piątek, 8 stycznia 2016

Na Jawie. Rozdział XXIII

- Ronald musimy poważnie porozmawiać! Nie. Ronaldzie porozmawiajmy. ... Ron musimy bardzo.. Ugh.. Nie.. - Młoda gryfonka chodziła nerwowo po swojej hogwarckiej sypialni. Nadal miała przed oczami widok martwej Molly Weasley. Nie było to coś, co można łatwo zapomnieć. Kiedy się rankiem obudziła nie mogła opanować drżenia rąk. Przeszło jej przez myśl, czy może cała sytuacja nie była tylko kolejnym pokręconym snem. Jednak szata leżąca w nieładzie obok łóżka, a nie ułożona na skrzyni, gdzie ją zawsze zostawiała, brutalnie przywróciła jej wspomnienia sprzed kilku godzin. Kiedy wstała Lavender nie było. Została sama. Usiadła na łóżku. Łzy cisnęły jej się do oczu. Zacisnęła powieki z całej siły. Nie powinna płakać. Tak naprawdę nic się przecież nie stało. Nie, stało się. Śniła jej się kobieta, która była dla niej jak druga matka. Martwa. Widziała coś dziwnego. Słyszała coś dziwnego. To się stało. Ten pieprzony sen był taki realny. Jakby dział się na jawie. Hermiona skuliła się na łóżku. Wszystko miała przed oczami. Panią Weasley. Peron. Te demoniczne twarze. Próbowała myśleć o czymś innym. O czymkolwiek.

I w jednej chwili przeniosła się myślą gdzie indziej. Duży pokój. Ciepły i bezpieczny. Jednak zorientowała się, że to TEN pokój. Mieszkanie Snape'a. Tym razem dostrzegła, że w rzeczywistości wygląda jednak trochę inaczej. Jest trochę większy, kolory są nieco cieplejsze i.. Dlaczego do cholery porównuję salon nauczyciela do tego, który mi się śnił? Pomimo tego, jak bardzo nieodpowiednie to było, chciała sobie przypomnieć. Ten jeden sen, który nie dawał jej spokoju, a jednocześnie w pewien sposób przynosił spokój.
Stała na środku salonu. Jego salonu. Podeszła do bocznych drzwi. Niewielki korytarz. I 4 pary kolejnych drzwi. Od razu podeszła do ostatnich, z lewej i uchyliła je lekko. I znów zniknęła i pojawiła się na łóżku. Teraz było inaczej. Wszystko czuła zupełnie inaczej. Prawdziwiej. Czuła chłód pościeli pod sobą i ciepło Jego oddechu. Zadrżała kiedy musnął palcami jej ramie. Chwilę później poczuła ciepły język na ramieniu i wyżej, na obojczyku. I szyi. Miała zamknięte oczy, ale czuła, że kręci jej się w głowie. To On tak działał. Było jej tak.. dobrze. Leżała na plecach, a on był nad nią. Delikatnie uchyliła powieki i spojrzała ostrożnie w dół. Nie była naga. Miała na sobie białą, koronkową bieliznę. On również miał na sobie bokserki. Czarne. Dopiero po chwili odważyła się spojrzeć mu w twarz. Nie widziała w niej tego człowieka, którego mijała każdego dnia na korytarzu. Nauczyciela. Nietoperza z lochów. Teraz wyglądał inaczej. Był spokojny. I taki ciepły. Rysy jego twarzy były delikatne, nie miał tego grymasu co zawsze. Był jej. Popatrzył na nią, szturchnął czubkiem swojego nosa jej nos i zatopił się w jej ustach. Najpierw delikatnie muskał jej wargi swoimi. Jedną ręką podpierał się na łokciu, tuż nad jej głową, podczas gdy drugą pieścił jej ciało przeszyte ciarkami. Poczuła gorący język na dolnej wardze, uchyliła lekko usta. Ten, przyjmując zaproszenie, zaczął całować ją mocniej. Namiętnie. Oddała pocałunek. Ruszała ustami w rytm jego. Ich języki splatały się w gorącym tańcu. Jedną ręką muskała jego tors, a drugą gładziła kark, przyciągając go bliżej. Przykrył ją swoim ciałem. Pieścił jej piersi przez materiał biustonosza. Tak delikatnie.

