziąć na przykład Ginny?
- Ginny ma ostatnio ciężki okres. Woli być sama. I naprawdę chcę iść z tobą.
- A k-kto jeszcze pójdzie?
- Dwa bilety dałam Ronowi, więc zapewne będzie też Harry. Też miał ostatnio zły humor. No chodź, będzie fajnie.
- Dobrze. Bardzo chętnie z wami pójdę.
- To super. Jutro dogadamy się z chłopakami o której wyjdziemy. - Hermiona uśmiechnęła się serdecznie. Wzięła piżamę i ruszyła w stronę łazienki.
- Hermiono.. - Dziewczyna obróciła się w stronę Parvati. - Dziękuję. Wiem, że zachowałam się okropnie.. I powiedziałam.. Ja-
- Spokojnie. Nie przejmuj się tym. Naprawdę nie chowam urazy.
***
Przedostatni piątek przed przerwą świąteczną zleciał Hermionie bardzo szybko. A to dlatego, że jak duża część uczniów, nie mogła doczekać się koncertu. Po zajęciach udała się do dormitorium, aby się przygotować. Wzięła prysznic i zaczęła zastanawiać się nad ubiorem. Sama nie wiedziała czemu, ale stojąc w samej bieliźnie, podeszła do lustra i zaczęła się sobie przyglądać. Parvati właśnie korzystała z łazienki, a wiadomo było, że uwielbia długie kąpiele, a Lavender, po tym jak usłyszała o wyjściu Hermiony i Parvati, obraziła się i na cały dzień zniknęła wszystkim z oczu. Hermiona zawsze interesowała się głównie nauką i nie miała, ani czasu, ani ochoty na rozmyślanie nad swoim wyglądem. Teraz nieskromnie stwierdziła, że spodobało jej się to, co widziała w lustrze. Kiedyś niesforne, wiecznie sponiewierane włosy, zamieniły się teraz w delikatne kasztanowe loki. Niegdyś ogromne przednie zęby, tworzyły teraz równy, śliczny uśmiech. Miała całkiem ładna figurę. Kształtne piersi, ładny brzuch, zgrabne uda. Przez chwile zawstydziła się, myśląc co własnie robi, ale stwierdziła, że przecież ma do tego prawo. Postanowiła, że tego dnia ubierze się w coś, aby poczuć się naprawdę kobieco. Na dnie szafy znalazła rozkloszowaną, czarną spódniczkę. Po ubraniu jej, odkryła, że sięga kawałek wyżej kolana, ale postanowiła się tym nie przejmować. Do tego ubrała czarne zakolanówki i białą koronkową bluzeczkę, którą dostała od Ginny. Przypięła do niej małą broszkę z czarną różą, którą dał jej tata. Zawsze nosiła ją na ważniejsze wyjścia, tak na szczęście. Na koniec ubrała czarne botki na obcasie. Teraz przyszedł trudniejszy moment - makijaż. Prawie nigdy się nie malowała, jednak dzięki Ginny i mamie miała kuferek pełen różnych kosmetyków. Nie miała wprawy w używaniu cieni, więc użyła tylko kredki, maskary i pudru. Za to na usta podkreśliła bordową szminką. Włosy tylko rozczesała i pozwoliła im opadać na ramiona. Znów wróciła przed lustro. Wyglądała tak inaczej. Jak nie ona.. A może jak nowa ona?
Parvati również spodobał się wygląd koleżanki. Dziewczyna osuszyła się zaklęciem, ubrała we wcześniej przygotowane ubrania i obie damy, wziąwszy okrycia wierzchnie i torebki, były gotowe do wyjścia.
Parvati również spodobał się wygląd koleżanki. Dziewczyna osuszyła się zaklęciem, ubrała we wcześniej przygotowane ubrania i obie damy, wziąwszy okrycia wierzchnie i torebki, były gotowe do wyjścia.
Hermiona powiedziała Parvati, że umówiła się z Ronem w pokoju wspólnym, ale nie było go tam.
- Dean, widziałeś Rona. Myślałam, że mieliśmy się tu spotkać.
- Oni.. wyszli jakieś 5 minut temu. - Hermiona udawała zirytowaną. Wszystko zgodnie z planem - pomyślała. Dean również był w to wtajemniczony. Bardzo chciał pomóc przyjacielowi.
- Tak właśnie wygląda rozmawianie z Ronaldem. Chodź, musimy ich złapać. - Dziewczyny wyszły przez obraz i szybkim krokiem ruszyły ku wyjściu ze szkoły - tam miały spotkać się z reszta uczniów i razem teleportować się pod nadzorem nauczyciela. Dyrektor nie chciał pozwolić na samowolne aportowanie się. Będąc niedaleko wejścia do zamku dziewczyny zaczęły biec - wszyscy już się zebrali i czekali tylko na nie. Niestety Hermiona nie zauważyła ciemnej sylwetki profesora Snape wyłaniającej się zza rogu i zderzyła się z nim, po czym odbiła się i upadła na posadzkę. Parvati widząc to ruszyła koleżance na ratunek.
- Za napastowanie nauczyciela, minus 15 punktów od.. - Snape zmarszczył brwi. Co dziwne nie mógł rozpoznać niezdarnej dziewczyny. Nie widział jej twarzy. Włosy jakby znajome, ale ten strój.. Regulamin się kłania, pomyślał. Hermiona lekko otumaniona podniosła wzrok, aby zobaczyć z czym się zderzyła. - Granger.. Minus 20 punktów od Gryffindoru.
- Ale profesorze.. - Parvati pomagała jej się podnieść i dała znak, że muszą się pospieszyć.
- Słucham?
- Em.. Przepraszam. - Minęła go i pobiegła za Parvati. Kilka chwil później zniknęły razem z resztą grupy i pojawiły się pod Areną Trzech Mioteł, niedaleko Hogsmeade. Snape stał w miejscu przez chwilę i w momencie kiedy miał odejść, zauważył na podłodze coś, co wyglądało jak mała, czarna róża. Podniósł ją, przyjrzał się i chowając ją do kieszeni udał się do lochów.
Hermiona miała ciarki na całym ciele. I to nie przez teleportację, ani ujemną temperaturę. Mogła przysiąc, że oczy Snape błysnęły kiedy na nią spojrzał. To chyba jakiś żart, pomyślała. Przecież on nie może.. Nie może być..
Hermiona miała ciarki na całym ciele. I to nie przez teleportację, ani ujemną temperaturę. Mogła przysiąc, że oczy Snape błysnęły kiedy na nią spojrzał. To chyba jakiś żart, pomyślała. Przecież on nie może.. Nie może być..
Otrząsając się z tej wizji, ruszyła za Parvati, w poszukiwaniu chłopaków. Znalazły Rona tuż przy wejściu.
- Gdzie Ginny? - Spytał Ron, udając ogromne zdziwienie. Był raczej kiepskim aktorem.
- A gdzie Harry? - Spytała Hermiona z miną konsternacji, marszcząc brwi.
- Harry nie chciał przyjść. - Powiedział Ron całkiem obojętnym tonem. - Za to jest Seamus. - Seamus pojawił się zaraz za Ronem. Najpierw spojrzał na Hermionę i uśmiechnął się do niej. Później jego wzrok padł na Parvati. Skrzywił się, ale po chwili znów lekko się uśmiechnął. Mimo nie najlepszych ostatnio relacji musiał przyznać, że dziewczyna, ubrana w obcisłą sukienkę we wzór panterki, wyglądała niesamowicie.
Na chwilę zapadła cisza, którą przerwał niski, starszy czarodziej, ogłaszający otwarcie bramki.
- No to wchodzimy? - Rzuciła Hermiona, zastanawiając się, jak potoczą się dziś losy jej przyjaciół.
środa, 26 sierpnia 2015
Na Jawie. Rozdział XIX.
Hermiona kolejny raz w ostatnim czasie udała się na szlaban do lochów. Cały dzień układała to sobie w głowie. Przyjdzie, napisze co ma napisać i wyjdzie. Jest rozsądną dziewczyną i nie pozwoli, by burza hormonów namieszała jej w głowie. Snape jest jej nauczycielem. No.. Można przyznać, że w pewnym sensie jest przystojnym mężczyzną. I jest też inteligentny.. i zdolny. I.. Przestań! Snape. Nauczyciel. Koniec tematu! Zapukała w drzwi i drgnęła lekko, gdy usłyszała standardowe zimne:
-Wejść. - Dziewczyna odważnym krokiem weszła do sali. Snape stał przy jednym z blatów i ważył jakiś eliksir. Odwrócił się przez ramię i po chwili wrócił do pracy. - Siadaj i nie przeszkadzaj. Zaraz skończę.
- To wypracowanie..
- Zapomnij o nim. Jesteś tu z innego powodu. - Powiedział spokojnie. Hermiona zmieszana usiadła w jednej z ławek i w ciszy przyglądała się pracy Mistrza Eliksirów. Chciała zapytać, co jest grane, ale wiedziała, że chwila rozproszenia podczas tworzenia eliksiru może być groźna w skutkach. Przyglądała mu się i czekała, aż skończy. Rzadko można było przyjrzeć mu się gdy pracuje, ale musiała przyznać, że było na co popatrzeć. Podczas tworzenia eliksiru był całkowicie spokojny i skupiony. Wszystkie jego ruchy były przemyślane i zdecydowane, ale jednocześnie delikatne. Było w tym tyle elegancji i gracji, że całkowicie nie przypominał rozwrzeszczanego gbura z lochów. Wrzucił do kociołka idealnie pokrojoną skórkę boomslanga, zamieszał trzy razy i podszedł do biurka. Wziął z niego mały plik pergaminów i odwrócił się do Hermiony.
- Po pierwsze, do przerwy świątecznej masz tu codziennie szlabany. - powiedział obojętnym tonem.
- Słucham? Za co?
- Nie wiem. Wymyśl coś.
- Co? Nie rozumiem. Dlaczeg-
- Po drugie, ani słowa Potterowi i Weasleyowi. - podał jej zwitek pergaminów. - To są eliksiry, które będziesz przygotowywać. Nie są skomplikowane, a ja nie mam na nie czasu. Profesor Dumbledore, nakazał mi znaleźć kogoś z Zakonu do.. pomocy - Parsknął - więc dla świętego spokoju to robię. Z pośród wszystkich półgłówków tobie najmniej boję się to powierzyć. Powinnaś niczego nie zepsuć.
