Na wstępie chciałabym tylko zaznaczyć, że kolejny rozdział Na Jawie pojawi się wyjątkowo dziś o godzinie 20.
Teraz do rzeczy. Chciałabym oznajmić, że postanowiłam wprowadzić na mojego bloga jedną można powiedzieć regułę, dotyczącą rozdziałów. Widziałam takie działanie na innych blogach, które obserwuję, ale do tej pory wydawało mi się to dość.. głupie?, płytkie? Tak. Uważałam, że coś takiego nie jest zbyt dobrą reklamą dla bloga, ale niedawno doszłam do wniosku, że jest to świetny pomysł.
Widzę wciąż rosnącą liczbę odwiedzin, jednak jak mówiłam już w jednym z wcześniejszych postów chciałabym, żeby czytelnicy zostawiali komentarze. Nie jest to trudne, można wysyłać je bez konta, anonimowo, ale nadal nie wielu z tego korzysta. Nikomu się nie chce skomentować, pochwalić, skrytykować mojej pracy dla was. Ale komentarze typu "Halo, gdzie rozdział?" albo "Czekam!" dostaję za każdym razem, gdy nastąpi jakiś problem i rozdział nie może się ukazać.
Tak więc od teraz nowy rozdział nie ukaże się, dopóki pod wcześniejszym nie będzie komentarzy. Nie chcę tu ustalać granicy 2, 5 czy 15. Chce po prostu, żeby te kilka osób, które śledzi historię i potrafi mnie poganiać z dodaniem rozdziału, mogły napisać co o nim myślą. Dotyczy to obecnego opowiadania, a także nowego, które na 99,8% ukaże się w nadchodzącym tygodniu. Tylko nie wiem dokładnie którego dnia.
Nie robię tego na złość, chcę po prostu wiedzieć, że nie staram się na marne.
niedziela, 5 października 2014
sobota, 27 września 2014
Na Jawie. Rozdział XII.
Minęło kilka dni odkąd Lavender i Erik zerwali, a Parvati dała przyjaciółce drugą szansę. Wszystko zaczęło się układać. No, według tej pierwszej. Twierdziła, że wszystko jest w porządku, po staremu. Lavender jednak był innego zdania. Parvati, jak wcześniej sama powiedziała, postanowiła trzymać przyjaciółkę na dystans. Dzieliły jeden pokój i wciąż rozmawiały o wszystkim, tak jak wcześniej, jednak spędzały o wiele mniej czasu. Parvati postanowiła go spędzać w towarzystwie Seamus'a. Lavender momentami kipiała z zazdrości, ale nie dawała tego po sobie poznać. Było jej ciężko, ponieważ plotki o niej i jej nieszczęsnym byłym chłopaku rozeszły się po całej szkole. Większość osób po prostu śmiała się z niej. Erik próbował porozmawiać i wytłumaczyć się, ale Parvati, jako ta dobra przyjaciółka, zawsze go spławiała. Mówiła Lavender, że zawsze może na nią liczyć, a potem wracała do swojego chłopaka. Nie wiedząc ile złości wywołuje.
***
- Mam dla ciebie super niespodziankę! - Powiedziała podekscytowanym głosem Lavender siadając obok Parvati w pokoju wspólnym, gdzie przebywała obecnie większość Gryfonów.
- Spokojnie. Co tam masz?
- Otóż, jako że ostatnio spędzałyśmy mało czasu mam coś specjalnego. Tylko dla nas dwóch. Tadaam! - Powiedziała blondynka wyciągając z kieszeni szaty w kawałki pergaminu. - Dwa bilety na Fatalne Jędze!
- Jej, to super, ale wiesz.. - Parvati wyglądała na nieco zmieszaną. - Mam już bilet. Idziemy tam razem z Seamus'em. Ale hej! Przecież możemy iść w trójkę.
- Tak, jasne. - Lavender kipiała ze złości. Mierzyła Seamus'a wzrokiem, jakby chciała go zabić na miejscu. Na szczęście chłopak tego nie zauważył, bo mógłby się wystraszyć. Właśnie rozmawiał z Hermioną. W jednej chwili w oczach blondynki coś błysnęło. - Wiesz, mogę oddać jeden bilet Hermionie i pójdziemy razem. Seamus na pewno też się ucieszy. Chyba, że masz coś przeciwko.
