wtorek, 1 września 2015

Na Jawie. Rozdział XX.

- Granger nie machaj tak ta chochlą, bo przewrócisz tamten słój!
- A jak mam niby zamieszać eliksir, bez machania chochelką?!
- Na pewno nie tak jak robisz to teraz. Masz to robić delikatnie, a nie jakbyś chciała kogoś zabić.
- Chyba właśnie zaczynam chcieć.
- Granger! Minus dziesięć punktów od Gryffindor'u! Zamknij jadaczkę!
- Niech pan najpierw zamknie swoją!
- Nie tym tonem!
- Tak, tak.
- Granger! - Już pierwszego dnia współpraca Hermiony z profesorem Snape'm nie zapowiadała się najlepiej. Ją drażniło to, że cały czas 'wisi' nad nią i ją rozprasza, on zaś cały czas zwracał jej uwagę, że jest zbyt nieuważna. Co chwilę ktoś podnosił głos, straszył zawołaniem dyrektora lub próbował szantażować. Koniec końców po dwóch godzinach niesamowitych męczarni i 30 odjętych punktach, Hermiona opanowała przygotowywanie błyskawicznego Eliksiru Wielosokowego oraz przygotowała kilka kociołków innych eliksirów. Mimo zirytowania, spowodowanego standardowym zachowaniem Snape, dziewczyna czuła dumę z wykonanej pracy. Pierwszy raz robiła kilka eliksirów w jednym czasie i pomagała w ten sposób Zakonowi. Niestety nie mogła liczyć na słowa uznania ze strony Mistrza Eliksirów. Wyłącznie poganiał ją i wytykał błędy.
- Granger pospiesz się! Jutro będzie do przygotowania dwa razy tyle.
- Ale ja jutro nie przyjdę, profesorze.
- Słucham? - Snape podniósł wzrok z nad kociołka i odwrócił się do Hermiony wyraźnie zdziwiony.
- Rozmawiałam już z profesorem Dumbledore'm. Idę na koncert z przyjaciółmi. Dyrektor dał mi pozwolenie na opuszczenie szlabanu.
- Bardzo się cieszę, że zostałem poinformowany.
- To już nie moja wina. - Nauczyciel posłał jej mordercze spojrzenie.
- Tak właśnie wygląda pomoc ze strony Gryfonów. - Parsknął się szyderczo, wracając do swojego kociołka.
- Lepsze to niż prosić o pomoc Ślizgona. - Mruknęła pod nosem zirytowana Hermiona
- Chyba nie dosłyszałem.
- Bo uszy się myje, a nie wietrzy. - Znów mruknęła Gryfonka.
- Granger możesz raz odezwać się jak człowiek?
- Skończyłam. - To powiedziawszy rzuciła zaklęcie na swój blat, który po chwili był czysty i oparła się o niego. Snape zamieszał w kociołku, rzucił na niego zaklęcie i odwrócił się. Dwanaście gotowych eliksirów. W tym kilka, które przygotowywała po raz pierwszy. Ale niektóre z nich były banalne do wykonania. Poszło jej.. nie najgorzej - pomyślał. Po czym spojrzał na nią i zmarszczył brwi.
- Długo zamierzasz tak stać?
- Myślałam, że usłyszę jakieś słowa pochwały.
- Granger.. niczego nie zniszczyłaś. A teraz wyjdź.
- Ma pan alergię na miłe słowa?
- Miłe? - Snape uniósł brwi.
- Tak. Na przykład 'Dobra robota' albo 'Dobrze sobie poradziłaś'.