- Ale Profesor Dumbledore nie pozwolił nam dołączyć do Zakonu. A jeśli Ron albo Harry-
- Granger nie lubię się powtarzać. Potter i Weasley nic nie wiedzą. Jesteście w Zakonie tak czy inaczej. Po prostu dyrektor nie chce was angażować i narażać wysyłając na misje, dopóki nie ma takiej potrzeby. Jesteście niepełnoletni i musicie się uczyć, a nie zajmować sprawami Zakonu. Znając umiejętności Pottera i Weasleya, Pan-Wybraniec nie przeżyłby do spotkania z Czarnym Panem. Dyrektor zrobił ten jeden wyjątek, ze względu na zmniejszone ryzyko zrobienia konkretnej głupoty z twojej strony. Potrafisz to zrobić, czy będziesz marnować mój czas.
- Ja -a. Dobrze. Postaram się.
- Mam nadzieję, - obrzucił ją znudzonym spojrzeniem i wrócił do warzenia eliksiru. Hermiona wzięła pergaminy i ruszyła w stronę wyjścia. Nie spodziewała się tego, ale może zdobędzie jakieś informacje o Zakonie. Gorzej, że będzie musiała oszukać przyjaciół. I spędzać czas ze Snapem.
- Wczoraj.. - Była już przy drzwiach, gdy odezwał się chłodno. Dziewczyna stanęła jak wryta. Tylko nie to, pomyślała - Nie wiem co ci wpadło do tego rozczochranego łba, ale nie wzięłaś eliksirów dla pani Pomfrey. - Hermiona zauważyła lecącą w jej stronę małą paczuszkę, którą wczoraj widziała w rękach Snape, gdy wszedł do pokoju. Wzięła ją ostrożnie i czym prędzej wyszła z lochów. Zaniosła eliksiry do Skrzydła Szpitalnego i wróciła do Wieży Gryffindoru. Zostało już tylko kilku gryfonów z młodszych roczników. Zastała tam też Rona.
Tak naprawdę do tej pory nie zauważyła jak bardzo zmienił się, od ich pierwszego spotkania w pociągu Hogwarts Express. Już nie był małym, płochliwym rudzielcem, przyjacielem Tego-Pottera. W ciągu sześciu lat niesamowicie wydoroślał. Był od niej prawie o głowę wyższy, miał jasne rudawe włosy, ładne błękitne oczy i zawadiacki uśmiech. Był teraz bardzo pewny siebie. W końcu został obrońcą w drużynie Gryffindoru. Może nie najlepiej się uczył i często wpadał w kłopoty, ale był naprawdę świetnym przyjacielem.
- Co za dupek. - Hermiona z udawaną wściekłością rzuciła się na kanapę obok Rona. - Uwierzysz, że dostałam od Snape szlaban do końca semestru?
- Co?! Do końca go pogięło? Pewnie znowu całkowicie bez powodu, nie?
- No.. możliwe, że mogłam coś wspomnieć o tym, że jest złośliwym pajacem.
- Łoo. Ostro jedziesz dziewczyno. - Ron uśmiechnął się serdecznie. - A ten.. Wiesz już co robisz biletami na koncert?
- Jeszcze nad tym myślę, a co? - Tak naprawdę, oprócz chytrego planu ponownego zeswatania Parvati i Seamusa, chciała wybrać się na koncert z Ginny. Jednak wiedziała, że ruda nie będzie chciała teraz iść. Znała ją na tyle dobrze, żeby wiedzieć, kiedy nie ma ochoty na niczyje towarzystwo. Hermiona nie chciała mówić Ronowi o tym, co powiedziała jej przyjaciółka. Chciała najpierw porozmawiać o tym z Harrym. Na spokojnie.
- Wiesz, pomyślałem, że skoro już masz te bilety, to moglibyśmy pójść razem na ten koncert. No wiesz, ty, ja, Ginny i Harry.
- Em.. - ściszyła głos i przysunęła się bliżej. - Chcę żeby Parv i Seamus znów się zeszli. Na prawdę powinni być razem. Mam 4 bilety. Wątpię, żeby Harry i Ginny chcieli iść. No wiesz, razem. Możemy iść we dwoje. Będzie fajnie. - Chłopak uśmiechnął się jeszcze bardziej i kiwnął, a w jego oczach coś błysnęło. Hermionie przeszło przez myśl, że Ronowi o to właśnie chodziło i.. może oczekiwał czegoś więcej, niż tylko przyjacielskiego wyjścia. Ale już zaproponowała wyjście, więc głupio jej było zrezygnować. I nie wiedziała w nim nikogo więcej, niż tylko przyjaciela. (Chyba.) I chciała, żeby tak zostało. Porozmawiała z nim chwilę i zmęczona, poszła do swojego dormitorium. Tam wyciągnęła pergaminy od Snape i przyjrzała się im. Eliksir Wielosokowy, o trochę zmienionych składnikach, Veritaserum, pieprzowy i kilka leczniczych. Umie je przygotować bez żadnego problemu. Spokojnie da sobie radę. Co prawda kusiło ją, aby powiedzieć o tym chłopakom, ale skoro Dumbledore zabronił, to musi mieć ku temu powód. Powinna mu zaufać i nie przejmować się tym. Za kilka dni miał odbyć się koncert i musiała wymyślić jak to rozegrać, żeby znalazł się tam Seamus i Parvati, aby mogli ze sobą porozmawiać i oczywiście co zrobić, żeby Lavender wszystkiego nie zniszczyła. Jak zwykle musiała radzić sobie sama i miała pełne ręce roboty.
- To wypracowanie..
- Zapomnij o nim. Jesteś tu z innego powodu. - Powiedział spokojnie. Hermiona zmieszana usiadła w jednej z ławek i w ciszy przyglądała się pracy Mistrza Eliksirów. Chciała zapytać, co jest grane, ale wiedziała, że chwila rozproszenia podczas tworzenia eliksiru może być groźna w skutkach. Przyglądała mu się i czekała, aż skończy. Rzadko można było przyjrzeć mu się gdy pracuje, ale musiała przyznać, że było na co popatrzeć. Podczas tworzenia eliksiru był całkowicie spokojny i skupiony. Wszystkie jego ruchy były przemyślane i zdecydowane, ale jednocześnie delikatne. Było w tym tyle elegancji i gracji, że całkowicie nie przypominał rozwrzeszczanego gbura z lochów. Wrzucił do kociołka idealnie pokrojoną skórkę boomslanga, zamieszał trzy razy i podszedł do biurka. Wziął z niego mały plik pergaminów i odwrócił się do Hermiony.
- Po pierwsze, do przerwy świątecznej masz tu codziennie szlabany. - powiedział obojętnym tonem.
- Słucham? Za co?
- Nie wiem. Wymyśl coś.
- Co? Nie rozumiem. Dlaczeg-
- Po drugie, ani słowa Potterowi i Weasleyowi. - podał jej zwitek pergaminów. - To są eliksiry, które będziesz przygotowywać. Nie są skomplikowane, a ja nie mam na nie czasu. Profesor Dumbledore, nakazał mi znaleźć kogoś z Zakonu do.. pomocy - Parsknął - więc dla świętego spokoju to robię. Z pośród wszystkich półgłówków tobie najmniej boję się to powierzyć. Powinnaś niczego nie zepsuć.
- Ale Profesor Dumbledore nie pozwolił nam dołączyć do Zakonu. A jeśli Ron albo Harry-
- Granger nie lubię się powtarzać. Potter i Weasley nic nie wiedzą. Jesteście w Zakonie tak czy inaczej. Po prostu dyrektor nie chce was angażować i narażać wysyłając na misje, dopóki nie ma takiej potrzeby. Jesteście niepełnoletni i musicie się uczyć, a nie zajmować sprawami Zakonu. Znając umiejętności Pottera i Weasleya, Pan-Wybraniec nie przeżyłby do spotkania z Czarnym Panem. Dyrektor zrobił ten jeden wyjątek, ze względu na zmniejszone ryzyko zrobienia konkretnej głupoty z twojej strony. Potrafisz to zrobić, czy będziesz marnować mój czas.
- Ja -a. Dobrze. Postaram się.
- Mam nadzieję, - obrzucił ją znudzonym spojrzeniem i wrócił do warzenia eliksiru. Hermiona wzięła pergaminy i ruszyła w stronę wyjścia. Nie spodziewała się tego, ale może zdobędzie jakieś informacje o Zakonie. Gorzej, że będzie musiała oszukać przyjaciół. I spędzać czas ze Snapem.
- Wczoraj.. - Była już przy drzwiach, gdy odezwał się chłodno. Dziewczyna stanęła jak wryta. Tylko nie to, pomyślała - Nie wiem co ci wpadło do tego rozczochranego łba, ale nie wzięłaś eliksirów dla pani Pomfrey. - Hermiona zauważyła lecącą w jej stronę małą paczuszkę, którą wczoraj widziała w rękach Snape, gdy wszedł do pokoju. Wzięła ją ostrożnie i czym prędzej wyszła z lochów. Zaniosła eliksiry do Skrzydła Szpitalnego i wróciła do Wieży Gryffindoru. Zostało już tylko kilku gryfonów z młodszych roczników. Zastała tam też Rona.
Tak naprawdę do tej pory nie zauważyła jak bardzo zmienił się, od ich pierwszego spotkania w pociągu Hogwarts Express. Już nie był małym, płochliwym rudzielcem, przyjacielem Tego-Pottera. W ciągu sześciu lat niesamowicie wydoroślał. Był od niej prawie o głowę wyższy, miał jasne rudawe włosy, ładne błękitne oczy i zawadiacki uśmiech. Był teraz bardzo pewny siebie. W końcu został obrońcą w drużynie Gryffindoru. Może nie najlepiej się uczył i często wpadał w kłopoty, ale był naprawdę świetnym przyjacielem.
- Co za dupek. - Hermiona z udawaną wściekłością rzuciła się na kanapę obok Rona. - Uwierzysz, że dostałam od Snape szlaban do końca semestru?
- Co?! Do końca go pogięło? Pewnie znowu całkowicie bez powodu, nie?
- No.. możliwe, że mogłam coś wspomnieć o tym, że jest złośliwym pajacem.
- Łoo. Ostro jedziesz dziewczyno. - Ron uśmiechnął się serdecznie. - A ten.. Wiesz już co robisz biletami na koncert?
- Jeszcze nad tym myślę, a co? - Tak naprawdę, oprócz chytrego planu ponownego zeswatania Parvati i Seamusa, chciała wybrać się na koncert z Ginny. Jednak wiedziała, że ruda nie będzie chciała teraz iść. Znała ją na tyle dobrze, żeby wiedzieć, kiedy nie ma ochoty na niczyje towarzystwo. Hermiona nie chciała mówić Ronowi o tym, co powiedziała jej przyjaciółka. Chciała najpierw porozmawiać o tym z Harrym. Na spokojnie.