- Em, nie. - Parvati wyglądał na bardziej skołowaną. - A dlaczego miałabym mieć?
- No wiesz, cała szkoła mówiła o tym co się zdarzyło w bibliotece. Moim zdaniem nadal mają się ku sobie. Zresztą popatrz na nich.
- Przecież w bibliotece nic nie zaszło. N-nic.
- Tak ci mówili? Och wiedziałam, że tak będzie. Wiesz, ja też tam byłam i wszystko widziałam.
- Ty? W bibliotece? A co tam robiłaś?
- Ja? Yy.. Zadanie z.. e-eliksirów. Zresztą nie zmieniaj tematu. Mówię ci, że wszystko widziałam.
- Czyli co? - Lavender nachyliła się w kierunku przyjaciółki, szepcząc jej do ucha, tak aby nikt inny nie usłyszał.
- No więc.. Widziałam jak się całowali. Potem Hermiona powiedziała, że nikt ich nie może zobaczyć, bo nie chce, żeby rozniosły się plotki. Mówiła, żeby udawali, że nic między nimi nie ma. Albo lepiej, jakby Seamus zaczął z kimś chodzić. Wtedy byli by kryci.- Parvati gwałtownie odsunęła się od blondynki.
- O czym ty bredzisz? To nie prawda! - Powiedziała głośno, ale nikt nie zwrócił na to uwagi. Lavender ponownie przysunęła ją do siebie i popatrzyła na nią śmiertelnie poważnym wzrokiem.
- Ja bredzę? To popatrz. Seamus! Możesz tu podejść na chwilę? - Chłopak niezbyt przekonany wstał i podszedł powoli do dziewczyny.
- O co chodzi?
- Kupiłam dwa bilety na koncert, ale Parv ma już swój, więc pomyślałam czy nie zaprosić by Hermiony. Dasz jej go ode mnie? - Dziewczyna wręczyła chłopakowi bilet uśmiechając się sztywno. Ten lekko zdezorientowany uśmiechnął się lekko i wrócił do Hermiony.
- Masz. To od Lavender. - Dziewczyna wzięła bilet do rąk i zaczęła mu się przyglądać. Potem z lekką podejrzliwością spojrzała na Lavender, która odpowiedziała jej uśmiechem.
- Ale dlaczego? - Spytała cicho chłopaka.
- Nie mam pojęcia. Wydaje mi się, że ona coś kombinuje. Tylko nie bardzo wiem co. Wiem tyle, że mnie nie lubi. Proszę cię. Ona mnie nie cierpi. - Chłopak skrzywił się mówiąc to.
- Wydaje ci się.- Hermiona próbując go w jakiś sposób pocieszyć uśmiechnęła się, kładąc mu odruchowo rękę na kolanie. Parvati widząc to i wierząc w to co właśnie usłyszała od Lavender, wstała i szybko do nich podeszła. Jej śladem podążyła przyjaciółka.
- Jak mogliście? Oboje mówiliście, że to Erik jest okropny, a sami jesteście jeszcze gorsi. - Krzyknęła Parvati zalewając się łzami. - Jak mogliście? Myślałam, że mogę wam ufać, a tak naprawdę chcieliście mnie zranić.
- Parvati, uspokój się. - Powiedziała Hermiona. - Nie mam pojęcia o czym ty..
- Tak jasne! To był twój pomysł. Sama to wszystko wymyśliłaś.
- Uspokój się. - Powtórzyła dziewczyna, łapiąc Parvati za rękę. Ta odrzuciła ją jak poparzona.
- Nie dotykaj mnie! Jak możesz tak kłamać? Ty.. w-wstrętna szlamo! - Hermiona zesztywniała. Chciała zacząć krzyczeć, ale po prostu wstała i szybko wyszła z pokoju. Kiedy do Parvati doszło co właśnie powiedziała, chciała zapaść się pod ziemię. Widząc wzrok wszystkich skierowany na siebie, uciekła do sypialni, a za nią jak cień podążyła Lavender. Seamus od razu pobiegł za Hermioną, jednak nie mógł jej znaleźć.