Wtedy się ocknęła. Miała przyspieszony oddech i było jej dziwnie gorąco. Otworzyła oczy i zorientowała się, że jest w swojej sypialni. Nie zarejestrowała momentu kiedy.. odpłynęła. Ani kiedy jej dłoń znalazła się na piersi. Rozejrzała się zmieszana, czy przypadkiem któraś z dziewczyn nie przyszła w międzyczasie. Na szczęście nie. Mogłaby się za to najeść wstydu. Co tu w ogóle miało miejsce? To nie był sen. Nadal miała ciarki na całym ciele. Nadal czuła na sobie jego dotyk. Jednak nie było to realne. Nie mogło być.
Kiedy zrozumiała, że przed chwilą pieściła się, myśląc o intymnej sytuacji z nauczycielem, zrobiło jej się jeszcze bardziej gorąco. Czuła zawstydzenie, wiedziała, że to bardzo nie właściwe, ale fala podniecenia zagłuszyła głos rozsądku. Tak. Fantazjowała o Snape'ie. Nie wiedziała czemu własnie o nim i właśnie teraz, ale nie było to coś z czego powinna być dumna. Nie, powinna wziąć się w garść. Zapomnieć o nim. O.. tym.. Postanowiła wziąć zimny prysznic i zająć czymś myśli. Udała się do łazienki i weszła pod strumień zimnej wody. Pierwsze co jej przyszło do głowy, to rozmowa z Ronem. Tak, bardzo chciała z nim porozmawiać, wszystko wytłumaczyć, jednak nie wiedziała co ma mu w ogóle powiedzieć. Tak, skup się na tym, myśl o Ronie. Może źle zrobiła odtrącając go? Zawsze był dla niej tylko przyjacielem, traktowała go jak brata. Nigdy dotąd nie zauważyła, żeby coś było między nimi. Po sześciu latach znajomości nagle odważył się zrobić pierwszy krok? Chociaż.. Przecież to ona go zaprosiła na koncert.
- No to klops. - Powiedziała na głos. W odpowiedzi jej brzuch zaburczał. Z tego wszystkiego zapomniała o śniadaniu. Wyszła spod prysznica, ubrała się i wyszła do Wielkiej Sali. Ciężko było jej to przyznać, ale ten sen, myśl, czy cokolwiek to było, przyniosło jej ukojenie.

