Mijały dni, a Parvati i Lavender nadal ze sobą nie rozmawiały. Kiedy mijały się na korytarzach posyłały sobie mordercze spojrzenia, na zajęciach siadały jak najdalej od siebie. Lavender nadal była ślepo zakochana w puchonie, a Parvati już oficjalnie była z Seamus'em i spędzała dużo czasu z Hermioną i jej przyjaciółmi. Całkowicie zapomniała o problemach z ex-przyjaciółką.
Pewnego niedzielnego wieczoru, wszyscy razem siedzieli w pokoju wspólnym. Hermiona, popijając gorącą czekoladę, plotkowała z Ginny siedzącą obok. Harry i Ron rozgrywali akurat partię szachów czarodziejów, a Seamus z dziewczyną siedzieli trochę dalej, cicho rozmawiając.
- Och, oni tak słodko wyglądają. Dobra robota. - Powiedziała Ginny. - Dobra, opowiadaj co widziałaś. - Hermiona uśmiechnęła się i otarła przyjaciółce wąsy z bitej śmietany.
- No więc szłam do cieplarni na zielarstwo. Idę przez korytarz, patrzę, a tu na parapecie nasz kochany Erik i Dafne lecą sobie w ślinkę. - Dziewczyna mówiąc to skrzywiła się.
- Dafne Greengrass? To ta blondynka ze ślizgonów nie?
- Tak. Ten chłopak naprawdę nie potrafi sobie odmówić. Lavender, Romilda, Pansy, Dafne..
- Katie, Megan, Lucy, Emma.. - Zaczęła wyliczać ruda. Hermiona wytrzeszczyła oczy.
- Co? O nich nie wiedziałam.
- Neville mi powiedział. I Dean. I Megan.
- Sama nie wiem czy powinnam jej współczuć czy..
- To jej wina. Gdyby nie była taka.. - W tym momencie drzwi do pokoju głośno się otworzyły i wbiegła przez nie zapłakana Lavender. Dziewczyna stanęła na środku pokoju i otarła oczy rękawem szaty, gdy zauważyła, że wszystkie oczy są skierowane na nią. Odszukała Parvati i wysłała jej smutne, przepraszające spojrzenie. Jej oczy znów zaszły łzami, więc szybko pobiegła do sypialni. Parvati nie wiedziała co zrobić. Czy powinna pójść z nią porozmawiać, bo nawet nie musiała pytać co się stało, czy potraktować ją tak samo jak ona została potraktowana. Wysłała Hermionie pytające spojrzenie. Ta po chwili kiwnęła jej tylko głową. Parvati szepnęła coś Seamus'owi i poszła za Lavender do sypialni. Chłopak zmieszał się i usiadł obok Hermiony i Ginny.
- Myślicie, że teraz się pogodzą? - Rzucił jakby ze smutkiem.
- Pewnie tak. - Odparła Hermiona. - Parv może mówić co chce, ale była widać, że za nią tęskniła.
- Świetnie.
- Nie przepadasz za nią co? - Spytała Ginny z lekkim uśmiechem.
- To nie to. Ja po prostu nie chcę, żeby Parvati czuła się nieswojo. Żeby musiała wybierać ja czy ona.
- Och, przestań. Wymyślasz.
- Nie prawda. Widziałaś jak było wcześniej. One są nierozłączne, myślisz, że będzie miała dla mnie czas? Ginny, powiedz. Nigdy nie miałaś tak, że musiałaś wybierać między Harry'm i Hermioną?
- Nie. - Odpowiedziała pewna siebie. - No może czasem. Ale w końcu jesteśmy paczką i raczej wszystko robimy razem.
- Nie wydaje mi się, żeby Lavender była chętna do przyjaźnienia się ze mną. Ja w sumie też nie.
- Co? Nie chcesz się przyjaźnić z dziewczyną, z którą możesz chodzić do Madame Malkin i na beztłuszczowe Latte. Rozmawiać o ubraniach, kosmetykach, plotkować. - Wszyscy troje wybuchnęli śmiechem. W tym momencie do pokoju weszła Parvati. Powiedziała, że Lavender widziała Erika i Pansy. Zaczęła przepraszać i prosić o przebaczenie. Chciała odzyskać przyjaciółkę.