- Wiesz, pomyślałem, że skoro już masz te bilety, to moglibyśmy pójść razem na ten koncert. No wiesz, ty, ja, Ginny i Harry.
- Em.. - ściszyła głos i przysunęła się bliżej. - Chcę żeby Parv i Seamus znów się zeszli. Na prawdę powinni być razem. Mam 4 bilety. Wątpię, żeby Harry i Ginny chcieli iść. No wiesz, razem. Możemy iść we dwoje. Będzie fajnie. - Chłopak uśmiechnął się jeszcze bardziej i kiwnął, a w jego oczach coś błysnęło. Hermionie przeszło przez myśl, że Ronowi o to właśnie chodziło i.. może oczekiwał czegoś więcej, niż tylko przyjacielskiego wyjścia. Ale już zaproponowała wyjście, więc głupio jej było zrezygnować. I nie wiedziała w nim nikogo więcej, niż tylko przyjaciela. (Chyba.) I chciała, żeby tak zostało. Porozmawiała z nim chwilę i zmęczona, poszła do swojego dormitorium. Tam wyciągnęła pergaminy od Snape i przyjrzała się im. Eliksir Wielosokowy, o trochę zmienionych składnikach, Veritaserum, pieprzowy i kilka leczniczych. Umie je przygotować bez żadnego problemu. Spokojnie da sobie radę. Co prawda kusiło ją, aby powiedzieć o tym chłopakom, ale skoro Dumbledore zabronił, to musi mieć ku temu powód. Powinna mu zaufać i nie przejmować się tym. Za kilka dni miał odbyć się koncert i musiała wymyślić jak to rozegrać, żeby znalazł się tam Seamus i Parvati, aby mogli ze sobą porozmawiać i oczywiście co zrobić, żeby Lavender wszystkiego nie zniszczyła. Jak zwykle musiała radzić sobie sama i miała pełne ręce roboty.
środa, 12 sierpnia 2015
Na Jawie. Rozdział XVIII.
Hermiona ruszyła w stronę biblioteki - jej ukochanego miejsca na świecie. Lekcja Obrony przed Czarną Magią zaczynała się dopiero za kwadrans, a Lupin (który został przywrócony na to stanowisko na początku tego roku, dzięki wstawiennictwu Dumbledora) zawsze chwilę się spóźniał. Gryfonka zawsze miała to do siebie, że gdy tylko wchodziła do biblioteki ciężko było ją stamtąd wyciągnąć. Gdy tylko skończyła jedną książkę, od razu pojawiały się dziesiątki innych warte uwagi. Jednak tym razem miało to wyglądać inaczej. Weszła do biblioteki, skinęła pani Pince i od razu udała się w kierunku działu najbardziej oddalonego od wejścia. Działu, który od trzeciej klasy uważała za najbardziej bezwartościowy. Podeszła do ogromnego regału na którym wisiała mała tabliczka z napisem 'WRÓŻBIARSTWO'. Rozejrzała się uważnie czy nikt jej nie widzi i zaczęła wyciągać książki z torby. Wzięła kilka tydzień temu, aby dowiedzieć się czegoś o snach i ich tłumaczeniu (jedyny moment, w którym żałowała odejścia z lekcji Wróżbiarstwa). Jednak po wczorajszej sytuacji nie chciała wiedzieć niczego. Tłumaczyła sobie, że jej mózg płata dziwne figle i jest to wywołane stresem na lekcji Eliksirów i.. hormonami?. Tak naprawdę sama w to nie wierzyła, ale to było lepsze niż rozmyślanie dlaczego widziała we śnie mieszkanie swojego nauczyciela, z samym zainteresowanym i nią w bardzo.. niepoprawnej sytuacji. Ułożyła przed sobą na małym stoliku 'Demaskowanie Przyszłości. Tom IV', 'Starożytna Magia - Jak Widzieć Przyszłość?', 'Co Mówi Moje Wewnętrzne Oko?' i 'Wróżenie Ze Snów. Tom II'. Wyciągała właśnie różdżkę, aby odesłać książki na swoje miejsce, gdy usłyszała skrzekliwy głos bibliotekarki:
- Na samym końcu. Pomóc ci coś znaleźć?
- Nie, Irmo. Potrafię czytać. - Od razu rozpoznała ten wiecznie chłodny i przesiąknięty jadem głos. Snape szedł prawdopodobnie w jej stronę. Wystraszona machnęła różdżką narzucając na siebie zaklęcie kameleona i cofnęła się na sam skraj regału. Chwilę później, w miejscu gdzie przed chwilą stała, pojawiła się postać, której nie można było z nikim pomylić. Zrobiło jej się słabo. Snape stał kilka metrów od niej. Zdziwiło ją jego zachowanie. Swoim przenikliwym spojrzeniem przeglądał właśnie uważnie książki. Książki o wróżbiarstwie. Stał tak przez jakieś dwie minuty i wyraźnie niczego nie znalazł. Jednak potem jego wzrok padł na stosik książek przyniesionych przez Hermionę. Rozejrzał się, szukając osoby, które je przyniosła i zaczął je przeglądać. Po chwili odszedł zabierając wszystkie ze sobą. Dopiero gdy usłyszała z daleka '10 punktów od Hufflepuffu' zdjęła z siebie zaklęcie i wyszła z ukrycia. Zastanowiło ją, po co Mistrzowi Eliksirów te książki? Wychodząc wzięła jeszcze książkę o współczesnych zastosowaniach eliksirów i udała się w kierunku klasy Lupina.
- Na samym końcu. Pomóc ci coś znaleźć?
- Nie, Irmo. Potrafię czytać. - Od razu rozpoznała ten wiecznie chłodny i przesiąknięty jadem głos. Snape szedł prawdopodobnie w jej stronę. Wystraszona machnęła różdżką narzucając na siebie zaklęcie kameleona i cofnęła się na sam skraj regału. Chwilę później, w miejscu gdzie przed chwilą stała, pojawiła się postać, której nie można było z nikim pomylić. Zrobiło jej się słabo. Snape stał kilka metrów od niej. Zdziwiło ją jego zachowanie. Swoim przenikliwym spojrzeniem przeglądał właśnie uważnie książki. Książki o wróżbiarstwie. Stał tak przez jakieś dwie minuty i wyraźnie niczego nie znalazł. Jednak potem jego wzrok padł na stosik książek przyniesionych przez Hermionę. Rozejrzał się, szukając osoby, które je przyniosła i zaczął je przeglądać. Po chwili odszedł zabierając wszystkie ze sobą. Dopiero gdy usłyszała z daleka '10 punktów od Hufflepuffu' zdjęła z siebie zaklęcie i wyszła z ukrycia. Zastanowiło ją, po co Mistrzowi Eliksirów te książki? Wychodząc wzięła jeszcze książkę o współczesnych zastosowaniach eliksirów i udała się w kierunku klasy Lupina.
***
- Widzieliście ostatnio Malfoya?
- W sumie to nie. - Trójka przyjaciół czekała pod klasą Transmutacjii na ostatnie tego dnia zajęcia. Dziś wszyscy zachowywali się dziwnie. Najpierw Snape w bibliotece, później Remus, którego chcieli zapytać o działania Zakonu, spławił ich twierdząc, że ma bardzo ważną sprawę do załatwienia. I jeszcze Harry, który stawał się bardzo nerwowy na każde wspomnienie o Ginny. Chyba Ron miał rację, coś między tą dwójką było nie tak.
- Ostatni raz widziałam go chyba w zeszłym tygodniu. Nie żeby mi to przeszkadzało. Ale nie jest to podejrzane?
- Może. Raczej się nie dowiemy. Z resztą po co zawracać sobie głowę Malfoyem? To przecież Malfoy. - I tym 'pozytywnym' akcentem zakończyli rozmowę, gdyż zjawiła się profesor McGonagall. Z nią też próbowali porozmawiać po lekcji. Na szczęście nie spławiła ich od razu. Potwierdziła, że atak na mugolską wioskę był sprawką Śmierciożerców. Jednak nie chciała powiedzieć nic więcej. Powiedziała, że Dumbledore ma powody, dla których nie chce ich wtajemniczyć w działania Zakonu. I oczywiście zapewniała ich, że nie powinni się tym przejmować. Cóż, jeśli będą się chcieli czegoś dowiedzieć to na własną rękę. Z resztą jak zwykle. Po lekcjach Harry z Ronem siedzieli w Pokoju Wspólnym, grając w szachy czarodziejów, a Hermiona próbowała znaleźć Ginny, której nie widziała od rana. Znalazła ją w dormitorium dziewczyny, całą zapłakaną.
- H-Harry po-pogodził się z Cho-o.- Tyle zdążyła wydukać ruda zanim na dobre wybuchnęła płaczem. Starsza gryfonka nie musiała pytać, czemu tak gwałtownie reaguje. Wiedziała co było między Harrym i Cho w zeszłym roku. I mimo tego, że nie rozmawiali ze sobą od czerwca, a Ginny z Harrym zostali parą końcem sierpnia, była chorobliwie zazdrosna. Hermiona próbowała jej tłumaczyć, że powinna zaufać Harremu, jednak to nie skutkowało. Ginny wypłakując sobie oczy zasnęła na kolanach starszej przyjaciółki. Ta ułożyła ją na łóżku i przykryła. Wychodząc z Pokoju Wspólnego zerknęła na chłopców. Nadal grali w szachy, śmiejąc się i dogadując sobie nawzajem. Będzie musiała porozmawiać z Harrym na osobności. Jednak teraz nie miała czasu. Nadszedł moment, którego obawiała się od wczoraj. Zastanawiała się, czy może nie próbować się wymigać. Nie! Jest prawdziwą gryfonką. Nie stchórzy! Nie boi się przerośniętego nietoperza! Z tą myślą udała się do lochów.
- Ostatni raz widziałam go chyba w zeszłym tygodniu. Nie żeby mi to przeszkadzało. Ale nie jest to podejrzane?