Hermiona wybiegłszy z pokoju nałożyła na siebie zaklęcie kameleona i wybiegła z zamku. Czuła jak smutek i złość wypełniają ją od środka. Jej oczy zalewały się łzami i chciała teraz uciec jak najdalej. Słowa Parvati bardzo ja zabolały. Nie wiedziała dlaczego dziewczyna zaczęła się tak zachowywać, ale wiedziała, że na razie nie chce tam wracać. Obie muszą ochłonąć. Idąc przez błonia zaczęła dygotać z zimna. Jednak nie bardzo się tym przejmowała. Rozmyślała o tym, co się stało. Nie wiedziała o co chodziło Parvati, ale była pewna, że zaangażowana w cały ten cyrk była Lavender. Zresztą jak zawsze.
Idąc tak wzdłuż zamarzniętego jeziora, powoli zaczęła się uspokajać. Zdjęła z siebie zaklęcie. Wtedy poczuła straszny chłód. Było po południu i zaczynało się ściemniać, więc postanowiła szybko wrócić do zamku i spróbować wyjaśnić sprawę z Parvati. Kiedy już miała zawrócić, zauważyła stworzonko, stojące na pokrywie lodu na jeziorze. Wyglądało trochę jak wiewiórka, ale było większe. Cóż, wiele magicznych zwierząt żyło w pobliskim lesie. To wyglądało na wystraszone, bało się wrócić na brzeg. Hermiona podeszła do jeziora i stanęła na lodzie. Tupnęła mocno by sprawdzić, czy nie jest zbyt cienki, ale był w porządku. Zresztą wcześniej widziała chłopców ślizgających się tu. Ruszyła w stronę zwierzaka. Szła powoli, przed każdym krokiem sprawdzając wytrzymałość lodu. Kiedy dzielił ją krok, po prostu podeszła do przodu. I wtedy lód się załamał. Dziewczyna wpadła do lodowatej wody. Próbowała utrzymać się na powierzchni. Ale kiepsko radziła sobie w wodzie, poza tym szok termiczny ograniczył ruchy jej mięśni. Rozpaczliwie zaczęła machać rękoma i wołać o pomoc.
Przypadkowo lub nie, przechodził tamtędy profesor Snape. Akurat szukał pod śniegiem zimowych roślin potrzebnych do eliksirów, kiedy zobaczył Hermionę wpadającą do jeziora. Szybko pobiegł w jej stronę wymachując różdżką. Dziewczyna ostatkiem sił nabrała powietrza. Woda zalała jej twarz. Straciła przytomność, gdy otoczył ją bąbel powietrza wyciągając ją z wody. Profesor stał na brzegu. Ściągnął płaszcz i gdy dziewczyna w magicznej bańce doleciała do niego. Okrył ją nim mocno i szybkim krokiem ruszył w stronę zamku. Na jeziorze wciąż ruszała się jedna mała kra, płynąca powoli do brzegu. Siedziało na niej stworzonko wyglądające jak wiewiórka, ale było większe.
Nauczyciel szedł szybko co chwilę mocniej przyciskając do siebie Hermionę.
- Czy to jest empatia? - Powiedział do siebie na głos, patrząc na zmarzniętą, nieprzytomną
dziewczynę w swoich ramionach. - Nie. To ta cholerna odpowiedzialność.
sobota, 20 września 2014
Na Jawie. Rozdział XI.
Przemierzał zamkowe korytarze szybkim krokiem. Zależało mu na tym, aby jak najszybciej dostać się do swoich kwater, do lochów. Tam gdzie nikt mu nie przeszkadzał, gdzie mógł odpocząć po całym dniu z tymi półgłówkami. Czy powinien tak nazywać uczniów? Przecież nikt mu nie zabroni. Poza tym jak inaczej nazwać Longbottom'a, który co drugie zajęcia rozsadza kociołek? Albo Potter'a, który przez sześć lat nauki, nie nauczył się chyba niczego na jego zajęciach?