- Teraz śpi. A ja nie wiem co robić. Współczuję jej. Tyle lat się przyjaźniłyśmy. Ale była dla mnie okropna i nie wiem, czy nadal chcę się z nią przyjaźnić. - Parvati posmutniała.
- Na pewno musisz ją teraz wspierać. Mimo tego wszystkiego, zależy ci na niej, prawda? Ale jeśli nie chcesz się przyjaźnić, to tego nie rób. - Powiedziała Hermiona, obejmując dziewczynę ramieniem.
- Sama nie wiem. Może po prostu będę trzymać dystans. Na razie. Zobaczę, jak się zachowa.
- Świetny pomysł. - Powiedział Seamus, aby przypomnieć o swojej obecności, całując dziewczynę w czoło.
Po godzinie pokój opustoszał. Wszyscy położyli się spać. Mimo, że nikt nie powiedział tego na głos, każdy jednocześnie współczuł Lavender, ale także uważał, że dobrze się stało. Powinna była ufać najlepszej przyjaciółce, a nie chłopakowi, którego tak naprawdę ledwo znała. Miała nadzieje, że Parvati jej przebaczy i ich stosunki się unormują. Chociaż stwierdziła, że Seamus to nie jest jej wymarzone towarzystwo i lepiej byłoby, jeśli chłopak dałby im spokój. Nie chciała mówić tego wprost, ale tak czy inaczej Parvati powinna spędzać czas tylko z nią. Tak byłoby najlepiej.
sobota, 13 września 2014
sobota, 6 września 2014
Na Jawie. Rozdział IX.
- Nie mogę
uwierzyć, że to powiedziałaś! I w to, że potrafiłam się z tobą przyjaźnić.
Jesteś największą egoistką na świecie! – Hermiona otworzyła zaspane oczy. Po
chwili zrozumiała, że źródłem budzącego ją hałasu jest Parvati. – Chodzisz za
nim wpatrzona jak w obrazek, a on cię oszukuje.
- Przestań
już. Ja wiem, że on ci się podoba i dlatego tak mówisz. On by mnie nigdy nie
zranił. Jest we mnie zakochany na zabój. – Powiedziała prawie spokojnym głosem
Lavender, patrząc na byłą przyjaciółkę z politowaniem.
- Wiesz,
słów mi do ciebie brakuje. Tylko nie przychodź do mnie jak się okaże, że twój
chłopak to kłamca. – Powiedziała mocno rozzłoszczona dziewczyna, po czym wyszła
z trzaskiem drzwi.
- Nie martw
się o to! – Rzuciła za nią blondynka. Dopiero po chwili zorientowała się, że
wszystkiemu przyglądała się Hermiona. Uśmiechnęła się niezręcznie, po czym
zaczęła się szykować przy lustrze, jak gdyby nigdy nic. Hermiona jeszcze chwile
siedziała na łóżku, próbując przyswoić, co się wydarzyło. Następnie po porannej
toalecie ubrała się i zeszła na śniadanie. Po drodze minęła Erik’a, który
rozmawiał z Pansy Parkinson. Chociaż wyglądało to bardziej, jak próby flirtu.
Hermiona wiedziała, że Parvati mówiła prawdę, a Erik był oszustem. Ale wolała
nie zastanawiać się, jak zareaguje na to Lavender, gdy się dowie. Jeżeli w
ogóle się dowie. I uwierzy. Hermionie zrobiło się smutno ze względu na Parvati,
która próbując ustrzec przyjaciółkę została tak źle potraktowana.
Przed
wejściem do Wielkiej Sali zobaczyła Seamus’a idącego w tę samą stronę. Gdy
chłopak ją zauważył zatrzymał się, nie wiedząc jak się zachować po wczorajszym
incydencie. Dziewczyna widząc jego skołowanie uśmiechnęła się przyjaźnie.
- Wiesz, że
nie musisz się mnie bać, prawda? – Spytała ironicznie Hermiona, wciąż z
uśmiechem na ustach.