- Może. Raczej się nie dowiemy. Z resztą po co zawracać sobie głowę Malfoyem? To przecież Malfoy. - I tym 'pozytywnym' akcentem zakończyli rozmowę, gdyż zjawiła się profesor McGonagall. Z nią też próbowali porozmawiać po lekcji. Na szczęście nie spławiła ich od razu. Potwierdziła, że atak na mugolską wioskę był sprawką Śmierciożerców. Jednak nie chciała powiedzieć nic więcej. Powiedziała, że Dumbledore ma powody, dla których nie chce ich wtajemniczyć w działania Zakonu. I oczywiście zapewniała ich, że nie powinni się tym przejmować. Cóż, jeśli będą się chcieli czegoś dowiedzieć to na własną rękę. Z resztą jak zwykle. Po lekcjach Harry z Ronem siedzieli w Pokoju Wspólnym, grając w szachy czarodziejów, a Hermiona próbowała znaleźć Ginny, której nie widziała od rana. Znalazła ją w dormitorium dziewczyny, całą zapłakaną.
- H-Harry po-pogodził się z Cho-o.- Tyle zdążyła wydukać ruda zanim na dobre wybuchnęła płaczem. Starsza gryfonka nie musiała pytać, czemu tak gwałtownie reaguje. Wiedziała co było między Harrym i Cho w zeszłym roku. I mimo tego, że nie rozmawiali ze sobą od czerwca, a Ginny z Harrym zostali parą końcem sierpnia, była chorobliwie zazdrosna. Hermiona próbowała jej tłumaczyć, że powinna zaufać Harremu, jednak to nie skutkowało. Ginny wypłakując sobie oczy zasnęła na kolanach starszej przyjaciółki. Ta ułożyła ją na łóżku i przykryła. Wychodząc z Pokoju Wspólnego zerknęła na chłopców. Nadal grali w szachy, śmiejąc się i dogadując sobie nawzajem. Będzie musiała porozmawiać z Harrym na osobności. Jednak teraz nie miała czasu. Nadszedł moment, którego obawiała się od wczoraj. Zastanawiała się, czy może nie próbować się wymigać. Nie! Jest prawdziwą gryfonką. Nie stchórzy! Nie boi się przerośniętego nietoperza! Z tą myślą udała się do lochów.
sobota, 1 sierpnia 2015
Na Jawie. Rozdział XVII.
- Mówię ci. Coś jest między nimi nie tak. - powiedział Ronald Weasley z zaniepokojeniem na twarzy, przełykając owsiankę.
- Przestań. Wydaje ci się. Jeśli coś byłoby nie tak, to przecież wiedzielibyśmy o tym.
- Nie odzywają się do siebie od kilku dni. Całkowicie się unikają.
- Może się posprzeczali. Ale przecież już nieraz się kłócili. To normalne w związkach, Ron.
- Ale zawsze od razu się godzili. Nie wiem jak mogłaś tego nie zauważyć. Już kiedy byliśmy u ciebie po twoim wypadku widać było, że są pokłóceni. - Ron popatrzył na Hermionę z wyrzutem, ale też wyglądał na przygnębionego. Martwił się o siostrę i przyjaciela. Dziewczyna oczywiście też, ale w tym momencie było jej niesamowicie głupio. Ostatnich parę dni było dla niej.. ciężkie, ale powinna widzieć, że coś jest nie tak między Harrym i Ginny. Ron miał racje, nigdy nie gniewali się na siebie dłużej niż dwa dni. Wprawdzie na wczorajszej kolacji Ginny zachowywała się całkiem normalnie. Ale przecież nie był tam Harrego. Dumbledore chciał z nim porozmawiać gdy tylko wrócił do zamku, ale nie mógł go znaleźć. Więc wezwał go zaraz po lekcjach. Chciała z nim porozmawiać, ale widocznie wrócił dość późno, a Hermiona miała raczej.. kiepski dzień. W tym właśnie momencie chłopak wszedł do Wielkiej Sali i usiadł obok przyjaciół. Wyglądał na nieco zestresowanego.
- Co jest? Późno wczoraj wróciłeś.
- Słuchajcie muszę z wami pogadać.To bardzo ważna sprawa.
- Harry, co się stało? - Spytała dziewczyna. Wybraniec wyglądał na spiętego. Po chwili do Wielkiej Sali zaczęły wlatywać sowy z pocztą.
- Ej słuchajcie tego. - Przerwał Ron wziąwszy do ręki 'Proroka codziennego' - 'Mugolska wioska doszczętnie zniszczona. Ministerstwo bada okoliczności wypadku.'
- Wypadku? Czy to jest jakiś żart? - Hermiona mocno się zdenerwowała. Czarny Pan wrócił. Wszyscy o tym wiedzieli. Chwilę po bitwie w Departamencie Tajemnic obwieszczenie trafiło do gazety. Jednak niedługo po tym śmierciorzercy opanowali Ministerstwo Magii. Knot pozostał przy władzy, ale niewiadome były przyczyny tego. Na pewno był zastraszany i kontrolowany. Było naprawdę źle. A mimo to dyrektor nie brał nawet pod uwagę ich chęci działań. Nie zezwolił im na dołączenie do Zakonu. Mimo wielu próśb i starań uważał ich za zbyt młodych. To wszystko dotyczyło Harrego. On był Wybrańcem. Mimo tego, że i tak byli to wszystko wplątani, skutecznie unikał ich wszelkich prób dołączenia do Zakonu. Ale i tak wiedzieli, że ten aktywnie działa. Dumbledore często znikał na kilka dni, a nauczyciele należący do Zakonu kilka razy w tygodniu znikali wieczorami. Mogli jedynie liczyć na to, że dyrektor w końcu łaskawie pozwoli im na to.
- Posłuchajcie. - powiedział Harry, rzucając na ich trójkę zaklęcie przeciw podsłuchiwaniu. - Dumbledore wezwał mnie wczoraj do siebie. Odnalazł kolejny Horkruks.
- To dobrze. To znaczy że..
- Nie możemy dołączyć do Zakonu. Chciał mi powiedzieć, że dają sobie radę. Żebyśmy się tym nie przejmowali, bo reszta Zakonu nad wszystkim panuje. Jakby to było takie łatwe.
- Nie rozumiem dlaczego chce trzymać nas od tego daleko. Harry ma zabić Sami-Wiecie-Kogo, moja cała rodzina należy do Zakonu, a Hermiona.. wie wszystko. I tak jesteśmy tego częścią.
- I tak nic z tym nie zrobimy. Skoro Dumbledore coś postanowił, to nic nie możemy zrobić. A teraz wybaczcie. - Hermiona dopiła sok z dyni i wstała od stołu - Muszę iść do biblioteki. - Chłopcy zaśmiali się mrucząc coś w stylu 'jak zwykle' i kończyli śniadanie pochłonięci rozmową o odwołanych meczach Quidditcha przez złą pogodę.
- Przestań. Wydaje ci się. Jeśli coś byłoby nie tak, to przecież wiedzielibyśmy o tym.
- Nie odzywają się do siebie od kilku dni. Całkowicie się unikają.
- Może się posprzeczali. Ale przecież już nieraz się kłócili. To normalne w związkach, Ron.
- Ale zawsze od razu się godzili. Nie wiem jak mogłaś tego nie zauważyć. Już kiedy byliśmy u ciebie po twoim wypadku widać było, że są pokłóceni. - Ron popatrzył na Hermionę z wyrzutem, ale też wyglądał na przygnębionego. Martwił się o siostrę i przyjaciela. Dziewczyna oczywiście też, ale w tym momencie było jej niesamowicie głupio. Ostatnich parę dni było dla niej.. ciężkie, ale powinna widzieć, że coś jest nie tak między Harrym i Ginny. Ron miał racje, nigdy nie gniewali się na siebie dłużej niż dwa dni. Wprawdzie na wczorajszej kolacji Ginny zachowywała się całkiem normalnie. Ale przecież nie był tam Harrego. Dumbledore chciał z nim porozmawiać gdy tylko wrócił do zamku, ale nie mógł go znaleźć. Więc wezwał go zaraz po lekcjach. Chciała z nim porozmawiać, ale widocznie wrócił dość późno, a Hermiona miała raczej.. kiepski dzień. W tym właśnie momencie chłopak wszedł do Wielkiej Sali i usiadł obok przyjaciół. Wyglądał na nieco zestresowanego.
- Co jest? Późno wczoraj wróciłeś.
- Słuchajcie muszę z wami pogadać.To bardzo ważna sprawa.
- Harry, co się stało? - Spytała dziewczyna. Wybraniec wyglądał na spiętego. Po chwili do Wielkiej Sali zaczęły wlatywać sowy z pocztą.
- Ej słuchajcie tego. - Przerwał Ron wziąwszy do ręki 'Proroka codziennego' - 'Mugolska wioska doszczętnie zniszczona. Ministerstwo bada okoliczności wypadku.'
- Wypadku? Czy to jest jakiś żart? - Hermiona mocno się zdenerwowała. Czarny Pan wrócił. Wszyscy o tym wiedzieli. Chwilę po bitwie w Departamencie Tajemnic obwieszczenie trafiło do gazety. Jednak niedługo po tym śmierciorzercy opanowali Ministerstwo Magii. Knot pozostał przy władzy, ale niewiadome były przyczyny tego. Na pewno był zastraszany i kontrolowany. Było naprawdę źle. A mimo to dyrektor nie brał nawet pod uwagę ich chęci działań. Nie zezwolił im na dołączenie do Zakonu. Mimo wielu próśb i starań uważał ich za zbyt młodych. To wszystko dotyczyło Harrego. On był Wybrańcem. Mimo tego, że i tak byli to wszystko wplątani, skutecznie unikał ich wszelkich prób dołączenia do Zakonu. Ale i tak wiedzieli, że ten aktywnie działa. Dumbledore często znikał na kilka dni, a nauczyciele należący do Zakonu kilka razy w tygodniu znikali wieczorami. Mogli jedynie liczyć na to, że dyrektor w końcu łaskawie pozwoli im na to.
- Posłuchajcie. - powiedział Harry, rzucając na ich trójkę zaklęcie przeciw podsłuchiwaniu. - Dumbledore wezwał mnie wczoraj do siebie. Odnalazł kolejny Horkruks.
- To dobrze. To znaczy że..
- Nie możemy dołączyć do Zakonu. Chciał mi powiedzieć, że dają sobie radę. Żebyśmy się tym nie przejmowali, bo reszta Zakonu nad wszystkim panuje. Jakby to było takie łatwe.
- Nie rozumiem dlaczego chce trzymać nas od tego daleko. Harry ma zabić Sami-Wiecie-Kogo, moja cała rodzina należy do Zakonu, a Hermiona.. wie wszystko. I tak jesteśmy tego częścią.
- I tak nic z tym nie zrobimy. Skoro Dumbledore coś postanowił, to nic nie możemy zrobić. A teraz wybaczcie. - Hermiona dopiła sok z dyni i wstała od stołu - Muszę iść do biblioteki. - Chłopcy zaśmiali się mrucząc coś w stylu 'jak zwykle' i kończyli śniadanie pochłonięci rozmową o odwołanych meczach Quidditcha przez złą pogodę.