- Granger.. - Powiedział głosem, jakby zaraz z jego ust miało paść coś niesamowicie ważnego. - Wyjdź. - Snape odwrócił się i wznowił pracę nad kociołkiem. Hermiona zmęczona i zrezygnowana po prostu wyszła i udała się prosto do swojej sypialni. W pokoju wspólnym minęła Rona, który rozmawiał z Seamus'em. Kiwnęła mu porozumiewawczo i poszła do swojego dormitorium. Cały poprzedni wieczór myślała, co zdziałać z koncertem. W końcu wymyśliła i przekazała to Ronowi. Teraz jej zadaniem było namówić Parvati na wyjście. W dormitorium zastała ją rozmawiającą z Padmą. Lavender już spała. To był świetna okazja. Śpiącej Lavender nic nie było w stanie obudzić. Padma akurat wychodziła i mijając Hermionę uśmiechnęła się tylko.
- Parvati, możemy porozmawiać. Chodzi o koncert.
- Hermiono, ja naprawdę nie-
- Posłuchaj, dobrze? - Przerwała jej Hermiona. - Ostatnio było między nami.. skomplikowanie. Ale nie jestem na ciebie zła. Nie chcę, żebyśmy przestały rozmawiać. Pomyślałam, że mogłybyśmy pójść razem na koncert i dobrze się bawić. - Parvati była lekko zszokowana i nie wiedziała co powiedzieć. Czuła się okropnie po tym jak potraktowała Hermionę. Jak okropnie się do niej odezwała.
- Ja-a... A nie chcesz wziąć na przykład Ginny?
- Ginny ma ostatnio ciężki okres. Woli być sama. I naprawdę chcę iść z tobą.
- A k-kto jeszcze pójdzie?
- Dwa bilety dałam Ronowi, więc zapewne będzie też Harry. Też miał ostatnio zły humor. No chodź, będzie fajnie.
- Dobrze. Bardzo chętnie z wami pójdę.
- To super. Jutro dogadamy się z chłopakami o której wyjdziemy. - Hermiona uśmiechnęła się serdecznie. Wzięła piżamę i ruszyła w stronę łazienki.
- Hermiono.. - Dziewczyna obróciła się w stronę Parvati. - Dziękuję. Wiem, że zachowałam się okropnie.. I powiedziałam.. Ja-
- Spokojnie. Nie przejmuj się tym. Naprawdę nie chowam urazy.

***

Przedostatni piątek przed przerwą świąteczną zleciał Hermionie bardzo szybko. A to dlatego, że jak duża część uczniów, nie mogła doczekać się koncertu. Po zajęciach udała się do dormitorium, aby się przygotować. Wzięła prysznic i zaczęła zastanawiać się nad ubiorem. Sama nie wiedziała czemu, ale stojąc w samej bieliźnie, podeszła do lustra i zaczęła się sobie przyglądać. Parvati właśnie korzystała z łazienki, a wiadomo było, że uwielbia długie kąpiele, a Lavender, po tym jak usłyszała o wyjściu Hermiony i Parvati, obraziła się i na cały dzień zniknęła wszystkim z oczu. Hermiona zawsze interesowała się głównie nauką i nie miała, ani czasu, ani ochoty na rozmyślanie nad swoim wyglądem. Teraz nieskromnie stwierdziła, że spodobało jej się to, co widziała w lustrze. Kiedyś niesforne, wiecznie sponiewierane włosy, zamieniły się teraz w delikatne kasztanowe loki. Niegdyś ogromne przednie zęby, tworzyły teraz równy, śliczny uśmiech. Miała całkiem ładna figurę. Kształtne piersi, ładny brzuch, zgrabne uda. Przez chwile zawstydziła się, myśląc co własnie robi, ale stwierdziła, że przecież ma do tego prawo. Postanowiła, że tego dnia ubierze się w coś, aby poczuć się naprawdę kobieco. Na dnie szafy znalazła rozkloszowaną, czarną spódniczkę. Po ubraniu jej, odkryła, że sięga kawałek wyżej kolana, ale postanowiła się tym nie przejmować. Do tego ubrała czarne zakolanówki i białą koronkową bluzeczkę, którą dostała od Ginny. Przypięła do niej małą broszkę z czarną różą, którą dał jej tata. Zawsze nosiła ją na ważniejsze wyjścia, tak na szczęście. Na koniec ubrała czarne botki na obcasie. Teraz przyszedł trudniejszy moment - makijaż. Prawie nigdy się nie malowała, jednak dzięki Ginny i mamie miała kuferek pełen różnych kosmetyków. Nie miała wprawy w używaniu cieni, więc użyła tylko kredki, maskary i pudru. Za to na usta podkreśliła bordową szminką. Włosy tylko rozczesała i pozwoliła im opadać na ramiona. Znów wróciła przed lustro. Wyglądała tak inaczej. Jak nie ona.. A może jak nowa ona?