- Wiem, ja
tylko nie chciałem.. Sam nie wiem. – Odpowiedział odwracając wzrok.
- Po prostu
zapomnijmy, ok? Tak będzie najlepiej. Nadal się przyjaźnimy i wszystko jest w porządku.
– Powiedziała wchodząc do Sali.
- Jasne.
Tylko wiesz nie chciałbym.. To znaczy wolałbym, żebyś ty.. Nie mów nikomu, ok?
- Nawet nie
przyszłoby mi to do głowy.
- Dzięki.
Właśnie, nie wiesz, co się stało Parvati? Chłopaki mówili, że płakała rano, a teraz
siedzi tam sama.. no bez Lavender.
- Ehh.. Dość
ostro się pokłóciły. – W tym momencie wpadła na genialny pomysł. – Wiesz, chyba
ktoś powinien poprawić jej humor. – Spojrzała wymownie na chłopaka. Ten przez
chwile nie wiedział, co zrobić.
- Masz
rację, może pójdę z nią pogadać.
- Świetny
pomysł. – Powiedziała udając zdziwienie. Chłopak kiwnął głową i ruszył w stronę
gdzie siedziała Parvati i przysiadł się. Na początku dziewczyna próbowała go
przegonić, ale gdy ten nie dawał za wygraną, zaczęła z nim spokojnie rozmawiać.
Chwilę później zaczęła się uśmiechać. To samo zrobiła Hermiona mówiąc w myślach: „Jednak jestem w tym dobra”.
Kilka minut
później przyszli Ron, Harry i Ginny. Wszyscy razem zjedli śniadanie, a
następnie razem z Seamus’em i Parvati, która była w o wiele lepszym humorze
udali się na zajęcia.
***
Pierwsze
tego dnia były Eliksiry. Po rozpoczęciu zajęć uczniowie zaczęli oddawać prace
domowe. Profesor Snape podejrzliwie przyglądał się Seamus’owi, gdy ten oddawał
dwie rolki pergaminu. Chłopak był z siebie naprawdę dumny. Następnie każdy dostał
recepturę i zaczęto tworzyć eliksiry. Do końca zajęć obyło się bez
nieprzewidzianych okoliczności, wybuchów i innych wypadków. Chwile przed końcem
lekcji wszyscy oddali wywary i byli gotowi do wyjścia. Nawet Neville. Gdy
nauczyciel dal znak, że mogą wychodzić Hermiona podeszła nieśmiało do jego
biurka.
-
Profesorze?
- Tak? –
Odparł chłodno jak zwykle, ukryty za pergaminem.
- Pani
Pomfrey prosiła mnie o dostarczenie jej od pana eliksirów. – Snape opuścił
pracę, zamyślił się na chwilę, po czym przewrócił oczyma.
- Eh. Ta
kobieta mnie zamęcza. – Powiedział wstając i kierując się w stronę zamkniętych
drzwi z boku sali. – Za mną. – Powiedział krótko. Hermiona nie zastanawiając
się zbytnio ruszyła za nim. Za drzwiami był mały hol z parą drzwi. Jedne były
na wpół otwarte i można było zauważyć, że znajduje się tam gabinet. Snape
jednak stanął przed drugimi, otworzył je i wpuścił ją do środka. Kiedy przeszła
przez próg przez jej ciało przeszedł dreszcz i doznała może nie szoku, ale wielkiego
zdziwienia. Dreszcz spowodowany był panującym w pomieszczeniu zimnem. W dolnych
częściach zamku zawsze było zimno, ale tu panowała temperatura sięgająca zera
bezwzględnego. A jej zdziwienie było spowodowane tym, że pokój był pusty.
Całkowicie pusty. Gołe ceglane ściany, goła kamienna podłoga, żadnego mebla. Jedyne,
co zostało to pusta framuga w bocznych drzwiach, nakryta ciemnym materiałem.
Całość wyglądała tak.. smutno.
- Tu zawsze
jest tak pusto? – Wypaliła.