środa, 8 lipca 2015
Na Jawie. Rozdział XVI.
Obudził się gdy zaczynało świtać. Pierwsze jaskrawe światło poranka raziło go w oczy. Wczoraj późno położył się spać. Miał ostatnio bardzo dużo na głowie i mało sypiał. Rano wstawał wcześnie, aby przygotować się na lekcje z tymi kretynami. A kiedy nie robił tego poprawiał ich wypociny, warzył eliksiry i załatwiał sprawy dla Albusa. Wcześniej mu to nie przeszkadzało, jednak teraz chciał mieć więcej wolnego czasu. I co najlepsze w dniu kiedy miał wolne, obudził się z rana. I wiedział że już nie zaśnie. Zacisnął pięści na kołdrze. Obrócił się na plecy i wpatrywał w sufit. Przymknął powieki w złudnej nadziei na jeszcze kilkanaście minut snu. Jednak nie było mu to dane. Drobna dłoń zaczęła gładzic go po nagim torsie. Westchnął ciężko i pogładził jej dłoń. Najbardziej w dniu wolnym lubił to, że mógł go w całości spędzić z nią. Mógł z nią rozmawiać. Mógł z nią milczeć. Mógł ja całować. Lub po prostu być blisko niej. Popatrzył na nią czule, gdy otwierała zaspane oczy ziewając. Nadal nie wierzył że tu jest. Obok niego. Że jest jego.
- Obudziłam cię? - uśmiechnęła się słodko przysuwając się bliżej niego, a on ją objął.
- Nie.
- Mmm.. - wtuliła się w niego, przylegając całym ciałem - Kocham cię.
- Ja ciebie też. - odpowiedział słabym głosem. Mimo, że powtarzał jej to każdego dnia wydawało mu się to dziwnie obce. Kochał ją całym sercem. Była dla niego wszystkim. Wciąż przyzwyczajał się do myśli, że tak zniszczony człowiek jak on, może być wart tak cudownej kobiety jak ona. Piękna, inteligentna, zdolna, ułożona. Od zawsze go do niej ciągnęło.Od dawna jej pragnął. Ale kogo obchodziły jego uczucia? Kto chciałby się wiązać ze starym zrzędą z lochów? Nietoperzem, byłym Śmierciorzercą i sługą Voldemorta. A jednak okazało się, że oprócz Lily Evans istniała kobieta, która potrafiła dostrzec w nim więcej niż.. potwora. Ona potrafiła dostrzec o wiele więcej niż Lily. Tak bardzo cieszył się mając ją przy swoim boku. W jej oczach nigdy nie był potworem.. Zawsze próbowała go zrozumieć. Nie oceniała go. Nie osądzała. Była tak doskonała.
- O czym myślisz? - wyrwała go z zamyślenia. Dopiero teraz zorientował się, że jego ukochana obsypuje jego szyję delikatnymi pocałunkami.
- O tobie. - uśmiechnął się delikatnie.
- Wiesz, myślałam ostatnio.. - wyczuł wahanie w jej głosie - Emm.. nie ważne. - Uniósł jej podbródek, aby popatrzyć w jej oczy. Jej piękne brązowe oczy.
- No powiedz. - Odrzuciła z siebie przykrycie i przełożyła prze niego nogę, siadając okrakiem na jego biodrach. Dłońmi gładziła jego tors. Z początku nie pozwalał jej tego robić. Wstydził się swoich blizn. Swojej przeszłości. Jednak ona udawała, że ich nie widzi. Nie zwracała na nie uwagi. Była wyjątkowa. Tak bardzo ja kochał..
- Ja.. - dziewczyna zaczęła drżeć.
- No wykrztuś to.. Hermiono. - Dziewczyna popatrzyła na niego zmieszana.
I w tym momencie poderwał się na łóżku i szeroko otworzyło oczy. Wcale nie świtało. Nadal była noc. A u jego boku nie spała żadna kobieta. Znów miał ten cholerny sen. Ułożył się wygodnie na łóżku. Po czym spoliczkował się.
-Weź się w garść, durniu! - zaczął karcić się w myślach - Głupiejesz na starość! To są tylko przeklęte sny! Przestań w kółko o niej myśleć!
- Nie.
- Mmm.. - wtuliła się w niego, przylegając całym ciałem - Kocham cię.
- Ja ciebie też. - odpowiedział słabym głosem. Mimo, że powtarzał jej to każdego dnia wydawało mu się to dziwnie obce. Kochał ją całym sercem. Była dla niego wszystkim. Wciąż przyzwyczajał się do myśli, że tak zniszczony człowiek jak on, może być wart tak cudownej kobiety jak ona. Piękna, inteligentna, zdolna, ułożona. Od zawsze go do niej ciągnęło.Od dawna jej pragnął. Ale kogo obchodziły jego uczucia? Kto chciałby się wiązać ze starym zrzędą z lochów? Nietoperzem, byłym Śmierciorzercą i sługą Voldemorta. A jednak okazało się, że oprócz Lily Evans istniała kobieta, która potrafiła dostrzec w nim więcej niż.. potwora. Ona potrafiła dostrzec o wiele więcej niż Lily. Tak bardzo cieszył się mając ją przy swoim boku. W jej oczach nigdy nie był potworem.. Zawsze próbowała go zrozumieć. Nie oceniała go. Nie osądzała. Była tak doskonała.
- O czym myślisz? - wyrwała go z zamyślenia. Dopiero teraz zorientował się, że jego ukochana obsypuje jego szyję delikatnymi pocałunkami.
- O tobie. - uśmiechnął się delikatnie.
- Wiesz, myślałam ostatnio.. - wyczuł wahanie w jej głosie - Emm.. nie ważne. - Uniósł jej podbródek, aby popatrzyć w jej oczy. Jej piękne brązowe oczy.
- No powiedz. - Odrzuciła z siebie przykrycie i przełożyła prze niego nogę, siadając okrakiem na jego biodrach. Dłońmi gładziła jego tors. Z początku nie pozwalał jej tego robić. Wstydził się swoich blizn. Swojej przeszłości. Jednak ona udawała, że ich nie widzi. Nie zwracała na nie uwagi. Była wyjątkowa. Tak bardzo ja kochał..
- Ja.. - dziewczyna zaczęła drżeć.
- No wykrztuś to.. Hermiono. - Dziewczyna popatrzyła na niego zmieszana.
I w tym momencie poderwał się na łóżku i szeroko otworzyło oczy. Wcale nie świtało. Nadal była noc. A u jego boku nie spała żadna kobieta. Znów miał ten cholerny sen. Ułożył się wygodnie na łóżku. Po czym spoliczkował się.
-Weź się w garść, durniu! - zaczął karcić się w myślach - Głupiejesz na starość! To są tylko przeklęte sny! Przestań w kółko o niej myśleć!
wtorek, 5 maja 2015
Na Jawie. Rozdział XV.
Chciała biec jak najszybciej, lecz potykała się o własne nogi. Myślała tylko o tym, aby nie odwracać się za siebie. Uciec jak najdalej od tego miejsca. Jak najdalej od niego. Wybiegła z lochów, z predkoscią heliopaty i przerażeniem na twarzy. Nie myślała o tym, w która stronę biegnie. Po dłuższej chwili straciła dech w piersiach, więc postanowiła przysiąść na ławce. Korytarz był prawie całkowicie pusty. Po drugiej stronie stało jedynie kilku starszych Krukonów, którzy rozmawiali ze sobą. Żaden z nich nie zwracał na nią uwagi. Na całe szczęście. Siedziała na skraju ławki całkowicie roztrzęsiona. Była przeraźliwie blada. Brakowało jej tchu. Cała dygotała na ciele. Ukryła twarz w dłoniach i odetchnęła głęboko. Czuła ucisk w żołądku, a w jej głowie szumiało. Snape.. To był Snape.. To on jej się śnił. To on był jej tajemniczym kochankiem. To z nim.. Na samą myśl tego, co działo się między nimi w jej śnie, dostała ciarek.
-Ohyda! - pomyślała. Przecież to nauczyciel. I to nie byle jaki. Snape! Wredny i okrutny Snape. Ten, który nie ma w sobie ani krzty empatii. Ten, który jest postrachem wszystkich uczniów. Ten, który był.. śmierciożercą. Poddanym Voldemorta. Jego sługom. Ten sam, któremu radość sprawia dręczenie innych. To z nim czuła się bezpiecznie? W jego ramionach?
- Witaj, Hermiono. Jak się miewasz? - zadrżała, słysząc głos Dumbledor'a zmierzającego w jej kierunku. Odruchowo poprawiła włosy i wyprostowała zgarbione plecy. Odetchnęła jeszcze głębiej, aby jak najmniej pokazać, że nie czuję się w najlepiej. - Mam nadzieję, że wszystko w porządku. - Staruszek uśmiechnął się serdecznie.
- Witam profesorze. Ja-a czuje się dobrze. Dziękuję. - również próbowała się uśmiechnąć. Dyrektor usiadło obok niej.
- Cieszę się, że nie stało ci się nic poważnego. Nie było mnie w zamku przez parę dni, ale profesor Snape poinformował mnie o wszystkim. - Hermiona na dźwięk tego nazwiska zesztywniała. Szybko wstała, podziękowała za troskę i odeszła pośpiesznie, mówiąc, że śpieszy się na następną lekcję. Starała się uspokoić zanim dołączyła do Rona i Harrego czekających pod klasą, na zajęcia z transmutacji.
Hermiona bardzo starała się nie myśleć o wcześniejszym zdarzeniu i reszta dnia minęła jej spokojnie. Szczęśliwie ani razu nie wpadła na Snape'a. Następnego dnia nie miała z nim zajęć, ale musiała udać się do niego na szlaban. To właśnie przerażało ją najbardziej. Postanowiła jednak nie myśleć o tym i do końca dnia spędzić miło czas z przyjaciółmi. Podczas kolacji rozmawiała z Seamus'em, który radził się jej co powinien zrobić, w związku z Parvati.
- Zachowała się okropnie. To wszystko wina Lavender. Bez niej Parv jest super dziewczyną. Naprawdę bardzo ją lubię. Ale Lavender.. - chłopak zrezygnowany spuścił głowę. - No i ten koncert. Nie mam zamiaru tam iść razem z nimi. Oddałem Ginny swój bilet. Na pewno będziecie się dobrze bawić.
