wtorek, 12 sierpnia 2014

Małe pytanie, mała prośba.

Cześć, to znowu ja. Mam do Was dwie sprawy, więc proszę o przeczytanie i skomentowanie.

Pierwsza dotyczy własnie komentarzy. Bardzo się cieszę, że coraz więcej osób odwiedza mojego bloga, ale trochę smutna jest ilość komentarzy. Mimo, że licznik wyświetleń każdego dnia rośnie, to chciałabym wiedzieć, że nie trafiacie tu przypadkiem. Zmieniłam ustawienia komentarzy, teraz każdy może bez logowania zostawić swoja opinię. Nie musicie mieć konta +Google, wystarczy napisać komentarz i zaznaczyć "Komentarz jako: Anonimowy". To tyle. Liczę na kilka miłych słów. Albo po prostu słów. Możecie też pisać, że jest do dupy. Przynajmniej chcę wiedzieć, że ktoś się tym interesuje i nie tłukę w klawiaturę na darmo.


A teraz pytanie do Was. Jak Wspomniałam na początku, chcę na tym blogu publikować różne opowiadania, nie tylko Na Jawie, które obecnie ukazuje się jako jedyne. Mam kilka pomysłów na coś nowego. Ale najpierw chce wiedzieć, o czym wy chcielibyście czytać. Inny parring, inna seria, film, albo coś zupełnie indywidualnego. Czekam na Wasze propozycje.

See Ya'



sobota, 9 sierpnia 2014

Na Jawie. Rozdział VI.

Hermiona patrzyła i czekała, aż znikną za zakrętem i dopiero wtedy odwróciła się w stronę nauczyciela. Próbowała iść sama, ale nie mogła, więc chwycił ja w talii i prowadził. Dziewczyna robiła bardzo powolne kroki, gdyż każdy kolejny sprawiał jej ból.
- Nie mam całego dnia. – Powiedział po minucie, lekko rozzłoszczony żółwim tempem dziewczyny i ostrożnie wziął ja na ręce. Twarz Hermiony poczerwieniała, ale nic nie powiedziała. Spodziewała się złośliwego komentarza, np.: „O Merlinie, ważysz tyle, co hipogryf”, ale on również się nie odzywał. Czuła coś dziwnego będąc w jego ramionach. Były silne, jak przystało na mężczyznę. Ale było coś jeszcze. Jakby poczucie.. bezpieczeństwa. Zaraz, co? Przecież to ten sam Snape, który wyśmiał ją wczoraj i kazał zostać na szlabanie. Nie wspominając o tym, że parał się czarną magią, był śmierciożercą i sługą Tego-Którego-Imienia-Nie-Wolno-Wymawiać.  Bezpieczeństwo nie miało z nim nic wspólnego. Więc dlaczego był miły, zainterweniował i teraz niesie ją na rękach. Prawdę mówiąc, Hermiona nie podejrzewała, że Snape ma tyle siły. Wydawać się mogło, że pod szatą, jest chuderlawy. A tak naprawdę, niósł dziewczynę przez korytarze Hogwartu i nie wyglądał na ani odrobine zmęczonego. Zbliżali się do skrzydła szpitalnego, gdy ciekawość Hermiony wzięła górę.
- Dlaczego pan to robi profesorze? –Zapytała ostrożnie.
- Co masz na myśli? – Odpowiedział, nie zerkając nawet na nią, patrząc prosto przed siebie.
- To, że pan pomaga. Tam na korytarzu i.. teraz.
- Jesteś uczennicą Granger, a ja jestem nauczycielem. To niestety mój zakichany obowiązek. – Wycedził przez zęby.
- Ale nie musiał mnie pan nieść. Mogłam sama tutaj przyjść.
- Tak. Doszłabyś tu jutro. Poza tym nie chciałem, żeby ktoś mnie zobaczył. Prowadzącego Gryffindorską kalekę.
- To nie było miłe. – Powiedziała urażona.
- Nie miało być.
- Ale moim zdaniem, nie dlatego profesor to zrobił.
- Słucham.
- Nie chciał profesor, żeby ktoś zobaczył, że ma pan jakieś uczucia i czasem przejmuje się innymi. – Powiedziała, po chwili żałując, że nie ugryzła się w język. Wiedziała, że trafiła w słaby punkt. Zatrzymał się gwałtownie kilka metrów od drzwi prowadzących do skrzydła i bezceremonialnie zrzucił dziewczynę na podłogę. Ta wylądowała twardo na płytkach. Lekko skołowana spojrzała na niego, a w odpowiedzi otrzymała złośliwy uśmieszek, gdy szepnął w jej stronę „Ups”.
- Poppy, chyba jesteś potrzebna. – Krzyknął w stronę gabinetu pielęgniarki. Ta szybko wybiegła i zaniemówiła, widząc Hermionę siedzącą na podłodze i stojącego za nią Snape z ironicznym uśmiechem na twarzy.
- Co się stało? – Spytała podnosząc dziewczynę.
- Nie mam pojęcia. – Powiedział teatralnie Snape, zakładając ręce. – Chyba ma coś z nogą. – Dziewczyna posłała mu mordercze spojrzenie. On uśmiechnął się wrednie.
- Choć kochaniutka, zaraz coś z tym zrobimy. – Powiedziała troskliwie pielęgniarka, pomagając dziewczynie usiąść na jednym z łóżek. – Poczekaj Severusie. – Zawołała za nim widząc, że próbuje się ulotnić. - Co z eliksirami, o które Cię prosiłam?
- Wiesz pracuję nad nimi. Chętnie bym pogadał, ale chyba masz coś ważniejszego na głowie.
- Ale.. – Mistrz Eliksirów machnął szatą i zniknął za zakrętem.