Postanowiła, że szybko zje i porozmawia z Harrym, a potem zajrzy do Ginny. I porozmawia z Ronem. A może najpierw Ginny, a potem Harry?  Na odpowiedź nie musiała długo czekać. Tuż przy wejściu do sali Harry rozmawiał z Cho. Gryfonka modliła się w duchu, żeby Ginny nie pojawiła się gdzieś obok. Mogłoby się zrobić nie ciekawie. Postanowiła od razu działać.
- Cześć wam. - Podeszła do nich z szerokim uśmiechem.
- Cześć Hermiono. - Cho również się uśmiechnęła. Swego czasu wydawała się nie przepadać za Hermioną. Prawdopodobnie z zazdrości o jej przyjaźń z Harrym. Ale odkąd Wybraniec zszedł się z Ginny, Krukonka stała się dla niej całkiem miłą osobą. Za to przeniosła złość na Ginny.
- Cho, nie obrazisz się? Muszę na chwilę pożyczyć Harrego.
-E.. Jasne. Tylko rozmawialiśmy. Do zobaczenia. - Powiedziała uśmiechając się do Harrego i weszła do sali.
- O co chodzi? - Hermiona pociągnęła go za łokieć w trochę bardziej pustą część korytarza. Nie chciała, żeby ktoś podsłuchiwał albo się mieszał.
- O Ginny. - Powiedziała ściszonym głosem.
- Też chciałem z tobą o niej porozmawiać. Nie wiesz co jej jest? Prawie nie wychodzi ze swojego dormitorium. I nie chce ze mną rozmawiać.
- Ostatnio źle się czuje. Musisz spróbować do niej.. ee.. dotrzeć.
- Myślisz, że nie próbowałem? Kiedy tylko podchodzę od razu mnie spławia, mówi że nie ma teraz czasu i jest bardzo zajęta. W sumie, trochę jak ty w zeszłym roku. Słuchaj, ominęła ostatni trening Quidditcha. Prawdopodobnie dzisiaj też nie przyjdzie i-
- Co to znaczy "jak ja w zeszłym roku"?
- Już nie pamiętasz? Przez jakieś dwa miesiące się prawie do nikogo nie odzywałaś, poza zajęciami nie można było cię złapać. Ciągle się gdzieś znikałaś i nie chciałaś nam powiedzieć o co chodzi.
- Co? Ja nic takiego-
- Zresztą nie ważne. Teraz chodzi o Ginny. Powiesz mi o co jej chodzi? Proszę. Na pewno coś ci mówiła.
- Chodzi o Cho. - Powiedziała poważnym tonem, patrząc Harremu w oczy. Z początku postanowiła, że nie powie mu o zazdrości Ginny. Nie powinna się mieszać w ich związek, sami dadzą sobie radę. Ale później uznała, że nie byłoby to fair w stosunku do Harrego. Ginny miała ciężki charakter, zupełnie jak pani Weasley. Na pewno nie powiedziałaby Harremu, że nie podoba jej się jego przyjaźń z Cho. Nigdy nie lubiła okazywać swoich słabości. Nikt tego nie lubi, ale Ginny była w tej dziedzinie wybitna. Prędzej dałaby się zabić, niż przyznała, że nie da rady czegoś zrobić albo że sobie z czymś nie radzi. Jak wtedy, gdy na lekcji eliksirów wybuchł jej kociołek, bo zamiast dodać oleju rycynowego, którego nie mogła odkręcić, wlała coś innego, co akurat miała pod ręką. Zamiast poprosić kogokolwiek, aby pomógł jej z odkręceniem butelki, wolała zaryzykować, przez co straciła 20 punktów dla Gryffindoru i przypaliła włosy Colinowi Creevey, który niekorzystnie stanął obok niej. Tak, przyznanie się do zazdrości nie wchodziło w grę. Poza tym Harry był jej przyjacielem. Nie chciała i nie potrafiła go okłamywać.
- O Ginny. - Chłopak westchnął cicho. - To nie- Ja nie chciałem żeby- To nie tak. My.. My się tylko przyjaźnimy. Naprawdę.
- Ja ci wierzę Harry. Ale to Ginny musisz to wyjaśnić. I.. Nie złość się na nią. Ona po prostu.. Boi się. - Powiedziała to tak cicho, że nie była pewna czy przyjaciel ją usłyszał.
- Wiem, wiem. Ja.. Dureń ze mnie. Powinienem wcześniej o tym pomyśleć. Porozmawiam z nią. Obiecuję. Ale teraz muszę iść na trening. Okej? - Spojrzał na nią spod czarnej czupryny. Harry również się zmienił od czasu pierwszego roku w Hogwarcie. Był teraz wyższy nawet od Rona, chociaż nadal był chudy i kościsty. Wyglądał teraz o wiele dojrzalej i, co zawsze go cieszyło, bardzo przypominał ojca. Oczywiście Hermiona nigdy nie widziała Jamesa na żywo, ale miała okazję zobaczyć go na kilku zdjęciach, które miał Harry lub znajdowały się w kwaterze Zakonu w Grimmauld Place. Z twarzy był prawie identyczny, tylko nos miał taki trochę inny i zielone oczy, oczywiście po Lily. Hermiona kiwnęła głową i chłopak z lekkim uśmiechem pobiegł w stronę boiska. Chwilę patrzyła za nim, w głowie mając poprzednia myśl o Jamesie i Lily.