- Czekaj, nie idziesz? Ginny mi nic nie powiedziała. Przecież chciałeś iść na ten koncert. Oddam mój bilet Dean'owi albo..
- W porządku. Nie za bardzo jarają mnie Fatalne Jędze. Chciałem tam iść, bo Parv je uwielbia. Nie przejmuj się. Do jutra. - uśmiechnął się smutno i wyszedł z Wielkiej Sali.
- Szkoda mi go. - powiedziała Ginny, siadając obok Hermiony. - Nawet nie mam ochoty iść na koncert kiedy wiem, że ona tam będzie.
- Ja też nie. Mogłybyśmy oddać komuś bilety, ale nie wiem kto chciałby je wziąć.
- Weź mój i daj.. komukolwiek. A jutro po kolacji mogłybyśmy ..
- Em.. mam szlaban u.. - Hermiona przełknęła ślinę. Cały dzień udawało jej się nie myśleć, o tym, co wydarzyło się rano, ale w tym momencie wszystko do niej wróciło. - Snape.
-Znowu? Czemu wydaje mi się, że ostatnio strasznie się na ciebie uwziął?
-Nie miałam na dziś zadania. Poza tym wolę szlabany u niego niż u Filch'a.
-Ale.. masz rację. Ron mówił, że na ostatnim szlabanie polerował srebra w izbie pamięci. Znowu. Chociaż karanie za brak zadania w twoim wypadku jest nie fair. Ale.. przecież to Snape. Ma w nosie wszystko i wszystkich. Nie przejmuje się nikim. I wzajemnie. - Ginny uśmiechnęła się złośliwie, a Hermiona przytaknęła cicho. Wiedziała, że prawda może być trochę inna.
Hermiona siedziała do późna z Ginny w pokoju wspólnym. Tłumaczyła się, że chce poczekać, aż jej współlokatorki zasną, ale tak naprawdę, nie chciała zostawać sama ze swoimi myślami. Bała się tego. Bała się zasnąć i znów to wszystko zobaczyć. Powoli ją to przerastało. Postanowiła, że następnego dnia, w przerwie między lekcjami, uda się do biblioteki i zagłębi się w temat wróżbiarstwa i widzenia przyszłości. Jak była świetną uczennicą, tak z lekcji profesor Trelawney nie wyniosła nic. Zrezygnowała z zajęć, ponieważ uważała je za bezwartościowe. Nigdy nie myślała, że kiedy jej się przydadzą. Może się przydadzą.
Wchodząc to sypialni upewniła się, że pozostałe dziewczyny śpią. Po cichu przebrała się w ciepłą piżamę i położyła się do łóżka. Kiedy już miała gasić świeczkę, która wesoło migotała na jej szafce nocnej zauważyła małą, białą karteczkę. A pod nią dwie większe. Bilety. Od razu rozpoznała pismo Parvati.
Tak więc Hermiona miała 4 bilety na koncert Fatalnych Jędz, których nikt nie chciał. Schowała je razem do szuflady, a w jej głowie rodził się pomysł sprytnego wykorzystania ich.
-Ohyda! - pomyślała. Przecież to nauczyciel. I to nie byle jaki. Snape! Wredny i okrutny Snape. Ten, który nie ma w sobie ani krzty empatii. Ten, który jest postrachem wszystkich uczniów. Ten, który był.. śmierciożercą. Poddanym Voldemorta. Jego sługom. Ten sam, któremu radość sprawia dręczenie innych. To z nim czuła się bezpiecznie? W jego ramionach?
- Witaj, Hermiono. Jak się miewasz? - zadrżała, słysząc głos Dumbledor'a zmierzającego w jej kierunku. Odruchowo poprawiła włosy i wyprostowała zgarbione plecy. Odetchnęła jeszcze głębiej, aby jak najmniej pokazać, że nie czuję się w najlepiej. - Mam nadzieję, że wszystko w porządku. - Staruszek uśmiechnął się serdecznie.
- Witam profesorze. Ja-a czuje się dobrze. Dziękuję. - również próbowała się uśmiechnąć. Dyrektor usiadło obok niej.
- Cieszę się, że nie stało ci się nic poważnego. Nie było mnie w zamku przez parę dni, ale profesor Snape poinformował mnie o wszystkim. - Hermiona na dźwięk tego nazwiska zesztywniała. Szybko wstała, podziękowała za troskę i odeszła pośpiesznie, mówiąc, że śpieszy się na następną lekcję. Starała się uspokoić zanim dołączyła do Rona i Harrego czekających pod klasą, na zajęcia z transmutacji.
*
Hermiona bardzo starała się nie myśleć o wcześniejszym zdarzeniu i reszta dnia minęła jej spokojnie. Szczęśliwie ani razu nie wpadła na Snape'a. Następnego dnia nie miała z nim zajęć, ale musiała udać się do niego na szlaban. To właśnie przerażało ją najbardziej. Postanowiła jednak nie myśleć o tym i do końca dnia spędzić miło czas z przyjaciółmi. Podczas kolacji rozmawiała z Seamus'em, który radził się jej co powinien zrobić, w związku z Parvati.
- Zachowała się okropnie. To wszystko wina Lavender. Bez niej Parv jest super dziewczyną. Naprawdę bardzo ją lubię. Ale Lavender.. - chłopak zrezygnowany spuścił głowę. - No i ten koncert. Nie mam zamiaru tam iść razem z nimi. Oddałem Ginny swój bilet. Na pewno będziecie się dobrze bawić.
- Czekaj, nie idziesz? Ginny mi nic nie powiedziała. Przecież chciałeś iść na ten koncert. Oddam mój bilet Dean'owi albo..
- W porządku. Nie za bardzo jarają mnie Fatalne Jędze. Chciałem tam iść, bo Parv je uwielbia. Nie przejmuj się. Do jutra. - uśmiechnął się smutno i wyszedł z Wielkiej Sali.
- Szkoda mi go. - powiedziała Ginny, siadając obok Hermiony. - Nawet nie mam ochoty iść na koncert kiedy wiem, że ona tam będzie.
- Ja też nie. Mogłybyśmy oddać komuś bilety, ale nie wiem kto chciałby je wziąć.
- Weź mój i daj.. komukolwiek. A jutro po kolacji mogłybyśmy ..
- Em.. mam szlaban u.. - Hermiona przełknęła ślinę. Cały dzień udawało jej się nie myśleć, o tym, co wydarzyło się rano, ale w tym momencie wszystko do niej wróciło. - Snape.
-Znowu? Czemu wydaje mi się, że ostatnio strasznie się na ciebie uwziął?
-Nie miałam na dziś zadania. Poza tym wolę szlabany u niego niż u Filch'a.
-Ale.. masz rację. Ron mówił, że na ostatnim szlabanie polerował srebra w izbie pamięci. Znowu. Chociaż karanie za brak zadania w twoim wypadku jest nie fair. Ale.. przecież to Snape. Ma w nosie wszystko i wszystkich. Nie przejmuje się nikim. I wzajemnie. - Ginny uśmiechnęła się złośliwie, a Hermiona przytaknęła cicho. Wiedziała, że prawda może być trochę inna.
*
Hermiona siedziała do późna z Ginny w pokoju wspólnym. Tłumaczyła się, że chce poczekać, aż jej współlokatorki zasną, ale tak naprawdę, nie chciała zostawać sama ze swoimi myślami. Bała się tego. Bała się zasnąć i znów to wszystko zobaczyć. Powoli ją to przerastało. Postanowiła, że następnego dnia, w przerwie między lekcjami, uda się do biblioteki i zagłębi się w temat wróżbiarstwa i widzenia przyszłości. Jak była świetną uczennicą, tak z lekcji profesor Trelawney nie wyniosła nic. Zrezygnowała z zajęć, ponieważ uważała je za bezwartościowe. Nigdy nie myślała, że kiedy jej się przydadzą. Może się przydadzą.
Wchodząc to sypialni upewniła się, że pozostałe dziewczyny śpią. Po cichu przebrała się w ciepłą piżamę i położyła się do łóżka. Kiedy już miała gasić świeczkę, która wesoło migotała na jej szafce nocnej zauważyła małą, białą karteczkę. A pod nią dwie większe. Bilety. Od razu rozpoznała pismo Parvati.
Miałam iść na ten koncert z Seamus'em, ale sprawy się pokomplikowały.
A Lavender nie chce iść beze mnie. Daj je Ginny i Harremu.
Bawcie się dobrze :)
sobota, 11 października 2014
Na Jawie. Rozdział XIV.
Hermiona po dwóch dniach spędzonych pod opieką pani Pomfrey, wyszła ze Skrzydła Szpitalnego w poniedziałek wieczorem. Czuła się już całkowicie dobrze. Pielęgniarka powiedziała jej tylko, żeby zgłosiła się do profesora Snape, po eliksiry, których jej jeszcze nie dostarczył. Dziewczyna, nie bardzo wiedziała jak powinna zachować się w stosunku do nauczyciela. Uratował jej życie. Był przy niej w nocy. Poinformował jej przyjaciół o jej wypadku. I to w normalny sposób. Myślała, że nazwałby ją idiotką, kretynką, czy coś w tym stylu. A zachował się tak.. miło. Jakkolwiek by się nie zachował, ona nadal musiała przyjść jutro na jego lekcję i poprosić o eliksiry. Mogłaby się wtedy dyskretnie zapytać, o jego zachowanie. A może lepiej nie? Tak, lepiej nie zaczynać. Nie wiadomo, co mu przyjdzie do głowy.
Po wyjściu ze szkolnego szpitala Hermiona w towarzystwie Ginny udała się do swojej sypialni. Na nieszczęście czekała tam również Lavender z Parvati. Dziewczyny jak zwykle plotkowały, ale zamilkły jak tylko weszła Hermiona. Ginny idąc z nią pod rękę, posłała im straszne spojrzenie.
- Jak się czujesz, Hermiono? - Zaczęła niewinnie Parvati, nie bardzo wiedząc jak się zachować. Było jej głupio. Chciała ją przeprosić, ale czuła, że powinna z nią porozmawiać sam na sam. Porozmawiać i wszystko wytłumaczyć.
- A co cię to obchodzi? Dlaczego się..
- Przestań Ginny. Czuje się dobrze, dzięki, że pytasz. - Hermiona uśmiechnęła się lekko.
- Mam dla ciebie notatki z zajęć.
- Dziękuję. - Powiedziała Hermiona. Każdy czuł dziwne napięcie w pokoju.