***

Hermiona spędziła w skrzydle szpitalnym zaledwie kilka godzin. Na szczęście noga nie była złamana tylko dość mocno stłuczona. Pani Pomfrey podała jej kilka eliksirów na uśmierzenie bólu. Przed wyjściem zapytała ją, czy ta mogłaby przynieść jej następnego dnia eliksiry od Snape’a. Dziewczyna była niepewna, ale zgodziła się i chwilę przed kolacją , jedynie lekko, utykając udała się do Wielkiej Sali.

- O! Idzie Krzywołapa Plątonoga! – Usłyszała, zaraz po przejściu przez próg. Odwróciła się i ujrzała grupę tych samych, niedojrzałych Ślizgonów, co zawsze. – Ja nie mogę. Ty powinnaś chodzić poowijana w folie bąbelkową. Gdzie się nie ruszysz tam siejesz spustoszenie. W sumie, to boję się do Ciebie podchodzić.
- To może powinieneś się trzymać jak najdalej Malfoy? – Usłyszała za plecami głos Seamus’a. – Jeżeli coś Ci nie pasuje to spadaj do swoich. Znasz drogę?
- Nie bądź taki cwany Finnigan. Co ja tak nagle zacząłeś bronić? Chociaż w sumie, Ty też potrafisz wszystko wysadzić w powietrze Mistrzu Kociołka. Pasujecie do siebie. Nie? – Zaśmiał się Draco i razem z resztą swojej świty skierował się w stronę swojego stołu.
- Nie przejmuj się nim. To pajac. – Powiedział Seamus siadając obok Hermiony przy stole. – Słyszałem co się stało. Jak noga?
- W porządku. I w ogóle dzięki za wsparcie. – Odpowiedziała z uśmiechem.
- Żaden problem. Wiesz tak właściwie, to mam do Ciebie prośbę.
- Słucham.
- Wiesz chodzi o to zadanie z eliksirów. „ Działanie i zastosowanie tojadu”. Szukałem czegoś w książce, ale nie mogę tego poskładać razem. A muszę oddać to zadnie w terminie. Mogłabyś mi pomóc? Proszę. – Hermiona uśmiechnęła się na widok chłopaka próbującego zrobić minę zbitego pieska.
- Jasne, że Ci pomogę. Sama też musze jej jeszcze napisać, więc możemy iść do biblioteki i zrobić to razem.
- Dziękuję. Ratujesz mi życie. - Odparł z ulgą.

sobota, 2 sierpnia 2014

Na Jawie. Rozdział V.

- Hermiono uważaj, bo się utopisz w tym mleku. Obudź się. Mówię do Ciebie. – Hermiona podniosła głowę i ziewając pokiwała do przyjaciółki.
-Przepraszam. Te dwie szczebiotki wróciły po północy i gadały do rana. W sumie to Lavender opowiadała o jednym i tym samym.
- Mówiłam, że tak będzie. Świata poza nim nie widzi. – Zaśmiała się ruda. – To, co robimy potem? Może bitwa na śnieżki. Co wy na to? – Spytała patrząc na chłopców.
- Może lepiej nie. Nie chcemy, żebyście się rozchorowały na święta. – Uśmiechnął się Harry obejmując dziewczynę.  – Właśnie Hermiono, wyjeżdżasz na święta?
- Nie. Moi rodzice mają rocznicę ślubu kilka dni przed świętami i w tym roku tata zaplanował dla mamy rocznicową wycieczkę. Nie chcę im przeszkadzać.
- Ooo. Jakie to słodkie. A Ty mnie będziesz zabierał na rocznicowe wycieczki? – Spytała Ginny uśmiechając się do chłopaka.
- Stawiam 100 galeonów, że nie będzie pamiętał. – Odezwał się Ron. Harry uśmiechnął się do niego.
- Zobaczymy, czy ty nie zapomnisz. To co, bitwa na śnieżki? Nas dwóch na was dwie.
- Zgoda. – Dziewczyny zaakceptowały wyzwanie i po śniadaniu wszyscy udali się na zajęcia.