 Nie raz zastanawiała się jacy byli rodzice Harrego. Wszyscy w Zakonie ich szanowali i zawsze mówili o nich dobrze, co było zrozumiałe, ale nie wszystko jest takie jak się wydaje. Wiedziała, że ojciec Harrego wraz z Huncwotami gnębili Snape'a. Harry, pomimo zakazu, opowiedział jej i Ronowi o tym co zobaczył w myślodsiewni nauczyciela w zeszłym roku. Był wtedy całkowicie załamany tym, że ojciec nie był takim człowiekiem za jakiego go miał, za jakiego chciał go mieć. Więc może oni wcale nie byli tak idealni?
Gryfonka stała by tak jeszcze dłużej, ale poczuła burczenie w brzuchu. No tak, śniadanie. Weszła do Wielkiej Sali i usiadła przy stole swojego domu. Nie było tam wielu osób. W weekendy o tej porze zawsze wiało pustkami. Młodsi uczniowie zjawili się z samego rana, aby mieć cały dzień na zabawy na dworze. Starsi zaś odsypiali piątkowe zabawy.
Hermiona przełknęła dwa tosty z dżemem. Przez tę sprawę z Harrym i Ginny i to rozmyślanie o Jamesie i Lily wróciła do niej myśl o tym, że brakuje jej kogoś bliskiego. Oczywiście była otoczona przyjaciółmi, czego nigdy nie żałowała, ale teraz, kiedy każdy dorastał i miał własne sprawy i problemy, zaczęła czuć się dziwnie samotnie. Może było to spowodowane jednym z tych dziwnie prawdziwych, namiętnych snów lub dopiero teraz zaczęło to do niej docierać. Każdy był z kimś. Harry i Ginny, Parv i Seamus, oby, nawet Neville zaczął wymykać się ostatnio nocami.. Jej rodzice.. Ciekawe czy mama wie już o rocznicowej wycieczce? Skończyła jeść i wciąż głęboko zamyślona skierowała się w stronę wieży Gryffindoru.
- Hej, Hermiona! - Usłyszała znajomy głos. Odwróciła się i zobaczyła rudą czuprynę Rona Weasleya. No tak. Skoro już o parach mowa..- Słuchaj, chcę z tobą pogadać. Chodzi o wczoraj. - Miał bardzo poważną minę. Przez chwilę przeszło jej przez myśl, że może dowiedział się o wywołanym przez nią alarmie zeszłej nocy.
- Fajnie. Ja też chciałam z tobą o tym porozmawiać.
- Mogę pierwszy? - Kiwnęła głową. Chłopak podszedł bliżej niej. - Ja.. nie będę owijał w bawełnę. Po-podobasz mi się Hermiono. - Chłopak zaczerwienił się po uszy.
- Yp. - Hermiona wydała z siebie nieartykułowany dźwięk i zakryła dłonią usta. No świetnie - czkawka. Uśmiechnęła się przepraszającą, dając mu znak żeby kontynuował. Bo w tym momencie nie miała pojęcia co ma powiedzieć. Spodziewała się, że tak to może wyglądać następnego dnia, ale i tak ją zamurowało.
- Bardzo cieszyłem się na wspólne wyjście, bo od dawna mi się podobałaś. Od dawna jesteś dla mnie tą jedyną. I.. i wiem, że ja też ci się podobam. Czułem to. Wtedy, na koncercie.
- Yp. - Czkawka nie chciała ustąpić. Jednak Hermiona musiała się odezwać. Ta rozmowa szła w całkowicie złym kierunku. - Posłuchaj Ron, ja nie- Yp. To nie jest dobry momen- Yp.
- Słuchaj Hermiono, ja wiem, że możesz czuć się nie pewnie. To wszystko tak szybko poszło. Ale przynajmniej daj mi szansę, co?
- Ron, ja nie-
- Muszę lecieć. Trening. Ale pogadamy później co? - Pogładził ją po ramieniu i szybkim krokiem odszedł w stronę boiska. Hermionę ponownie zamurowało i stała tak przez chwilę. Chciała go zawołać i wszystko wyjaśnić ale już go nie było. Zresztą sama nie wiedziała co chce mu powiedzieć. 'Myślę, że moglibyśmy być razem, ale nie jestem pewna i w sumie nie wiem kiedy będę. Wiesz, mam takie dziwne sny o jednym z nauczycieli'. Nie było to zbyt przekonywujące.