- Oj, trochę niezręcznie, co? - Odezwała się wesoło Lavender, która do tej pory przyglądała się wszystkiemu z dziwnym zainteresowaniem. - Chodź Parv. Pójdziemy na dół. Hermiona musi odpocząć, prawda?
- Właście to.. - nie dokończyła, bo Lavender, ciągnąc za sobą przyjaciółkę zniknęła za drzwiami.
- Ok, to było na maksa dziwne. - Stwierdziła Ginny siadając na łóżku Hermiony. Ta jednak zamiast się położyć, zaczęła przeglądać książki, aby upewnić się, że nie musi wykonać na jutro zadania. Nic nie znalazła. Więc po krótkiej rozmowie poszła spać.
***
Tej nocy znów miała ten dziwny sen. Znów to samo mieszkanie, ten sam pokój i mężczyzna. To zaczynało być nużące. Widziała i kochała kogoś, kto tak naprawdę może nie istnieć. Tyle razy myślała o tajemniczym nieznajomym, próbowała go z kimś skojarzyć, ale nic nie odnajdywała. Tłumaczyła sobie, że to się jeszcze nie wydarzyło. Że to przyszłość i jeszcze nie poznała tego człowieka. Ale było w nim coś bardzo znajomego. Ta myśl nie dawała jej spokoju.
***
- Zerwali? - Hermiona rozmawiając z Ginny prawie zadławiła się tostem z dżemem truskawkowym.
- Tak. Seamus powiedział, że nie chcę się z nią więcej widywać, po tym jak cię potraktowała. Powiedział też, że jeżeli bardziej ufa Lavender, która sama ją wcześniej zmieszała z błotem, a nie jemu czy tobie, to nie mają o czym rozmawiać.
- Wow. Nie wiedziała, że to tak się potoczy. Bardzo mu współczuję.
- Cicho, idzie. - Ginny szturchnęła przyjaciółkę łokciem,a ta znów prawie zadławiła się tostem.
- Cześć dziewczyny? O czym plotkujecie? - Spytał Seamus, dosiadając się do nich.
- A umawiam się z nią na lekcje pływania. Wiesz, kiedyś mogą jej się przydać. - Ginny prychnęła ze śmiechu, a Hermiona posłała jej gniewne spojrzenie.
- To prawda. - Seamus też zaczął się śmiać. - Oj nie gniewaj się Miona. A właściwie to chodź. Chyba nie chcemy spóźnić się na Eliksiry prawda?
- Nigdy. - Hermiona pożegnała Ginny i udała się z Seamus'em do lochów. Po drodze rozmawiali o tym, co się działo w Hogwarcie, podczas gdy ona była w szpitalu. Największym i chyba jedynym wydarzeniem było wyrzucenie Erika z drużyny Quidditch'a. Nie bardzo wiadomo było dlaczego, ale wszyscy mówią, że to dziewczyny z drużyny przekonały kapitana, żeby znalazł kogoś na jego miejsce. Po zerwaniu z Lavender, coraz częściej widziano go z różnym dziewczętami, którym chyba nie przeszkadzały inne.
Po rozpoczęciu zajęć, nastąpiło coś, czego Hermiona spodziewała się najmniej. Profesor Snape, wypisał ingrediencje eliksiru na tablicy, ale zamiast usiąść i poprawiać testy jak zwykle, zaczął zbierać wypracowania na temat "Zastosowanie Eliksiru Prawdy - dawniej i dziś", które zadał wczoraj. Hermiona była zdruzgotana - pierwszy raz nie miała zadania. Ale i jak miała je napisać skoro o nim nie wiedziała.
- To nie moja sprawa. Nie napisałaś zadania, więc przyjdziesz tu dziś.. nie dziś nie mogę. Przyjdziesz do mnie jutro na szlaban i wtedy je napiszesz. - Hermiona kiwnęła głową, chociaż twierdziła, że to nie fair. Ale jakby nie patrzeć, każdy miał to zadanie. Nawet Harry i Ron. A to było niespotykane.
Po zajęciach, chcąc nie chcąc, musiała poprosić Snape o eliksiry. Chociaż nadal zastanawiała się nad dziwnym zachowaniem nauczyciela, nie miała odwagi go o to spytać. Kiedy wszyscy wyszli z klasy, po prostu podeszła do jego biurka. On jak zwykle siedział zaczytany.
- Przepraszam, profesorze?
- Nie wywiniesz się ze szlabanu Granger.
- Nie, ja nie o to. Pani Pomfrey powiedziała, że powinien dać mi pan jakieś eliksiry.
- Powinienem? - Opuścił kartkę trzymaną przed twarzą i popatrzył na nią. W tym momencie zdała sobie sprawę, że jego oczy są naprawdę czarne. Nigdy o tym nie myślała, a teraz stała przed nim wpatrzona.
- To znaczy.. No..
- Wiem. - Odłożył gazetę i wstał. - Czujesz się.. lepiej? - Zapytał cicho wpatrzony w czubki butów, jakby chciał żeby nikt, nawet ona tego nie usłyszał. Jednak ona usłyszała.
- Em.. Tak dz-dziękuję.
- Nieważne. Zaraz przyniosę mikstury. - Skierował się w stronę wejścia do swoich komnat.
- Profesorze? Chciałam o coś zapytać, jeśli mogę. - Snape stanął w miejscu, ale nie odwrócił się do niej.
- Tak?
- Ja nie wiem, czy powinnam. Po prostu, pani Pomfrey powiedziała mi, że kiedy byłam jeszcze nieprzytomna, to siedział pan w nocy przy mnie. Po tym jak mnie pan uratował. - Zarumieniła się mówiąc to.
- Owszem. - Odpowiedział zimnym tonem.
- Owszem. - Odpowiedział zimnym tonem.
- Ja chciałam podziękować. Ale nie rozumiem, dlaczego to.. - W tym momencie odwrócił się i podszedł do niej. Wyglądał na dość rozzłoszczonego.
- Już ci raz powiedziałem. To mój za.. kichany obowiązek.
- Tak, wiem. Ale nie musiał pan..
- Skończ, Granger. Jeszcze jedno słowo. - Odwrócił się i skierował w stronę swoich kwater. Dziewczyna, nie bardzo wiedząc dlaczego tak się rozzłościł, po prostu poszła za nim. Zatrzymała się w wejściu do salonu. Wyglądał inaczej, niż ostatnio. Miał meble, podłogę. W tym momencie cała zadrżała na ciele. Szmaragdowa wykładzina; duża sofa i fotel obite w ciemną, czekoladową skórę; wiśniowa tapeta. To było to miejsce. To miejsce o którym śniła. To nie możliwe to znaczy, że..
W tym momencie zza drzwi po prawej stronie wyszedł profesor Snape, niosąc zgrabne pudełeczko z eliksirami. Dziewczyna cofnęła się o krok. To był on. Jej nauczyciel. Mężczyzna, który jej się śnił. Tego było dla niej za wiele. Popatrzyła na niego, przerażona i czym prędzej uciekła.
niedziela, 5 października 2014
Na Jawie. Rozdział XIII.
Słońce w świecie magii chowało się za linią horyzontu. Kolejny zimowy dzień chylił się ku końcowi. Młodsi i starsi czarodzieje odpoczywali w swych pokojach lub zbierali się na kolacji w Wielkiej Sali. Niektórzy przeżywali miłosne rozterki, przechodzili ciężkie chwile w życiu. Ale nie dawali tego po sobie poznać. Siedzieli wśród przyjaciół udając, że wszystko jest OK. Nauczyciele, którzy zawsze świecili przykładem również miewali gorsze dni. Jednak zawsze podczas tego jednego, wieczornego posiłku wszyscy zasiadali razem. Tym razem również tak było. Zasiedli wszyscy nauczyciele, z jednym wyjątkiem.
Owej nocy, pewien postrach Hogwart'u, zwany Severus Snape, przemierzał korytarze szkoły, a bardziej biegł najszybciej jak mógł. Chciał jak najszybciej dostać się do Skrzydła Szpitalnego. Pierwszy raz na jego twarzy rysowało się coś na kształt zmartwienia. I nie było ono spowodowane brakiem alkoholu w barku.
- Poppy! Poppy chodź tu! Szybko! - Krzyknął, gdy znajdował się nią dalej niż 5 metrów od Skrzydła. Szedł najszybciej jak się da. Był przemarznięty i zdyszany. Kiedy pielęgniarka wyszła już ze swego gabinetu, myśląc, że to kolejny żart kolegi, stanęła zamurowana.
- Mój Merlinie! Co się stało? - Jej wzrok spoczął na postaci, którą cały czas nauczyciel ściskał w ramionach. Pielęgniarka wskazała mu kozetkę. Ten podszedł ostrożnie. Dopiero wtedy Poppy dostrzegła bladą, przemoczoną i przemarzniętą twarz dziewczyny. Snape tak bardzo owinął ją swym płaszczem, że na początku wyglądało to jakby niósł zwłoki. Wystawały tylko nogi.
- Połóż ją tutaj. Ostrożnie. - Pielęgniarka błyskawicznie pobiegła do gabinetu i wyniosła stamtąd skrzynkę pełną eliksirów. Snape najdelikatniej jak tylko potrafił ułożył nieprzytomną Hermionę na łóżku szpitalnym. Pielęgniarka wlała do ust dziewczyny kilka eliksirów na raz, a Snape w tym czasie użył zaklęcia osuszającego, dzięki czemu dziewczyna wyglądała chociaż odrobinę mniej makabrycznie.
- Powiesz mi w końcu jak to się stało? - Zapytała Poppy wlewając do ust dziewczyny ostatni eliksir i odruchowo sprawdzając jej temperaturę.
- Wpadła do jeziora. Po prostu wpadła do jeziora. Nie wygląda na taką głupią a jednak.- Mówił jakby z wyrzutem, ale i smutkiem w kierunku dziewczyny.
- Dlaczego wyszła na środek jeziora? - Kobieta spojrzała na twarz Hermiony, która zaczęła nabierać kolorów. Widać eliksiry zaczynały działać. Później spojrzała na Snape. Wpatrywał się w dziewczynę takim.. zatroskanym wzrokiem. I ściskał jej lodowatą rękę. Widać naprawdę się przejął - pomyślała Poppy.
- Wszystko będzie dobrze. Wydobrzeje. - Powiedziała, uśmiechając się do nauczyciela. Ten jakby otrząsnął się z transu po tych słowach. Gwałtownie wstał i cofnął się kilka kroków.
- Tak. Ja obiecałem Albusowi, że będę służył pomocą. I służyłem. Na mnie pora. Dob..ranoc. - Odwrócił się na pięcie i wyszedł.