Parvati również spodobał się wygląd koleżanki. Dziewczyna osuszyła się zaklęciem, ubrała we wcześniej przygotowane ubrania i obie damy, wziąwszy okrycia wierzchnie i torebki, były gotowe do wyjścia. 
Hermiona powiedziała Parvati, że umówiła się z Ronem w pokoju wspólnym, ale nie było go tam.
- Dean, widziałeś Rona. Myślałam, że mieliśmy się tu spotkać.
- Oni.. wyszli jakieś 5 minut temu. - Hermiona udawała zirytowaną. Wszystko zgodnie z planem - pomyślała. Dean również był w to wtajemniczony. Bardzo chciał pomóc przyjacielowi.
- Tak właśnie wygląda rozmawianie z Ronaldem. Chodź, musimy ich złapać. -  Dziewczyny wyszły przez obraz i szybkim krokiem ruszyły ku wyjściu ze szkoły - tam miały spotkać się z reszta uczniów i razem teleportować się pod nadzorem nauczyciela. Dyrektor nie chciał pozwolić na samowolne aportowanie się. Będąc niedaleko wejścia do zamku dziewczyny zaczęły biec - wszyscy już się zebrali i czekali tylko na nie. Niestety Hermiona nie zauważyła ciemnej sylwetki profesora Snape wyłaniającej się zza rogu i zderzyła się z nim, po czym odbiła się i upadła na posadzkę. Parvati widząc to ruszyła koleżance na ratunek.
- Za napastowanie nauczyciela, minus 15 punktów od.. - Snape zmarszczył brwi. Co dziwne nie mógł rozpoznać niezdarnej dziewczyny. Nie widział jej twarzy. Włosy jakby znajome, ale ten strój.. Regulamin się kłania, pomyślał. Hermiona lekko otumaniona podniosła wzrok, aby zobaczyć z czym się zderzyła. - Granger.. Minus 20 punktów od Gryffindoru.
- Ale profesorze.. - Parvati pomagała jej się podnieść i dała znak, że muszą się pospieszyć.
- Słucham? 
- Em.. Przepraszam. - Minęła go i pobiegła za Parvati. Kilka chwil później zniknęły razem z resztą grupy i pojawiły się pod Areną Trzech Mioteł, niedaleko Hogsmeade. Snape stał w miejscu przez chwilę i w momencie kiedy miał odejść, zauważył na podłodze coś, co wyglądało jak mała, czarna róża. Podniósł ją, przyjrzał się i chowając ją do kieszeni udał się do lochów.
 Hermiona miała ciarki na całym ciele. I to nie przez teleportację, ani ujemną temperaturę. Mogła przysiąc, że oczy Snape błysnęły kiedy na nią spojrzał. To chyba jakiś żart, pomyślała. Przecież on nie może.. Nie może być.. 
Otrząsając się z tej wizji, ruszyła za Parvati, w poszukiwaniu chłopaków. Znalazły Rona tuż przy wejściu.
- Gdzie Ginny? - Spytał Ron, udając ogromne zdziwienie. Był raczej kiepskim aktorem.
- A gdzie Harry? - Spytała Hermiona z miną konsternacji, marszcząc brwi.