Bardzo chciała porozmawiać z Ginny. Młodsza gryfonka mogła się zdenerwować, tym, że przyjaciółka rozmawiała z Harrym o jej zazdrości względem Cho. O, na pewno się zdenerwuje. Po rozmowie z Ronem Miona udała się do jej pokoju. Jednak jej tam nie zastała. Pomyślała, że może Ginny zebrała się w sobie i jednak poszła na trening. Tak byłoby najlepiej. Więc mając czas wolny,  postanowiła spędzić go tak, jak najbardziej lubiła - w bibliotece.

sobota, 12 grudnia 2015

Porozmawiajmy.

     Tak.. Znowu był zapał, była wena i ambicje. Częstsze posty! Większa grupa odbiorców! Kolejne opowiadanie! Jednak nie wyszło. Wchodząc dziś na bloga bardzo ukłuło mnie to. Co się stało z moim zapałem? Co się stało z potrzebą tworzenia? Potrzebą pisania? Nadal ją mam. I będę pisać. Jeśli nie dla Was, to dla siebie. Chcę stworzyć tę historię i zrobię to. Jednak potrzebuję waszej aktywności. Waszych słów i komentarzy, bo bez tego idzie jakoś tak słabo :<

    Więc tak.. znów proszę was o to abyście zostawiali/-ły komentarze.. jakiekolwiek znaki życia. Wasza obecność jest nieocenione, co mam nadzieję wiecie. I naprawdę bardzo jej teraz potrzebuję. A więc po tych dziwnych smętach kończę i idę się produkować.



               See Ya' :x


(zdjęcie ukradnięte z grupy na fb :v)

piątek, 2 października 2015

Na Jawie. Rozdział XXII.

Stała w całkowitej ciemności. Nie widziała kompletnie nic. Czuła okropny chłód pod stopami. Stała boso. Rękoma wyczuła, że ma na sobie piżamę. Czyżby znów lunatykowała? Nie zdarzało jej się to od 7 roku życia. Nie miała przy sobie różdżki i nie wiedziała, w którą stronę się ruszyć. Dostrzegła w oddali jakby dwa błyszczące punkty, które po chwili zniknęły. Zaraz znów się pojawiły, tym razem kawałek bliżej. Hermiona niewiele myśląc ruszyła ku nim powolnym krokiem. Szła w kompletnym mroku i ciszy, dopóki nie usłyszała przeraźliwego, rozrywającego ciszę dźwięku - głośnego syknięcia. Usłyszawszy je zaczęła biec z całych sił w przeciwnym kierunku, niż ten z którego ono dochodziło. Biegła całkowicie nie wiedząc gdzie. Na wszelki wypadek wyciągnęła ręce, aby nie uderzyć w jakąś ścianę. Zaczęło jej szumieć w uszach i słyszała groźny odgłos coraz bliżej za sobą. Biegła ile sił w nogach, dopóki nie potknęła się i nie upadła z pełnym impetem na kamienną posadzkę. Pisnęła z bólu, jednak szybko podniosła się i cofnęła, aby zobaczyć, co było przyczyna jej wypadku. Podeszła powoli na czworaka do ciemnej sylwetki leżącej na podłodze. Drżącą dłonią poruszyła nią i odskoczyła do tyłu wydając przeraźliwy krzyk. Na podłodze leżała pani Weasley, całkowicie blada, miała szeroko otwarte, zaczerwienione oczy i sine usta. Nie ruszała się. Nie oddychała. Hermiona zakryła usta dłonią, gdy łzy napłynęły jej do oczu. Po chwili jednak znów usłyszała przeraźliwy syk. Przerażona szybko wstała na nogi i znów zaczęła uciekać. Piekły ją oczy, łzy płynęły po policzkach i w głowie szumiało jej jeszcze bardziej. Jednak teraz jakby gdzieś z oddali słyszała cichy szept. Dochodził z daleka jednak go słyszała. Nie potrafiła wyłapać konkretnych słów, brzmiało to trochę jak szeptanie do małego dziecka, kiedy się je usypia. Przeraziło ją to jeszcze bardziej niż syk, prawdopodobnie węża. Zaczynało brakować jej tchu, gdy z impetem uderzyła w ścianę tuż przed sobą. Przenikały przez nią słabe promienie. Chyba stała teraz przed drzwiami. Ręką namacała klamkę i czym prędzej nacisnęła ją. Oślepił ją jasny blask słońca. 