                                                                   ***

Od przeszło dwóch tygodni, cały Hogwart przysypany był śniegiem. Padało prawie bez przerwy, co wprawiało mieszkańców Hogwartu w zachwyt. W zasadzie jedynie uczniów. Każdego dnia do skrzydła szpitalnego trafiało kilkanaście osób z obiciami i zwichnięciami. Nieraz bitwy na śnieżki robiły się naprawdę niebezpieczne, ale to było to, co sprawiało wszystkim frajdę. Mimo, że niektórzy obrywali całkiem mocno. Kilku chłopców ze starszego rocznika porozlewało na wewnętrznym dziedzińcu wodę w zamiarze zrobienia ślizgawki, jednak niezbyt im to wyszło i szybko o niej zapomnieli, tocząc co dzień nowy śnieżne wojny. Była to pierwsza tak wczesna zima od bardzo dawna, więc wszyscy chcieli to wykorzystać jak najlepiej przed przerwą świąteczną.

                                                                   ***

- Nie mogę uwierzyć w to, że Snape znowu zadał nam zadanie. To pewnie za wczoraj. Ledwo napisałem tamto, a teraz znowu. Ja nie wyrabiam w tej szkole.
- Przestań jęczeć Ron. Zadał je wszystkim nie tylko Tobie. – Powiedziała Hermiona.
- Właśnie. Chociaż, za wczoraj, mógł je zadać tylko Tobie. – Zaśmiał się Harry.
- Dzięki stary. Dobra koniec użalania. To co robimy. Wydaje mi się, że jest trochę chłodniej niż ostatnio.
- No. Ja zamarzam. Porzucamy się innym razem. – Powiedziała Ginny wtulając się w Harrego.
- Nie jest zbyt przyjemnie. - Powiedziała Hermiona. - Może powinniśmy.. – Urwała. Słychać było tylko krzyk i mocne grzmotnięcie o ziemie. Hermiona idąc nie patrzyła pod nogi i nie zauważyła, że chodzi po lodowisku. Poślizgnęła się i upadła. Leżała przez chwilę na brzuchu nie bardzo wiedząc, co się stało.
- O Merlinie. Wszystko w porządku? – Zmartwili się przyjaciele i ostrożnie pomogli jej wstać.
- W porządku. Trochę boli mnie kolano. Dobrze, że nie wybiłam sobie zębów. – Powiedziała, próbując się uśmiechnąć.
- Chodź do środka. Pomogę Ci.
- Nie. Nic mi nie jest. Dam sobie radę. – Powiedziała, puszczając Ginny, która mocno ją trzymała. Po postawieniu jednego kroku zachwiała się i znów leżała na ziemi. Tym razem trafiła w śnieg.
- Granger. Nie radzisz sobie z grawitacją? – Spytał sarkastycznie Snape, który oczywiście musiał sie tam pojawić dokładnie w tym momencie. – Co ty wyprawiasz? Wstawaj.
- Jesteś pewna, że wszystko ok? – Spytał Ron prowadząc ją do środka zamku. Dziewczyna usiadła na ławce, całkowicie ignorując nauczyciela, który cały czas stał przy wyjściu.
- Niekoniecznie. Teraz bardzo boli mnie kolano. – Powiedziała próbując rozmasować obolałe miejsce. Snape wywrócił oczami.
- Pokaż. Obejrzę. – Powiedział, swoim zwykłym, suchym głosem podchodząc do Hermiony.  Rod podskoczył ze strachu. Nie zauważył, że cały czas stał za nim. Nauczyciel delikatnie po dotykał mocno napuchnięte kolano w kilku miejscach, na co dziewczyna odpowiadała syknięciami z bólu. – Idź do Skrzydła Szpitalnego. Niech Poppy to obejrzy.
- Nie. To nic poważnego. – Odpowiedziała Hermiona szybko wstając. Poczuła się naprawdę dziwnie, gdy Snape próbował jej pomóc przy przyjaciołach. Jakby chciał się litować nad małą, bezradną mugolką.  – Dam radę. – Mówiąc to ruszyła z miejsca, jednak znowu się zachwiała. Kolejny raz upadłaby na podłogę, jednak ktoś w locie mocno ja złapał.
- Idziesz do skrzydła szpitalnego. Teraz. – Powiedział Snape tuż przy jej uchu pomagając jej wstać.
- Świetny pomysł. Odprowadzimy ją. – Powiedział Ron pochodząc powoli do Hermiony, ale gdy Snape przeszył go wzrokiem, ten od razu się cofnął. Właśnie zadzwonił dzwon, ogłaszając rozpoczęcie lekcji. Nauczyciel westchnął.
- Wydaje mi się, że macie zajęcia Weasley. Ja się zajmę waszą koleżanką, a wy jazda na lekcje. – Syknął jak zwykle.

- Racja. Chodź Harry, mamy zajęcia. Ginny ty też. Potem się zobaczymy Hermiona. – Powiedział wystraszony Ron ciągnąc za resztę za sobą. Po ostatnim incydencie naprawdę bał się podpaść u nauczyciela.