- To się
nazywa remont, Granger. Meble są w renowacji. Zaczekaj tu. – Powiedział mniej
lodowatym tonem i zniknął za zasłoną. Po chwili wrócił z małym pudełeczkiem
pełnym fiolek. Wręczył je dziewczynie, po czym kazał wyjść.
Hermiona zaniosła
je od razu do skrzydła szpitalnego. Pani Pomfrey nie mogła się nadziwić, że
udało jej się to załatwić. Przypominała o nich od dwóch tygodni, jednak jak
dotąd żadnej reakcji. Po odniesieniu eliksirów Hermiona dołączyła do przyjaciół
na kolejnych zajęciach. Przez cały dzień wiele razy mijała Parvati i Seamus’a,
którzy od śniadania byli nierozłączni. Pod wieczór chodzili już trzymając się
za ręce. Hermiona cieszyła się ze swojego udziału w tej relacji. Nadal jednak
pozostawała sprawa nieświadomej Lavender, która widząc szczęśliwą
ex-przyjaciółkę po porannej kłótni, wydawała się niezadowolona. Jednak nie
odzywała się. Wszystko mogło się zdarzyć, bo chcąc nie chcąc dziewczyny nadal
dzieliły wspólną sypialnię. Jednak, gdy Hermiona z Parvati wróciły, Lavender
już dawno spała, a rano wyszła za nim obie się obudziły. To prawdopodobnie oznaczało
koniec przyjaźni.
sobota, 30 sierpnia 2014
Na Jawie. Rozdział VIII.
Stała w ciemności, nie wiedząc gdzie się znajduje. Jedyne co mogła dostrzec to nikłe światło spod (jak się domyślała) drzwi, na końcu ( jak się domyślała) korytarza. Skierowała tam swoje kroki. Lekko zawahała się stając przed drewnianym wrotami, lecz po chwili wyciągnęła dłoń ku mosiężnej klamce. Drzwi ustąpiły z cichym skrzypnięciem. Jej oczom ukazał się niewielki, tonący w półmroku salon. Wprawdzie pomieszczenie było całkiem spore, ale ogrom regałów wypełnionych książkami, zakrzywiał rzeczywistość. Wątłe światło gasnącego ognia w kominku Oświetlał zniszczone boki starych ksiąg, których tytuły obejmowały wszystkie dziedziny magii i nie tylko.
Po kilku chwilach jej wzrok przyzwyczaił się do ciemności. Zrobiła kilka kroków do przodu, a drzwi cicho zamknęły się za nią. Całą podłogę zajmowała szmaragdowa wykładzina. W centralnej części pokoju stała duża sofa. Stylem przypominała te, które można znaleźć w sklepie z antykami, ale wyglądała na nieużywaną. Obok stał, podobny stylem do niej, fotel. Obite były w ciemną, czekoladową skórę. W rogu, między regałami stało ledwie widoczne, ale bardzo eleganckie biurko. Leżała na nim kupka równo ułożonych kartek. W lukach między półkami wisiało kilka nieruchomych obrazów, spod których prześwitywała wiśniowa tapeta.
Porozglądała się chwilę. Nadal nie wiedziała gdzie jest. Stojąc tak w poświacie kominkowego światła, po chwili dostrzegła, mniej okazałe od wejściowych, uchylone drzwi. W pierwszej chwili nie była pewna, czy stały tam od początku. Obróciła się i ruszyła ku nim. Za drzwiami był niedługi korytarz wyłożony ciemną boazerią. Z kilku kinkietów na ścianach padało słabe światło. Dostrzegła Dwie pary równoległych drzwi. Podeszła do pierwszych z lewej strony - zamknięte. Drzwi na przeciw nich - również. Szła miękkim, szarym dywanem do końca korytarza. Stanęła przed drzwiami z prawej - otworzyły się. Jej oczom ukazała się klasyczna, wyłożona biało-czarnymi płytkami łazienka. Była urządzona jak te mugolskie: toaleta, kabina prysznicowa, umywalka, lustro. Nic tu nie wskazywał na obecność czarodzieja. Cofnęła się i odwróciła do ostatnich drzwi. Były lekko uchylone i padało z nich światło podobne do tego w salonie. Podeszła bliżej i otworzyła drzwi szerzej. Pokój był mniejszy niż salon. Stał tylko jeden regał z kilkoma książkami, a na ścianie w kolorze śliwki wisiał jeden obraz, przedstawiający czystą magię, chociaż mugole nazwaliby to abstrakcją. Dostrzegła też myślodsiewnię. Jednak w pomieszczeniu nie było kominka, tylko dziesiątki małych świeczek, lewitujących wokół łóżka stojącego na środku. Ktoś w nim leżał. W tym momencie Zniknęła i przed oczami pojawił się sen z przed ostatniej nocy. Jego dłoń, palce, usta. Ich ciała. Ciche szepty. Jego głos wprost do jej ucha. Lecz tym razem inny. Bardziej ciepły, czuły i.. znajomy. Nagle wszystko zaczęła się rozmywać i oddalać. Sen sie kończył. Gdy odwrócił się do niej tyłem, ujrzała długa bliznę, pośród mniejszych, na jego umięśnionych plecach. Chwilę później znów była w swoim hogwarckim łóżku.