- Harry nie chciał przyjść. - Powiedział Ron całkiem obojętnym tonem. - Za to jest Seamus. - Seamus pojawił się zaraz za Ronem. Najpierw spojrzał na Hermionę i uśmiechnął się do niej. Później jego wzrok padł na Parvati. Skrzywił się, ale po chwili znów lekko się uśmiechnął. Mimo nie najlepszych ostatnio relacji musiał przyznać, że dziewczyna, ubrana w obcisłą sukienkę we wzór panterki, wyglądała niesamowicie.
Na chwilę zapadła cisza, którą przerwał niski, starszy czarodziej, ogłaszający otwarcie bramki.
- No to wchodzimy? - Rzuciła Hermiona, zastanawiając się, jak potoczą się dziś losy jej przyjaciół.

środa, 26 sierpnia 2015

Na Jawie. Rozdział XIX.

Hermiona kolejny raz w ostatnim czasie udała się na szlaban do lochów. Cały dzień układała to sobie w głowie. Przyjdzie, napisze co ma napisać i wyjdzie. Jest rozsądną dziewczyną i nie pozwoli, by burza hormonów namieszała jej w głowie. Snape jest jej nauczycielem. No.. Można przyznać, że w pewnym sensie jest przystojnym mężczyzną. I jest też inteligentny.. i  zdolny. I.. Przestań! Snape. Nauczyciel. Koniec tematu! Zapukała w drzwi i drgnęła lekko, gdy usłyszała standardowe zimne:
-Wejść. - Dziewczyna odważnym krokiem weszła do sali. Snape stał przy jednym z blatów i ważył jakiś eliksir. Odwrócił się przez ramię i po chwili wrócił do pracy. - Siadaj i nie przeszkadzaj. Zaraz skończę.
- To wypracowanie..
- Zapomnij o nim. Jesteś tu z innego powodu. - Powiedział spokojnie. Hermiona zmieszana usiadła w jednej z ławek i w ciszy przyglądała się pracy Mistrza Eliksirów. Chciała zapytać, co jest grane, ale wiedziała, że chwila rozproszenia podczas tworzenia eliksiru może być groźna w skutkach. Przyglądała mu się i czekała, aż skończy. Rzadko można było przyjrzeć mu się gdy pracuje, ale musiała przyznać, że było na co popatrzeć. Podczas tworzenia eliksiru był całkowicie spokojny i skupiony. Wszystkie jego ruchy były przemyślane i zdecydowane, ale jednocześnie delikatne. Było w tym tyle elegancji i gracji, że całkowicie nie przypominał rozwrzeszczanego gbura z lochów. Wrzucił do kociołka idealnie pokrojoną skórkę boomslanga, zamieszał trzy razy i podszedł do biurka. Wziął z niego mały plik pergaminów i odwrócił się do Hermiony.
- Po pierwsze, do przerwy świątecznej masz tu codziennie szlabany. - powiedział obojętnym tonem.
- Słucham? Za co?
- Nie wiem. Wymyśl coś.
- Co? Nie rozumiem. Dlaczeg-
- Po drugie, ani słowa Potterowi i Weasleyowi. - podał jej zwitek pergaminów. - To są eliksiry, które będziesz przygotowywać. Nie są skomplikowane, a ja nie mam na nie czasu. Profesor Dumbledore, nakazał mi znaleźć kogoś z Zakonu do.. pomocy - Parsknął - więc dla świętego spokoju to robię. Z pośród wszystkich półgłówków tobie najmniej boję się to powierzyć. Powinnaś niczego nie zepsuć.
- Ale Profesor Dumbledore nie pozwolił nam dołączyć do Zakonu. A jeśli Ron albo Harry-
- Granger nie lubię się powtarzać. Potter i Weasley nic nie wiedzą. Jesteście w Zakonie tak czy inaczej. Po prostu dyrektor nie chce was angażować i narażać wysyłając na misje, dopóki nie ma takiej potrzeby. Jesteście niepełnoletni i musicie się uczyć, a nie zajmować sprawami Zakonu. Znając umiejętności Pottera i Weasleya, Pan-Wybraniec nie przeżyłby do spotkania z Czarnym Panem. Dyrektor zrobił ten jeden wyjątek, ze względu na zmniejszone ryzyko zrobienia konkretnej głupoty z twojej strony. Potrafisz to zrobić, czy będziesz marnować mój czas.