Zrobiła krok do przodu i odkryła, że znajduje się na dziedzińcu Hogwartu. I jest lato. Odwróciła się, by zobaczyć, czy kreatura wydająca przeraźliwy dźwięk nadal ją goni, jednak za nią nie było żadnych drzwi. Stała na środku dziedzińca. Rozejrzała się dookoła, nikogo nie było. Co tu się dzieje, pomyślała. Nadal była w samej piżamie. Stała tak otoczona szumem pobliskich drzew. Zaczęła zastanawiać się gdzie powinna pójść. Musi udać się do dyrektora. Kilka chwil temu widziała w jakimś dziwnym miejscu martwą Molly Weasley. Dumbledore musi o tym wiedzieć. Była już przy wejściu do szkoły, gdy usłyszała donośny gwizd. Gwizd oznajmiający odjazd pociągu Hogwart's Express. Zdezorientowana szybko pobiegła w tamtą stronę.

 Cała stacja zatopiona była we mgle. Ponownie usłyszała głośny gwizd. Pociąg stał na torach i był gotowy do odjazdu. Po chwili zobaczyła, że jest on pełen ludzi. Wszyscy uczniowie byli w środku. Pytała tych, którzy byli najbliżej co się tu dzieje i dlaczego pociąg odjeżdża, jednak oni tylko uśmiechali się i machali w jej stronę. Po chwili dojrzała w przedziale kawałek dalej twarz Harrego. I Rona. I Nevilla. Oraz kilku nauczycieli. Wszyscy mieli na twarzy ten demoniczny, sztuczny uśmiech. Ruszyła w ich stronę jednak pociąg w tym momencie ruszył, znikając w gęstej mgle. 
- Co tu się dzieje do cholery? - Krzyknęła łamiącym się głosem. Jednak nie usłyszała odpowiedzi. Co ma zrobić? Gdzie ma iść? Gryfonka ukryła twarz w rekach. - Myśl, Hermiono, myśl. Do Dumbledora. Tak. Do Dumbledora. - Ruszyła z powrotem do szkoły. Znów słyszała ciche szeptanie. Jednak tym razem, jakby siedziało w jej głowie. Potrząsnęła nią i dzielnie szła przed siebie. 

Po kilku minutach stanęła przed wielkimi drzwiami i ostrożnie weszła do szkoły. Była pełna uczniów. Wyglądało to jak zwykły szkolny dzień. Standardowa wrzawa i przepychanie się na korytarzu. Jedyna dziwną rzeczą było to, że nikt jej nie zauważał. Zaczepiała kilka osób, aby dowiedzieć się w końcu co tu się dzieje, ale nikt nie reagował. Kręciła się tak po korytarzu, próbując znaleźć kogoś kto jej pomoże. Wtem ponownie usłyszała mrożący krew w żyłach syk. Błyskawicznie odwróciła się i ujrzała ogromnego węża. Nagini. Nim zdążyła zareagować wąż rzucił się prosto na nią.