Zaraz po wejściu, skierował się w stronę barku i otworzył go. Wyciągając pełną butelkę Ognistej Whiskey, zastanowił się przez moment czy potrzebna mu również szklanka. Odrzucił tą myśl, pociągając solidny łyk prosto z butelki. Lekko chwiejnym krokiem podszedł do nowo przybyłej sofy i rozłożył się na niej. Machnięciem różdżki rozpalił w kominku ogień, co rzadko mu się zdarzało. Wpatrując się w wesołe ogniki i co chwila popijając z butelki, zaczął rozmyślać o swoim życiu, co zdarzało mu się jeszcze rzadziej. Czuł monotonię. Codziennie robił to samo. Wstawał, uczył, wracał, z przerwami na jedzenie. Nie działo się nic szczególnie ciekawego. Nawet wybuchy na lekcjach zaczęły go nudzić. Wszystko było takie pospolite. Zwłaszcza ludzie w tym miejscu. Reszta nauczycieli, uczniowie. Wciąż to samo otoczenie. Od lat nie widział się z nikim z rodziny. Nie widział się z matką. Często planował, że odnajdzie ją. Ale nigdy nawet nie próbował. Bał się spojrzeć jej w oczy, po tym jak bez słowa odszedł, zostawiając ją samą z tym potworem. A jeszcze bardziej bał się tego, że może jej już nie odnaleźć. Każdego dnia miał przed oczami jej twarz, gdy widział ją po raz ostatni. Jej zwykle piękne, lecz smutne i zapłakane oczy. Widział ją tak dokładnie. W tym samym przybrudzonym fartuszku, który zawsze nosiła. Mówiła "Idź już spać. Wiesz, że zaraz wróci." I odwracała się, wchodząc do kuchni. Nie mówiła nic więcej. Taką ją zapamiętał. Piękną i smutną. Jak zawsze. Jedyne co jeszcze pamiętał z tej nocy, to krzyki. Jej i tego potwora, otwarte okno i.. wolność. Ta wolność, której zawsze pragnął,a która teraz tak bardzo go przybijała.
Z zamyślenia wyrwało go stukanie do drzwi. Otrząsnął się i spojrzał na zegarek. Dochodziła 23. Wstał i podszedł do drzwi. W połowie drogi stwierdził, że ma mokry policzek. Otarł go szybko rękawem i otworzył drzwi.
- Witaj Severusie. - Powiedział wesoło staruszek z długą brodą, wchodząc śmiało do środka. - Nie przeszkadzam ci?
- Wiesz, Albusie, jestem jakby.. - Widać był u niego stan wskazujący.
- Zajęty piciem? - Popatrzył na niego karcąco, wskazując na pustą butelkę po alkoholu, leżącą obok kanapy.
- Mam jakby wolne. Przynajmniej do rana.
- Eh.. Nigdy nie musiałem cię karcić i mam nadzieję, że teraz..
- Po co przyszedłeś Albusie?
- Racja. Do rzeczy. Dziś wyjeżdżam. Wiesz o co chodzi. Większość spraw przekazałem Minerwie i liczę tu na twoją pomoc.
- Oczywiście. Będę podporą Hogwart'u i ramieniem do wypłakania dla wszystkich uczniów. - Powiedział Snape z wielkim, sztucznym uśmiechem.
- Przestań Sevarusie. Co się z tobą dzieje?
- Nie, nic.
- Nie zachowuj się jak dziecko. Jesteś tutaj nauczycielem, pamiętasz? Uczniowie liczą na ciebie. Wykaż trochę empatii.
-O! Empatia, to chyba taka zupa z Azji.
- Wyjeżdżam na dwa, góra trzy dni. I proszę cię tylko o to, żebyś w razie problemu służył pomocą.
- Jeśli obiecam, że tak będzie, dasz mi już dziś spokój? Chcę się jakby położyć.
- Dobrze. Tylko pamiętaj. Liczę na ciebie. - Powiedział staruszek wychodząc za drzwi.
- Tak, tak. Stary zrzęda. - Drzwi uchyliły się lekko.
- Słyszałem. - Powiedział Dumbledore wychylając zza nich głowę. Snape odwrócił się zmieszany i zirytowany. Dyrektor ponownie wyszedł, a nauczyciel rzucił na drzwi zaklęcie zamykające. Potem podniósł pustą butelkę po Ognistej i odłożył ją na biurko. Następnie wziął szybki, zimny prysznic i położył się do łózka. Już zasypiając przypomniał sobie o czymś. Sięgnął do szuflady w szafce nocnej stojącej tuż przy łóżku. Wyciągnął z niej małą fiolkę z krwistoczerwonym eliksirem. Wypił go i czując przypływ senności opadł ciężko na łóżko.