- Ja -a. Dobrze. Postaram się.
- Mam nadzieję, - obrzucił ją znudzonym spojrzeniem i wrócił do warzenia eliksiru. Hermiona wzięła pergaminy i ruszyła w stronę wyjścia. Nie spodziewała się tego, ale może zdobędzie jakieś informacje o Zakonie. Gorzej, że będzie musiała oszukać przyjaciół. I spędzać czas ze Snapem.
- Wczoraj.. - Była już przy drzwiach, gdy odezwał się chłodno. Dziewczyna stanęła jak wryta. Tylko nie to, pomyślała - Nie wiem co ci wpadło do tego rozczochranego łba, ale nie wzięłaś eliksirów dla pani Pomfrey. - Hermiona zauważyła lecącą w jej stronę małą paczuszkę, którą wczoraj widziała w rękach Snape, gdy wszedł do pokoju. Wzięła ją ostrożnie i czym prędzej wyszła z lochów. Zaniosła eliksiry do Skrzydła Szpitalnego i wróciła do Wieży Gryffindoru. Zostało już tylko kilku gryfonów z młodszych roczników. Zastała tam też Rona.
 Tak naprawdę do tej pory nie zauważyła jak bardzo zmienił się, od ich pierwszego spotkania w pociągu Hogwarts Express. Już nie był małym, płochliwym rudzielcem, przyjacielem Tego-Pottera. W ciągu sześciu lat niesamowicie wydoroślał. Był od niej prawie o głowę wyższy, miał jasne rudawe włosy, ładne błękitne oczy i zawadiacki uśmiech. Był teraz bardzo pewny siebie. W końcu został obrońcą w drużynie Gryffindoru. Może nie najlepiej się uczył i często wpadał w kłopoty, ale był naprawdę świetnym przyjacielem.
- Co za dupek. - Hermiona z udawaną wściekłością rzuciła się na kanapę obok Rona. - Uwierzysz, że dostałam od Snape szlaban do końca semestru?
- Co?! Do końca go pogięło? Pewnie znowu całkowicie bez powodu, nie?
- No.. możliwe, że mogłam coś wspomnieć o tym, że jest złośliwym pajacem.
- Łoo. Ostro jedziesz dziewczyno. - Ron uśmiechnął się serdecznie. - A ten.. Wiesz już co robisz biletami na koncert?
- Jeszcze nad tym myślę, a co? - Tak naprawdę, oprócz chytrego planu ponownego zeswatania Parvati i Seamusa, chciała wybrać się na koncert z Ginny. Jednak wiedziała, że ruda nie będzie chciała teraz iść. Znała ją na tyle dobrze, żeby wiedzieć, kiedy nie ma ochoty na niczyje towarzystwo. Hermiona nie chciała mówić Ronowi o tym, co powiedziała jej przyjaciółka. Chciała najpierw porozmawiać o tym z Harrym. Na spokojnie.
- Wiesz, pomyślałem, że skoro już masz te bilety, to moglibyśmy pójść razem na ten koncert. No wiesz, ty, ja, Ginny i Harry.