Obudziła się.
Po kilku chwilach jej wzrok przyzwyczaił się do ciemności. Zrobiła kilka kroków do przodu, a drzwi cicho zamknęły się za nią. Całą podłogę zajmowała szmaragdowa wykładzina. W centralnej części pokoju stała duża sofa. Stylem przypominała te, które można znaleźć w sklepie z antykami, ale wyglądała na nieużywaną. Obok stał, podobny stylem do niej, fotel. Obite były w ciemną, czekoladową skórę. W rogu, między regałami stało ledwie widoczne, ale bardzo eleganckie biurko. Leżała na nim kupka równo ułożonych kartek. W lukach między półkami wisiało kilka nieruchomych obrazów, spod których prześwitywała wiśniowa tapeta.
Porozglądała się chwilę. Nadal nie wiedziała gdzie jest. Stojąc tak w poświacie kominkowego światła, po chwili dostrzegła, mniej okazałe od wejściowych, uchylone drzwi. W pierwszej chwili nie była pewna, czy stały tam od początku. Obróciła się i ruszyła ku nim. Za drzwiami był niedługi korytarz wyłożony ciemną boazerią. Z kilku kinkietów na ścianach padało słabe światło. Dostrzegła Dwie pary równoległych drzwi. Podeszła do pierwszych z lewej strony - zamknięte. Drzwi na przeciw nich - również. Szła miękkim, szarym dywanem do końca korytarza. Stanęła przed drzwiami z prawej - otworzyły się. Jej oczom ukazała się klasyczna, wyłożona biało-czarnymi płytkami łazienka. Była urządzona jak te mugolskie: toaleta, kabina prysznicowa, umywalka, lustro. Nic tu nie wskazywał na obecność czarodzieja. Cofnęła się i odwróciła do ostatnich drzwi. Były lekko uchylone i padało z nich światło podobne do tego w salonie. Podeszła bliżej i otworzyła drzwi szerzej. Pokój był mniejszy niż salon. Stał tylko jeden regał z kilkoma książkami, a na ścianie w kolorze śliwki wisiał jeden obraz, przedstawiający czystą magię, chociaż mugole nazwaliby to abstrakcją. Dostrzegła też myślodsiewnię. Jednak w pomieszczeniu nie było kominka, tylko dziesiątki małych świeczek, lewitujących wokół łóżka stojącego na środku. Ktoś w nim leżał. W tym momencie Zniknęła i przed oczami pojawił się sen z przed ostatniej nocy. Jego dłoń, palce, usta. Ich ciała. Ciche szepty. Jego głos wprost do jej ucha. Lecz tym razem inny. Bardziej ciepły, czuły i.. znajomy. Nagle wszystko zaczęła się rozmywać i oddalać. Sen sie kończył. Gdy odwrócił się do niej tyłem, ujrzała długa bliznę, pośród mniejszych, na jego umięśnionych plecach. Chwilę później znów była w swoim hogwarckim łóżku.
Obudziła się.
Subskrybuj:
Posty (Atom)