Zaraz po wejściu, skierował się w stronę barku i otworzył go. Wyciągając pełną butelkę Ognistej Whiskey, zastanowił się przez moment czy potrzebna mu również szklanka. Odrzucił tą myśl, pociągając solidny łyk prosto z butelki. Lekko chwiejnym krokiem podszedł do nowo przybyłej sofy i rozłożył się na niej. Machnięciem różdżki rozpalił w kominku ogień, co rzadko mu się zdarzało. Wpatrując się w wesołe ogniki i co chwila popijając z butelki, zaczął rozmyślać o swoim życiu, co zdarzało mu się jeszcze rzadziej. Czuł monotonię. Codziennie robił to samo. Wstawał, uczył, wracał, z przerwami na jedzenie. Nie działo się nic szczególnie ciekawego. Nawet wybuchy na lekcjach zaczęły go nudzić. Wszystko było takie pospolite. Zwłaszcza ludzie w tym miejscu. Reszta nauczycieli, uczniowie. Wciąż to samo otoczenie. Od lat nie widział się z nikim z rodziny. Nie widział się z matką. Często planował, że odnajdzie ją. Ale nigdy nawet nie próbował. Bał się spojrzeć jej w oczy, po tym jak bez słowa odszedł, zostawiając ją samą z tym potworem. A jeszcze bardziej bał się tego, że może jej już nie odnaleźć. Każdego dnia miał przed oczami jej twarz, gdy widział ją po raz ostatni. Jej zwykle piękne, lecz smutne i zapłakane oczy. Widział ją tak dokładnie. W tym samym przybrudzonym fartuszku, który zawsze nosiła. Mówiła "Idź już spać. Wiesz, że zaraz wróci." I odwracała się, wchodząc do kuchni. Nie mówiła nic więcej. Taką ją zapamiętał. Piękną i smutną. Jak zawsze. Jedyne co jeszcze pamiętał z tej nocy, to krzyki. Jej i tego potwora, otwarte okno i.. wolność. Ta wolność, której zawsze pragnął,a która teraz tak bardzo go przybijała.
Z zamyślenia wyrwało go stukanie do drzwi. Otrząsnął się i spojrzał na zegarek. Dochodziła 23. Wstał i podszedł do drzwi. W połowie drogi stwierdził, że ma mokry policzek. Otarł go szybko rękawem i otworzył drzwi.
- Witaj Severusie. - Powiedział wesoło staruszek z długą brodą, wchodząc śmiało do środka. - Nie przeszkadzam ci?
- Wiesz, Albusie, jestem jakby.. - Widać był u niego stan wskazujący.
- Zajęty piciem? - Popatrzył na niego karcąco, wskazując na pustą butelkę po alkoholu, leżącą obok kanapy.
- Mam jakby wolne. Przynajmniej do rana.
- Eh.. Nigdy nie musiałem cię karcić i mam nadzieję, że teraz..
- Po co przyszedłeś Albusie?
- Racja. Do rzeczy. Dziś wyjeżdżam. Wiesz o co chodzi. Większość spraw przekazałem Minerwie i liczę tu na twoją pomoc.
- Oczywiście. Będę podporą Hogwart'u i ramieniem do wypłakania dla wszystkich uczniów. - Powiedział Snape z wielkim, sztucznym uśmiechem.
- Przestań Sevarusie. Co się z tobą dzieje?
- Nie, nic.
- Nie zachowuj się jak dziecko. Jesteś tutaj nauczycielem, pamiętasz? Uczniowie liczą na ciebie. Wykaż trochę empatii.
-O! Empatia, to chyba taka zupa z Azji.
- Wyjeżdżam na dwa, góra trzy dni. I proszę cię tylko o to, żebyś w razie problemu służył pomocą.
- Jeśli obiecam, że tak będzie, dasz mi już dziś spokój? Chcę się jakby położyć.
- Dobrze. Tylko pamiętaj. Liczę na ciebie. - Powiedział staruszek wychodząc za drzwi.
- Tak, tak. Stary zrzęda. - Drzwi uchyliły się lekko.
- Słyszałem. - Powiedział Dumbledore wychylając zza nich głowę. Snape odwrócił się zmieszany i zirytowany. Dyrektor ponownie wyszedł, a nauczyciel rzucił na drzwi zaklęcie zamykające. Potem podniósł pustą butelkę po Ognistej i odłożył ją na biurko. Następnie wziął szybki, zimny prysznic i położył się do łózka. Już zasypiając przypomniał sobie o czymś. Sięgnął do szuflady w szafce nocnej stojącej tuż przy łóżku. Wyciągnął z niej małą fiolkę z krwistoczerwonym eliksirem. Wypił go i czując przypływ senności opadł ciężko na łóżko.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