Krzyknęła przeraźliwie i zerwała się na łóżku. Była cała spocona i roztrzęsiona. Na szczęścia Lavender nadal spała, głośno chrapiąc. Hermiona potykając się o własne nogi chwyciła różdżkę, narzuciła na siebie szatę i wybiegła z dormitorium prosto do gabinetu dyrektora. Przed posągiem gargulca wypowiedziała 'Cytrynowy drops' i udała się schodami w górę. Będąc pod drzwiami odetchnęła kilka razy, aby się uspokoić. Zapukała i gdy usłyszała przyzwolenie dyrektora weszła do środka.
- O. Witaj Hermiono. - Dyrektor uśmiechnął się serdecznie, jednak od razu dostrzegł, że dziewczyna jest roztrzęsiona. - Czy coś się stało, moja droga? Usiądź. - Hermiona usiadła prędko, bo kolana zaczęły odmawiać jej posłuszeństwa.
- Ja.. To pewnie nic takiego, ale czy mógłby pan sprawdzić, czy u państwa Weasley wszystko w porządku?
- Czy Harry miał znów jakiś sen?
- Nie ja tylko.. - Hermiona spuściła wzrok. Po co właściwie tu przyszła? Miała dziwny sen i bez potrzeby zawraca innym głowę.
- Rozumiem. Kobieca intuicja. Zaczekaj tu. - Dumbledore przywołał skrzata i poprosił o przyniesienie dla Hermiony herbaty. On sam wyczarował patronusa w kształcie feniksa, który po chwili zniknął w kominku. Dumbledore wszedł chwilę po nim. Mała skrzatka przyniosła Hermionie filiżankę pełną gorącej herbaty, po czym od razu zniknęła. Dziewczyna pomyślała sobie o stowarzyszeniu WESZ, które do zeszłego roku prowadziła. Rozwiązała je, ponieważ nikt nie chciał się przyłączyć i nie przynosiło żadnych rezultatów. Poza tym Zgredek wciąż ja przekonywał, że skrzaty naprawdę lubią pracę w Hogwarcie. Hermiona upiła kilka łyków herbaty i po paru minutach z kominka wyszła Profesor McGonagall a za nią Profesor Dumbledore. Hermiona opowiedziała im o dziwnym śnie i stwierdziła, że nie powinna w ogóle tu przychodzić. Jednak nauczyciele powiedzieli, że dla całkowitej pewności dobrze zrobiła powiadamiając ich o tym. Kilka minut później kiedy Hermiona już nieco uspokoiła się, z kominka dyrektora wyszedł osiołek - patronus Molly Weasley. Widząc go Hermionie spadł kamień z serca. Przemówił on głosem pani Weasley i powiedział, że dziękuje za troskę. Nikt w Norze nie zauważył, że jedno z zaklęć ochronnych osłabło. Na szczęście nic się nie stało. Tylko mała żmija wślizgnęła się do kuchni. Ośliczka podziękowała, życzyła wszystkim dobrej nocy i rozpłynęła się.
- Widzisz Hermiono, warto ufać swojej intuicji. - Powiedział z uśmiechem dyrektor. Po chwili zmienił wyraz twarzy na bardzo poważny. - Chyba nie powinienem był prosić o twoją pomoc nad eliksirami dla Zakonu. Powinnaś teraz skupiać się tylko na nauce, a nie przejmować w.. sprawami Zakonu.
- To nic takiego profesorze. Miałam ostatnio gorsze dni, ale poradzę sobie.
- Jak uważasz, moja droga. Jednak porozmawiam o tym  z profesorem Snape. Jeszcze jedno Hermiono. Pani Hooch zawiadomiła mnie, że ty i kilku innych uczniów nie wróciliście do Hogwartu razem z resztą grupy.
- Tak dyrektorze. Przepraszam. Źle się poczułam.
- Nie będę nikogo za to karać, ponieważ wszyscy są już pełnoletni i mieli takie prawo. Ale chce cię tylko ostrzec moja droga. Wiesz, że są to niebezpieczne czasy. Zwłaszcza dla ludzi z twojego otoczenia. Po prostu robię wszystko co mogę, dla waszego bezpieczeństwa.
Hermiona pożegnała się z dyrektorem, a jej opiekunka odprowadziła ja do pokoju wspólnego. Dziewczyna na palcach udała się do swojego dormitorium i błyskawicznie położyła do łóżka. Zaczęła zastanawiać, który sen był gorszy - ten ze Snape'm czy dzisiejszy. Zdecydowanie wizja martwej kobiety, którą traktowała jak drugą matkę była o wiele bardziej przerażająca. Nie, przerażające było to, że jej sen był poniekąd prawdą. Gdyby opadły na przykład dwa zaklęcia, Weasleyowie byli by w poważnym niebezpieczeństwie. Jeszcze chwila i zacznie wierzyć, że te brednie, o których tak namiętnie opowiadała Trelawney są prawdą. Nie, pomyślała, do tego nigdy nie dojdzie. Po czym zamknęła oczy i po chwili, nadal lekko wystraszona, zasnęła.