- Em.. - ściszyła głos i przysunęła się bliżej. - Chcę żeby Parv i Seamus znów się zeszli. Na prawdę powinni być razem. Mam 4 bilety. Wątpię, żeby Harry i Ginny chcieli iść. No wiesz, razem. Możemy iść we dwoje. Będzie fajnie. - Chłopak uśmiechnął się jeszcze bardziej i kiwnął, a w jego oczach coś błysnęło. Hermionie przeszło przez myśl, że Ronowi o to właśnie chodziło i.. może oczekiwał czegoś więcej, niż tylko przyjacielskiego wyjścia. Ale już zaproponowała wyjście, więc głupio jej było zrezygnować. I nie wiedziała w nim nikogo więcej, niż tylko przyjaciela. (Chyba.) I chciała, żeby tak zostało. Porozmawiała z nim chwilę i zmęczona, poszła do swojego dormitorium. Tam wyciągnęła pergaminy od Snape i przyjrzała się im. Eliksir Wielosokowy, o trochę zmienionych składnikach, Veritaserum, pieprzowy i kilka leczniczych. Umie je przygotować bez żadnego problemu. Spokojnie da sobie radę. Co prawda kusiło ją, aby powiedzieć o tym chłopakom, ale skoro Dumbledore zabronił, to musi mieć ku temu powód. Powinna mu zaufać i nie przejmować się tym. Za kilka dni miał odbyć się koncert i musiała wymyślić jak to rozegrać, żeby znalazł się tam Seamus i Parvati, aby mogli ze sobą porozmawiać i oczywiście co zrobić, żeby Lavender wszystkiego nie zniszczyła. Jak zwykle musiała radzić sobie sama i miała pełne ręce roboty.

środa, 12 sierpnia 2015

Na Jawie. Rozdział XVIII.

Hermiona ruszyła w stronę biblioteki - jej ukochanego miejsca na świecie. Lekcja Obrony przed Czarną Magią zaczynała się dopiero za kwadrans, a Lupin (który został przywrócony na to stanowisko na początku tego roku, dzięki wstawiennictwu Dumbledora) zawsze chwilę się spóźniał. Gryfonka zawsze miała to do siebie, że gdy tylko wchodziła do biblioteki ciężko było ją stamtąd wyciągnąć. Gdy tylko skończyła jedną książkę, od razu pojawiały się dziesiątki innych warte uwagi. Jednak tym razem miało to wyglądać inaczej. Weszła do biblioteki, skinęła pani Pince i od razu udała się w kierunku działu najbardziej oddalonego od wejścia. Działu, który od trzeciej klasy uważała za najbardziej bezwartościowy. Podeszła do ogromnego regału na którym wisiała mała tabliczka z napisem 'WRÓŻBIARSTWO'. Rozejrzała się uważnie czy nikt jej nie widzi i zaczęła wyciągać książki z torby. Wzięła kilka tydzień temu, aby dowiedzieć się czegoś o snach i ich tłumaczeniu (jedyny moment, w którym żałowała odejścia z lekcji Wróżbiarstwa). Jednak po wczorajszej sytuacji nie chciała wiedzieć niczego. Tłumaczyła sobie, że jej mózg płata dziwne figle i jest to wywołane stresem na lekcji Eliksirów i.. hormonami?. Tak naprawdę sama w to nie wierzyła, ale to było lepsze niż rozmyślanie dlaczego widziała we śnie mieszkanie swojego nauczyciela, z samym zainteresowanym i nią w bardzo.. niepoprawnej sytuacji. Ułożyła przed sobą na małym stoliku 'Demaskowanie Przyszłości. Tom IV', 'Starożytna Magia - Jak Widzieć Przyszłość?', 'Co Mówi Moje Wewnętrzne Oko?' i 'Wróżenie Ze Snów. Tom II'. Wyciągała właśnie różdżkę, aby odesłać książki na swoje miejsce, gdy usłyszała skrzekliwy głos bibliotekarki:
- Na samym końcu. Pomóc ci coś znaleźć?