***
Hermiona wybudziła się nad ranem. Nie pamiętała co się stało i nie czuła się najlepiej. Poppy spędziła przy jej łóżku całą noc. Szybko zasnęła i obudziła się dopiero, gdy Hermiona zaczęła coś mamrotać budząc się. Dziewczyna skarżyła się na ból głowy i w klatce piersiowej. Pielęgniarka chciała dać jej śniadanie, jednak ta odmawiała, więc podała jej tylko kilka eliksirów i zawiadomiła, że przyjaciele byli tu zeszłej nocy i przyjdą również dziś zaraz po śniadaniu.
- Ale co się właściwie stało? Pamiętam tą wiewiórkę. Chciałam jej pomóc i wtedy.. lód się załamał. A ja się.. Jak się tu znalazłam?
- Profesor Snape cię tu przyniósł. I w nocy siedział przy tobie, gdy ja musiałam wyjść. Byłaś jedną kostką lodu. Teraz możesz się czuć słabo, ale podałam ci wiele eliksirów. i wkrótce dojdziesz do siebie. Teraz musisz odpocząć. - Pielęgniarka uśmiechnęła się promiennie, sprzątnęła puste fiolki i zniknęła za drzwiami gabinetu. Hermiona leżała nieruchomo. Czuła straszny klujący ból w piersi, a w jej głowie szumiało. Przewróciła się na bok z nadzieją, że będzie mogła zasnąć. Jednak za każdym razem, gdy zamykała oczy widziała w kółko siebie wpadającą do wody. Ponownie odwróciła się na plecy. Eliksir zaczynał działać, poczuła się odrobinę lepiej. Mogła zacząć trzeźwo myśleć. Zaczęła krzyczeć na siebie w myślach. Jak mogła być tak nieostrożna? Mogła zginąć. Gdyby nie.. Snape. Uratował ją. Nie wiedziała jak, raczej nie był na tyle głupi, żeby wskoczyć za nią do wody. Pewnie za pomocą magii. Uratował ją. Znów jej pomógł. Przyniósł ją i siedział przy niej. Ten Snape, którego znała? A może, jednak był to ktoś inny? Snape, którego nie znał nikt?
Przyjaciele, tak jak obiecali, przyszli do Hermiony nie długo po śniadaniu. Wiedzieli już co się stało, ponieważ pani Pomfrey opowiedziała im wszystko zeszłej nocy.
- Ale skąd wiedzieliście, że tu jestem? - Ron, Harry i Ginny popatrzyli na siebie niepewnie.
- Snape. - Powiedziała Ginny. Hermiona na dźwięk tego nazwiska zesztywniała. - Byliśmy w Wielkiej Sali na kolacji. Nie szukaliśmy cię, bo Seamus poszedł za tobą. Wtedy wpadł Snape. Miał mokrą szatę i wyglądał nie najlepiej.
- Powiedział "Wasza przyjaciółka jest w skrzydle lekarskim. Powinniście do niej zajrzeć" - Wtrącił się Harry.
- Więc szybko tu przybiegliśmy. A pani Pomfrey powiedziała co się stało. - Powiedział Ron.
- Parvati. też chciała przyjść. Mówiła, że jej strasznie głupio i w ogóle. Eh.. nie rozumiem jej. Jak mogła tak..
- Przestań Ginny. Jak już stąd wyjdę to z nią pogadam. Własnie. Zapomniałam spytać Pani Pomfrey kiedy będę mogła wyjść. Nic wam nie wspominała?
- Mówiła, że wyjdziesz, jak już się będziesz lepiej czuć. - Powiedział Ron. I wtedy zadzwonił dzwon na lekcję.
- Musimy iść, ale przyjdziemy zaraz po lekcjach. - Powiedziała Ginny. Hermiona pożegnała się z przyjaciółmi. A kiedy już wyszli, natychmiast opadła na poduszkę i zasnęła.
Owej nocy, pewien postrach Hogwart'u, zwany Severus Snape, przemierzał korytarze szkoły, a bardziej biegł najszybciej jak mógł. Chciał jak najszybciej dostać się do Skrzydła Szpitalnego. Pierwszy raz na jego twarzy rysowało się coś na kształt zmartwienia. I nie było ono spowodowane brakiem alkoholu w barku.
- Poppy! Poppy chodź tu! Szybko! - Krzyknął, gdy znajdował się nią dalej niż 5 metrów od Skrzydła. Szedł najszybciej jak się da. Był przemarznięty i zdyszany. Kiedy pielęgniarka wyszła już ze swego gabinetu, myśląc, że to kolejny żart kolegi, stanęła zamurowana.
- Mój Merlinie! Co się stało? - Jej wzrok spoczął na postaci, którą cały czas nauczyciel ściskał w ramionach. Pielęgniarka wskazała mu kozetkę. Ten podszedł ostrożnie. Dopiero wtedy Poppy dostrzegła bladą, przemoczoną i przemarzniętą twarz dziewczyny. Snape tak bardzo owinął ją swym płaszczem, że na początku wyglądało to jakby niósł zwłoki. Wystawały tylko nogi.
- Połóż ją tutaj. Ostrożnie. - Pielęgniarka błyskawicznie pobiegła do gabinetu i wyniosła stamtąd skrzynkę pełną eliksirów. Snape najdelikatniej jak tylko potrafił ułożył nieprzytomną Hermionę na łóżku szpitalnym. Pielęgniarka wlała do ust dziewczyny kilka eliksirów na raz, a Snape w tym czasie użył zaklęcia osuszającego, dzięki czemu dziewczyna wyglądała chociaż odrobinę mniej makabrycznie.
- Powiesz mi w końcu jak to się stało? - Zapytała Poppy wlewając do ust dziewczyny ostatni eliksir i odruchowo sprawdzając jej temperaturę.
- Wpadła do jeziora. Po prostu wpadła do jeziora. Nie wygląda na taką głupią a jednak.- Mówił jakby z wyrzutem, ale i smutkiem w kierunku dziewczyny.
- Dlaczego wyszła na środek jeziora? - Kobieta spojrzała na twarz Hermiony, która zaczęła nabierać kolorów. Widać eliksiry zaczynały działać. Później spojrzała na Snape. Wpatrywał się w dziewczynę takim.. zatroskanym wzrokiem. I ściskał jej lodowatą rękę. Widać naprawdę się przejął - pomyślała Poppy.
- Wszystko będzie dobrze. Wydobrzeje. - Powiedziała, uśmiechając się do nauczyciela. Ten jakby otrząsnął się z transu po tych słowach. Gwałtownie wstał i cofnął się kilka kroków.
- Tak. Ja obiecałem Albusowi, że będę służył pomocą. I służyłem. Na mnie pora. Dob..ranoc. - Odwrócił się na pięcie i wyszedł.
***
Hermiona wybudziła się nad ranem. Nie pamiętała co się stało i nie czuła się najlepiej. Poppy spędziła przy jej łóżku całą noc. Szybko zasnęła i obudziła się dopiero, gdy Hermiona zaczęła coś mamrotać budząc się. Dziewczyna skarżyła się na ból głowy i w klatce piersiowej. Pielęgniarka chciała dać jej śniadanie, jednak ta odmawiała, więc podała jej tylko kilka eliksirów i zawiadomiła, że przyjaciele byli tu zeszłej nocy i przyjdą również dziś zaraz po śniadaniu.
- Ale co się właściwie stało? Pamiętam tą wiewiórkę. Chciałam jej pomóc i wtedy.. lód się załamał. A ja się.. Jak się tu znalazłam?
- Profesor Snape cię tu przyniósł. I w nocy siedział przy tobie, gdy ja musiałam wyjść. Byłaś jedną kostką lodu. Teraz możesz się czuć słabo, ale podałam ci wiele eliksirów. i wkrótce dojdziesz do siebie. Teraz musisz odpocząć. - Pielęgniarka uśmiechnęła się promiennie, sprzątnęła puste fiolki i zniknęła za drzwiami gabinetu. Hermiona leżała nieruchomo. Czuła straszny klujący ból w piersi, a w jej głowie szumiało. Przewróciła się na bok z nadzieją, że będzie mogła zasnąć. Jednak za każdym razem, gdy zamykała oczy widziała w kółko siebie wpadającą do wody. Ponownie odwróciła się na plecy. Eliksir zaczynał działać, poczuła się odrobinę lepiej. Mogła zacząć trzeźwo myśleć. Zaczęła krzyczeć na siebie w myślach. Jak mogła być tak nieostrożna? Mogła zginąć. Gdyby nie.. Snape. Uratował ją. Nie wiedziała jak, raczej nie był na tyle głupi, żeby wskoczyć za nią do wody. Pewnie za pomocą magii. Uratował ją. Znów jej pomógł. Przyniósł ją i siedział przy niej. Ten Snape, którego znała? A może, jednak był to ktoś inny? Snape, którego nie znał nikt?
Przyjaciele, tak jak obiecali, przyszli do Hermiony nie długo po śniadaniu. Wiedzieli już co się stało, ponieważ pani Pomfrey opowiedziała im wszystko zeszłej nocy.
- Ale skąd wiedzieliście, że tu jestem? - Ron, Harry i Ginny popatrzyli na siebie niepewnie.
- Snape. - Powiedziała Ginny. Hermiona na dźwięk tego nazwiska zesztywniała. - Byliśmy w Wielkiej Sali na kolacji. Nie szukaliśmy cię, bo Seamus poszedł za tobą. Wtedy wpadł Snape. Miał mokrą szatę i wyglądał nie najlepiej.
- Powiedział "Wasza przyjaciółka jest w skrzydle lekarskim. Powinniście do niej zajrzeć" - Wtrącił się Harry.
- Więc szybko tu przybiegliśmy. A pani Pomfrey powiedziała co się stało. - Powiedział Ron.
- Parvati. też chciała przyjść. Mówiła, że jej strasznie głupio i w ogóle. Eh.. nie rozumiem jej. Jak mogła tak..
- Przestań Ginny. Jak już stąd wyjdę to z nią pogadam. Własnie. Zapomniałam spytać Pani Pomfrey kiedy będę mogła wyjść. Nic wam nie wspominała?
- Mówiła, że wyjdziesz, jak już się będziesz lepiej czuć. - Powiedział Ron. I wtedy zadzwonił dzwon na lekcję.
- Musimy iść, ale przyjdziemy zaraz po lekcjach. - Powiedziała Ginny. Hermiona pożegnała się z przyjaciółmi. A kiedy już wyszli, natychmiast opadła na poduszkę i zasnęła.
Subskrybuj:
Posty (Atom)