- Nie, Irmo. Potrafię czytać. - Od razu rozpoznała ten wiecznie chłodny i przesiąknięty jadem głos. Snape szedł prawdopodobnie w jej stronę. Wystraszona machnęła różdżką narzucając na siebie zaklęcie kameleona i cofnęła się na sam skraj regału. Chwilę później, w miejscu gdzie przed chwilą stała, pojawiła się postać, której nie można było z nikim pomylić. Zrobiło jej się słabo. Snape stał kilka metrów od niej. Zdziwiło ją jego zachowanie. Swoim przenikliwym spojrzeniem przeglądał właśnie uważnie książki. Książki o wróżbiarstwie. Stał tak przez jakieś dwie minuty i wyraźnie niczego nie znalazł. Jednak potem jego wzrok padł na stosik książek przyniesionych przez Hermionę. Rozejrzał się, szukając osoby, które je przyniosła i zaczął je przeglądać. Po chwili odszedł zabierając wszystkie ze sobą. Dopiero gdy usłyszała z daleka '10 punktów od Hufflepuffu' zdjęła z siebie zaklęcie i wyszła z ukrycia. Zastanowiło ją, po co Mistrzowi Eliksirów te książki? Wychodząc wzięła jeszcze książkę o współczesnych zastosowaniach eliksirów i udała się w kierunku klasy Lupina.

***

- Widzieliście ostatnio Malfoya? 
- W sumie to nie. - Trójka przyjaciół czekała pod klasą Transmutacjii na ostatnie tego dnia zajęcia. Dziś wszyscy zachowywali się dziwnie. Najpierw Snape w bibliotece, później Remus, którego chcieli zapytać o działania Zakonu, spławił ich twierdząc, że ma bardzo ważną sprawę do załatwienia. I jeszcze Harry, który stawał się bardzo nerwowy na każde wspomnienie o Ginny. Chyba Ron miał rację, coś między tą dwójką było nie tak.
- Ostatni raz widziałam go chyba w zeszłym tygodniu. Nie żeby mi to przeszkadzało. Ale nie jest to podejrzane?
- Może. Raczej się nie dowiemy. Z resztą po co zawracać sobie głowę Malfoyem? To przecież Malfoy. - I tym 'pozytywnym' akcentem zakończyli rozmowę, gdyż zjawiła się profesor McGonagall. Z nią też próbowali porozmawiać po lekcji. Na szczęście nie spławiła ich od razu. Potwierdziła, że atak na mugolską wioskę był sprawką Śmierciożerców. Jednak nie chciała powiedzieć nic więcej. Powiedziała, że Dumbledore ma powody, dla których nie chce ich wtajemniczyć w działania Zakonu. I oczywiście zapewniała ich, że nie powinni się tym przejmować. Cóż, jeśli będą się chcieli czegoś dowiedzieć to na własną rękę. Z resztą jak zwykle. Po lekcjach Harry z Ronem siedzieli w Pokoju Wspólnym, grając w szachy czarodziejów, a Hermiona próbowała znaleźć Ginny, której nie widziała od rana. Znalazła ją w dormitorium dziewczyny, całą zapłakaną.
- H-Harry po-pogodził się z Cho-o.- Tyle zdążyła wydukać ruda zanim na dobre wybuchnęła płaczem. Starsza gryfonka nie musiała pytać, czemu tak gwałtownie reaguje. Wiedziała co było między Harrym i Cho w zeszłym roku. I mimo tego, że nie rozmawiali ze sobą od czerwca, a Ginny z Harrym zostali parą końcem sierpnia, była chorobliwie zazdrosna. Hermiona próbowała jej tłumaczyć, że powinna zaufać Harremu, jednak to nie skutkowało. Ginny wypłakując sobie oczy zasnęła na kolanach starszej przyjaciółki. Ta ułożyła ją na łóżku i przykryła. Wychodząc z Pokoju Wspólnego zerknęła na chłopców. Nadal grali w szachy, śmiejąc się i dogadując sobie nawzajem. Będzie musiała porozmawiać z Harrym na osobności. Jednak teraz nie miała czasu. Nadszedł moment, którego obawiała się od wczoraj. Zastanawiała się, czy może nie próbować się wymigać. Nie! Jest prawdziwą gryfonką. Nie stchórzy! Nie boi się przerośniętego nietoperza! Z tą myślą udała się do lochów.